Vampire Master of Darkness na Nintendo 3DS – SEGA i Castlevania?

Odłóżmy na sekundę konsolę Nintendo 3DS i wróćmy do czasów oryginalnego NESa, gdzie Konami zrobiło grę, która zapoczątkowała cały boom na serię o Wampirach i Drakuli. Castlevania stała się wzorem do naśladowania dla wielu twórców i każdy chciał zagrać pogromcą wampirów.

 

SEGA też chciała mieć Castlevanie u siebie, jednak gdy nie mieli możliwości zrobienia porta na ich konsole, postanowili zrobić swoją własną Castlevanie, czyli Master of Darkness.

 

Recenzja gry Vampire Master of Darkness na konsole Nintendo 3DS

 

Vampire Master of Darkness na Nintendo 3DS

 

Omawiany dzisiaj tytuł to wersja na Nintendo Virtual Console dostępne na 3DSie. Gra jest taka sama jak oryginał wydany w 1993 roku, jedynie do nazwy zostało dodane na początku słowo „Vampire”.

 

Vampire Master of Darkness gra video na konsole Nintendo 3DS

 

Gra na początku zbiła mnie trochę z tropu. Spodziewałem się retro horroru, jakiejś mrocznej tajemnicy, a już pierwszy ekran powitał mnie tekstem:

 

HAVE YOU NOT HEARD THE LEGEND OF THE WHO RISES WITH THE FULL MOON…
THE LEGEND O VAMPIRE?

 

Ej chwila, ale przecież pełnia księżyca to raczej na wilkołaki, co nie? Wampirom to chyba obojętnie czy świeci księżyc, czy nie.

No ale ok, stara gra to może i w tamtych czasach inaczej to było w kinach przedstawiane.

 

Master of Darkness to horror o wampirach w stylu metroidvanii

 

Głównym bohaterem naszej historii jest Dr. Ferdinand Social, psycholog z zacięciem do spraw paranormalnych, poszukujący informacji o morderstwach mających miejsce w Londynie. Już w pierwszej minucie wiemy wszystko, i to że wampiry atakują ludzi, i to że za wszystkim stoi Hrabia Drakula.

 

Liczyłem na jakiś dreszczyk emocji, wątek tajemnicy czy horroru, no ale nie, od razu wszystko wiemy, i idziemy ratować świat.



Vampire Master of Darkness to… naprawdę przyjemna gra na Nintendo 3DS

 

Wow, po prostu WOW.
Po tym średnim intrze, nie spodziewałem się jakiegoś wybitnego tytułu. Zwłaszcza że lekko zawiodłem się na Ikachan z ostatniej recenzji, i nie nastawiałem się jakoś pozytywnie do następnej gry. Więc w momencie, kiedy zacząłem już grać w Master of Darkness, to z każdą chwilą dziwiłem się, jak… dobra jest ta gra?

 

Recenzja Vampire Master of Darkness na konsole Nintendo 3DS na blogu o grach Hipogryf.pl

 

SEGA chciała mieć Castlevanie, ale nie mogła – więc wzięli i zrobili swoją.
Dosłownie! Master of Darkness bierze wszystko, co dobre z gry Konami i dokłada jeszcze kilka rzeczy od siebie:

 

  • oprawa graficzna o wiele bardziej mi się podoba niż w pierwszych przygodach Belmonta,
  • w końcu można zeskakiwać ze schodów, będąc dopiero w ich połowie (kto grał w Castlevanie wie, o co chodzi),
  • no i mamy pistolet!

 

Tak, SEGA w tamtych czasach była bardziej cool niż inni wydawcy i kiedy wszyscy zastanawiali się, czy to ok, aby pokazać krew na ekranie, Ci dali swojemu bohaterowi najzwyczajniejszego gnata, żeby szedł i strzelał do wampirów.

Dr. Ferdinand Social to nie jakiś tchórz, żeby bawić się święconą wodą, on walczy jak na prawdziwego main-hero przystało, nożem i spluwą.

 

Przemierzamy potworne lochy i wieże w grze VMoD na 3DSie - recenzja na blogu o grach Hipogryf.pl

 

Do tego podobają mi się te dziwaczne poziomy, jak chociażby galeria figur woskowych, które momentami ożywają i ganiają nas w przyśpieszonym tempie. Wiedziałem, że coś takiego się wydarzy, kiedy tylko je zobaczyłem, a i tak serce mi szybciej zabiło, jak nagle kobieta w białej sukni przebiegła przez ekran z 200% normalnej prędkości.

 

Wady Vampire Master of Darkness

 

Na pewno jedną z głównych wad jest „recykling” grafik.

Poziomy są ładne, jednak bardzo dużo elementów będzie się powtarzać. Nie mówiąc już o przeciwnikach!
Tym samym gra wygląda na każdym kroku tak samo szaro-zielono. Jest klimatycznie, jest mrocznawo jak na tamte czasy, jednak praktycznie każdy loch czy wieża są tymi samymi lokacjami.

 

Ponure lokacje i ogrom pułapek w tej grze na Nintendo 3DS to norma

 

Problemem może być ostatnia walka? Nie chodzi o to, że jest trudna, chodzi właśnie o to, że jest za mało wymagająca. Gra nie wybacza błędów i liczy, że zawsze uda nam się uniknąć ataku bossa. Dlatego też, kiedy już pokonamy wszystkich na naszej drodze, to jesteśmy tak zaprawieni w bojach, że walka z Drakulą nie jest tak trudna, jak byśmy się tego spodziewali. Trochę mnie to zawiodło.

 

Vampire Master of Darkness na Virtual Console Nintendo 3DS - recenzja gry na blogu o grach Hipogryf.pl

 

SEGA zrobiła naprawdę udanego klona Castlevanii.

Ogólnie polecam, fajnie znać ten tytuł, warto go ograć. Szkoda, że można przejść go w jedną godzinę, ale ginąłem tyle razy, że mi osobiście się to od razu nie udało 😉



Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *