Soulslike – gry z duszą

Wschodzące słońce przegania z powiek zły sen. Pierwsze promienie rozrzedzają lęk, który karmił się mrokiem. Po nocy pełnej strachu dzień przypomina matczyne ramiona, bezpieczne i kojące. Po pierwszym mrugnięciu koszmar znika, przepada w niepamięci. Błogosławieństwo świtu zwalnia rozkołatane serce, uspokaja oddech, obiecuje, że już będzie dobrze, mara odeszła. Co, jeśli jednak słońce nie wzejdzie? Co, jeśli jego ciepłe promienie będą jedynie majakiem na horyzoncie, tak niewyraźnym, jakby był stworzony jedynie przez umysł stęskniony dnia? Jesteśmy tak pewni, że po każdej nocy nastąpi brzask, że jego nagły brak zapewne doprowadziłby nas do… Szaleństwa.

W proch się obrócisz

W 2015 roku japońskie studio From Software wydało na świat Bloodborne. Jego bracia, seria Dark Souls i Demon Souls, przewróciła gaming do góry nogami, doprowadzając do powstania własnej kategorii nazwanej na ich cześć. Gry soulslike są to gry, które wymuszają na graczach zaprezentowanie całej gamy umiejętności, testują ich zdolność zachowania zimnej krwi, sprawdzają szybkość reakcji, wydobywają z nich pokłady sprytu i zmuszają do myślenia. From Software można zarzucić, że świat ich gier jest ograniczony i niewielki w porównaniu do innych produkcji, ale trzeba zaznaczyć, że studio to wrzuca gracza do bezdennej studni pełnej koszmarów i niebezpieczeństw. Otoczenie jest mroczne i nadzwyczaj bogate, atmosfera budzi ciągłe poczucie zagrożenia. I słusznie, bo za każdym rogiem czai się groźba, a każdy przeciwnik, nawet najbardziej niepozorny, może sprowadzić na bohatera śmierć, która w grach soulslike jest nieunikniona i najczęściej katastrofalna w skutkach. Dzięki niej resetuje się niemal cały świat, a przywrócona do życia postać, może znowu „cieszyć” się towarzystwem pokonanych wcześniej przeciwników i utratą całego dotychczasowego postępu lokalnego i zdobytej waluty. To frustrujące raz za razem walczyć z tymi samymi przeciwnikami i ginąć na tysiące różnych sposobów. Co więc trzyma taką rzeszę fanów przy tych tytułach? Co sprawia, że ludzie kochają te gry i wracają do nich, nie zważając na kolejne porażki i upokorzenia?

Immersja to słowo, które powinno być synonimem słowa soulslike. Żadna inna gra nie buduje tak pochłaniającej atmosfery. Wymaganie od gracza wciąż więcej i więcej rodzi ambicje, a oddanie mu kontroli nad przedstawioną historią, budzi jej głód. Jednocześnie kusi i rzuca wyzwanie. Te gry wyznaczyły nową jakość opowiadania, zrzucając na gracza odpowiedzialność za odkrywanie i zrozumienie wydarzeń, zarówno tych przeszłych, jak i teraźniejszych. Bohater jest milczący, stąd ważne jest, by otoczenie uchylało przed nim rąbki swoich soczystych tajemnic, ale jednocześnie nie się narzucało. Napis na nagrobku, podpis na broni, kartka wyrwana z książki – wszystko tu może nieść wartość informacyjną i to zależy od czujności gracza, jak wiele świata gry odkryje. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie niezwykła ścieżka dźwiękowa, szczególnie w Bloodborne. Muzyka buduje tu napięcie, precyzyjnie odpowiada temu, co dzieje się na ekranie. Wciąga jak narkotyk. Gracz musi ciągle mieć się na baczności, bo niebezpieczeństwo ciągle dyszy mu w kark, ale wyczulone ucho może bardzo pomóc, ostrzec przed wrogiem lub odkryć jakąś tajemnicę.

“Beware the Paleblood” – Strzeż się bladej krwi!

Szczegół buduje klimat

Bloodborne to moja ukochana gra, która pochłonęła ponad 200 godzin mojego życia. Przepadłam w tym świecie już po pierwszym kroku mojej postaci w mrocznych uliczkach Yahrnam. Tę oniryczną (o ironio) atmosferę, miasteczko zawdzięcza przepięknej wiktoriańskiej architekturze, muzyce płynącej po bruku, historii, która kryje się na regałach i za zamkniętymi drzwiami. Za rogiem może kryć się zarówno niebezpieczeństwo, jak i rozwiązanie tajemnicy. Po setce godzin grze wciąż znajdowałam nowe sekrety, okrywały się przede mną karty, które ukazywały historię w innym świetle. Z każdym pokonanym przeciwnikiem świat ulegał mniej lub bardziej subtelnym zmianom. Można spędzić całe wieczory na próbie odczytania inskrypcji na nagrobkach nad Hemwick, można skryć się za ścianą w Wiosce Rybackiej i podsłuchiwać rozmów jej mieszkańców, posłuchać pozytywki, kłamać, przebierać się, czekać, próbować przebić się przez mur… To niekończące się pasmo różnych perspektyw jednej historii, możliwości i szans.

6 maja 2021 roku zmarł Kentaro Miura, autor mang Berserk. To dzięki niemu seria Dark Souls zawdzięcza to, za co jest uwielbiana. Muzyka, sposób prowadzenia historii czy mechaniki, byłyby niewiele warte, gdyby nie charakterystyczna kreska, którą nakreślony jest świat tych gier. Quasi-średniowieczne budynki i stroje, koszmarni przeciwnicy i monstra, wyglądające jak żywcem wydarte z… Kart mangi Berserk. Niezaprzeczalnie, to właśnie Kentaro Miura był inspiracją, dzięki której Hidetaka Miyazaki podarował nam świat klasycznej, ale przerażającej fantastyki, pełnej pobożnej, melancholijnej powagi, realizmu i horroru, tak subtelnie zmieszanych, że niemożliwych do rozdzielenia.

Gry soulslike uczą pokory i rozsądku, zmuszają gracza do pełnej kontroli nad niemal każdym aspektem gry. Pokazują, jak ważny jest balans między zadawaniem ciosów a unikaniem ich, pokazują istotę gospodarowania wytrzymałością. Poza tym są soczyste, pełne akcji, krwi i łez. Historie, które przedstawiają, nie są oczywiste i często pokazują, jak fałszywy jest świat, który uznajemy za dobry. Wszechogarniająca szarość pokazuje, że prawda nigdy nie jest oczywista i że nie z każdej sytuacji jest wyjście. Mniejsze zło to nadal zło, czyż nie?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

2 × dwa =

Magazyn Hipogryf