Ty gówno wiesz o złych książkach

Wydaje Ci się, że przeczytałeś kilka paździerzy i już wiesz co to złe książki? Że wielki z Ciebie krytyk, bo czytnąłeś vanita? Że jak dałeś jakieś książce jedną gwiazdkę na lubimyczytać, to już poznałeś co to ciemna strona literackiego poletka? No to newsflash kolego, żaden z Ciebie krytyk, Ty gówno wiesz o złych książkach, jeśli nie spojrzałeś prosto w oczy samej otchłani, a otchłań stwierdziła “ej ten ziomek się na mnie gapi” i spojrzała prosto w Ciebie. Czy kiedykolwiek zastanowiłeś się, co kryje za sobą, to niesamowite magiczne pole siłowe, które zwiemy barierą językową? Czy kiedykolwiek poświęciłeś chwilę, żeby sprawdzić, co tam angielskojęzyczni fani selfpublishingu wrzucają w cyfrowym formacie na Amazona? Czy kiedykolwiek, wbrew swojej woli, logice i wszelkiej godności natrafiłeś na takie książki jak Dominated By The Gay Werewolf? Przy tym Boku no pico to pikuś.

Myślisz, że w Polsce były straszne książki, które tylko vanity chciało wydać? To co powiesz na książki, których nawet vanity nie chciały ruszyć metrowym kijem? Co powiesz na vikings abduction romance? Gatunek, który jak sama nazwa wskazuje — skupia się na tym, że piękna dziewoja zostaje uprowadzona przez muskularnych wikingów i… i mamy po prostu 50 twarzy Greya w średniowiecznych wikińskich klimatach.

Serio, zdziwilibyście się ile książek z tego gatunku, jest pisanych rocznie!

Coraz częściej widzę blogerów, youtuberów, instagramerów, podcasterów i innych influencerów mówiących, jaka to książka jest zła, jaki ten debiut nieudany, jakie to czy tamto wydawnictwo ma kiepskie książki. Mówię Ci, Ty nie widziałeś kiepskich książek! Książek, które sprawiają, że nie tylko masz ochotę przestać czytać, ale wręcz zapomnieć to, co przeczytałeś. Cofnąć czas, poddać się hipnozie, znaleźć magiczną lampę i uwolnić z niej dżina, żeby spełnił Twoje życzenie o wymazaniu tej książki z pamięci, Twojej i wszystkich ludzi na świecie. Jeśli vore to dla Ciebie za dużo, a od Yaoi ciarki przechodzą Ci po plecach, to nawet nie googluj co to jest omegaverse, bo jeszcze trafisz na książkę, która jest jakąś chorą abominacją vore* i yaoi* (a najdziwniejsze jest w to, że obsesyjnie jarą się tym nastolatki z TikToka…).

*Vore/Vorarephilia – typowo erotyczne pragnienie lub fantazja seksualna, polegająca na byciu zjadanym a lub zjadaniu kogoś innego.

*Yaoi/Boys’ Love – wywodzący się z Japonii gatunek, w którym głównym elementem fabuły są homoerotyczne związki męsko-męskie.

Przy tym wszystkim Jacob ze Zmierzchu, chcący hajtnąć się z dopiero co narodzą córką Belli, przestaje być w jakimkolwiek stopniu dziwny*

* żartuję, to dalej jest dziwne jak nie wiem…

Mało?

No to jeszcze dowalmy Save the Pearls. Mamy tu postapokaliptyczny świat niszczony przez raka skóry, gdzie im ciemniejsza karnacja skóry u ludzi, tym większa ich szansa na przetrwanie a tym samym wyższa pozycja w społeczeństwie. Brzmi nawet ok, ale! Rasa białych (nazwana tutaj Pearls/Perły) została w pełni podporządkowana czarnoskórym, a główna bohaterka (oczywiście perła), musi malować twarz i udawać “czarnoskórą”… czyli robić sobie po prostu blackface. Serio, kto wpada na pomysł, że to będzie dobra książka i potem siada do pisania? Dodam jeszcze, że czarnoskórzy nazwani zostali tutaj Coals… tak, węgle….

I ja się wcale nie dziwię, że reddit aż zadrżał, jak ta książka się ukazała.

Ale czasem trafiają się perełki

Jak na przykład R.L. Stine i jego seria The Nightmare Room, a w szczególności Shadow Girl! Która jest… plagiatem chyba wszystkiego, od Catwoman poprzez Raven aż po Kickassa, ale i tak nie dorównuje to okropnej fabule i wymyślaniu na poczekaniu elementów, które popchną historię do przodu/uratują sytuację. Wiecie, takie przygody gdzie przez całą fabułę nie ma ani słowa o jakimś uber-potężnym artefakcie, ale w ostatnim rozdziale główny bohater nagle wyciąga go z kieszeni i ratuje sytuacje!

To może jakiś horror?

A proszę bardzo! Night of the Crabs, których autorem jest Guy N. Smith. Piękna opowieść o morderczych krabach! Tak… krabach. Ptaki Hitchcocka to się mogą przy tym schować. Zresztą nie tylko Night, bo całą ta seria jest… wyjątkowa! Tak, to chyba dobre określenie 😉

Pamiętam, jak te książki były za 5 zł w antykwariatach i innych wyprzedażach książek. Do tej pory zabójcze kraby to moje guilty pleasure!

Na swoje marudzicie, a cudzego nie widzieliście

Jeśli myślisz, że my mamy złe książki, to naprawdę zachęcam Cię do sprawdzenia zagranicznego rynku, w szczególności tego Amazonowego i selfpublisherów, bo tam jest lepszy ubaw niż z pasków w telewizji. Nagle książka Mr. Garrisona z tego starego odcinka South Parka okaże się czymś jak najbardziej prawdopodobnym.

Bo jednak te nasze książkowe grupki na facebooku to taki trochę vanilla internet, gdzie dramą potrafi być to, że bohaterka książki jadła cebulę. Jeśli chcesz poznać definicję złej książki, nie szukaj jej na fejsie. Idź na reddita, idź na 4chana, nawet na tumblra i sprawdź, jak wytrzymała jest Twoja psychika 😉

Albo też obczaj Dominica Noble na youtubie:

Jeśli już to zrobisz, jeśli poznasz ten inny wymiar, to wtedy dostajesz ode mnie hate-pasa, bo wiem, że wyłoniłeś się z ciemności i rozpaczy niczym Bane w filmie Batman: Mroczny rycerz powstaje. Wtedy możesz śmiało mówić, że poznałeś co to zła książka. Ale nie będziesz tego mówił, bo zrozumiesz, że nie warto. Uświadomisz sobie, że spojrzałeś w samo jądro ciemności i nawet jeśli chciałbyś podzielić się swoimi spostrzeżeniami z innymi, to oni po prostu tego nie zrozumieją. Niestety, ale będziecie już na innych poziomach świadomości.

Więc czytając kolejną książkę, doceńcie fakt, że główna bohaterka nie została porwana przez szalenie bogatych, przystojnych i napalonych wikingów, albo że główny bohater nie biega z penisem wilkołaka i nie zapładnia każdego faceta spotkanego na swojej drodze. Bo na tym świecie są naprawdę złe książki i mam szczerą nadzieję, że nigdy nie będziecie musieli ich poznawać.

Kurtyna!

Tak, ten tekst to jedna wielka zachęta, żeby obczaić książki na Amazonie. Szczególnie że jest ogromna ilość stron informujących o promkach i darmowych książkach do zgarnięcia. Niekoniecznie dobrych, jak wskazuje na to ten tekst, ale uwierzcie mi, lepsze to niż komedie z Adamem Sandlerem! Chociaż część z nich oczywiście pisania jest dla beki i tak trzeba je traktować, jak chociażby: Wet Hot Allosaurus Summer! No bo kto nie chce przeczytać o romansie kobiety i dinozaura?

A jeśli znasz jakieś naprawdę złe książki i aż korci Cię, żeby podzielić się spostrzeżeniami o nich z większą publicznością, to dołącz do Hipogryf.pl! Rekrutacja trwa, wbijaj, dziel się swoimi tekstami i twórz wspólnie z nami naprawdę fajny projekt! Więcej info na mailu kontakt@hipogryf.pl

ps. Dildohands to photoshop, to nie jest prawdziwa książka, tylko żart z książki Chrome — Geroge Nadera 🙂 ale na miniaturkę jest 10/10.

ps2. Biada temu, kto myślał, że ten tekst jest na poważnie 😉

ps3. Choć skupiałem się tutaj na tych złych książkach, to jednak wśród selfów czy nawet viking romansów, trafiają się prawdziwe perełki. Jeśli temat chwyci, to może nawet jakaś recenzja tutaj wskoczy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

osiem − 8 =

Magazyn Hipogryf