“Światło Jedi” Charlesa Soule’a – recenzja przedpremierowa

Zagraj to jeszcze raz, Charles…

 

Kilka miesięcy temu popełniłem na łamach Hipogryfa pewien tekst, w którym starałem się zawyrokować jaka przyszłość czeka uniwersum Gwiezdnych Wojen w nowej erze – Wysokiej Republice. Jeśli nie pamiętacie, łapcie link. Chciałem wypunktować zagrożenia przed jakimi ustrzec się muszą twórcy nowej gałęzi dziejów Galaktyki. Puentą jaką podsumowałem tamten wpis było zdanie: “warto jest dać szansę Wysokiej Republice – gorzej już chyba nie będzie”. Jak na to patrzę teraz, kiedy mam za sobą premierową książkę z ery Star Wars High Republic? Mogło być o wiele gorzej, ale na szczęście nie jest. To światło w tunelu to nie pociąg, a miecze świetlne Zakonu Jedi w pełnym ich blasku. Charles, dałeś radę, zrób to kiedyś znów. 

 

Trochę schematów, trochę nowości, kosmiczni Wikingowie i popsute prawa fizyki

 

“Światło Jedi” zaczyna się od słów “All is well”, wszystko dobrze. I dzieje się dobrze, ale przez kilka minut. Potem jest lepiej, bo dochodzi do katastrofy, która może był hekatombą dla całej Galaktyki. Zainteresowani? Mam nadzieję, a tymczasem lecimy dalej. Czy nadprzestrzeń to strefa pustych korytarzy, w których określone trajektoria lotu pozwalają na bezpieczną podróż? Otóż już nie. I nie tylko nas, czytelników, to zaskakuje. Jedi i Senat też nie wiedzą o co chodzi. Na szczęście jest ktoś, kto ten problem rozumie i z każdą kolejną stroną będziecie bliżej odpowiedzi na to pytanie. 

 

Konstrukcja książki, jej linia fabularna jest trochę schematyczna, pewne wybory bohaterów naiwne i łatwe do rozszyfrowania. Faktem pozostaje to, iż Charles Soule jest na początku swej drogi jako pisarz Star Wars – do tej bowiem pory dał się poznać jako uznany twórca komiksów. Jednakże żadna książka nie jest idealna, a “Light of a Jedi” to naprawdę świetna pozycja, która łączy cechy powieści gwiezdnowojennej, ale także typowej militarnej opery kosmicznej.

 

Choć to Star Wars i wszyscy wiemy jak ważne są w tym uniwersum miejsca oraz pojazdy kosmiczne, to myślę, że bardziej obejdą nas losy mistrzów Jedi niż Starlight Beacon, Tempest Runnerów czy Vectorów. A postaci jest mnóstwo (można tego się było spodziewać po premierowej powieści w tej linii czasowej) i mają one swoje charaktery oraz ewidentne zróżnicowania. Podając za przykład, poznajemy wiele aspektów rozumienia Mocy, wyobrażania sobie jej działania, czy uczuć jakie towarzyszą Jedi przy jej użyciu. Okazuje się bowiem, że nie jest to jednorodne wrażenie Mocy. 

 

Czym byłaby dobra powieść bez konkretnych antybohaterów? Galaktykę nawiedzają bowiem kosmiczni piraci, Wikingowie etc., Nihilowie. Ta agresywna rasa sieje spustoszenie od rubieży do rubieży, ale za ich działaniami kryje się coś więcej niż tylko żądza grabieży. Jest wśród tej zgrai ktoś, kto ma do Republiki oraz Jedi więcej żalu niż chęci zysku. 

 

Gdybym pierwszy raz czytał taki opis, sam bym chciał wiedzieć, o cóż może chodzić…? 

 

Nieostrożny optymizm

 

W kwestii uniwersum SW przeżyłem już wiele, a ostatnio głównie zawodów. Możecie jednak dostrzec, iż widzę w Wysokiej Republice pozytywy, szansę na rozwój i świeże spojrzenie. Ta książka naprawdę mi się podobała. Nie jest wolna od wad, ale zalet ma o wiele więcej. Tylko uzbrójcie się w koncentrację i mnemotechniki, bo dzieje się wiele i poznacie wiele nowych postaci. A nie chcielibyście chyba czuć się jak wtedy, gdy jesteście nowi w grupie i poznajecie imiona zebranych by zaraz je zapomnieć, prawda? 

 

Macie jeszcze chwilę czasu. Ja zapoznałem się z oryginalną wersją książki, wtedy myślałem, że tylko taka będzie nam dana. Ale jak pewnie wiecie, będziemy mieli polskie wydanie już w maju. I to 4 maja, w najlepszą możliwą datę – Międzynarodowy Dzień Star Wars! Zatem, lećcie wtedy do Empiku i May the 4th be With You.

 


 

 

Tytuł: “Światło Jedi”

Autor: Charles Soule

Data premiery: 4 maja 2021

Wydawnictwo: Olesiejuk

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

osiemnaście − 7 =

Magazyn Hipogryf