Skąd właściwie biorą się smoki – recenzja książki

Hej smocze Hipogryfy! Skąd właściwie biorą się smoki to kolejna książka zaraz po Rycerzu mimo woli, która podchodzi na luzie do tematu rycerzy, smoków i średniowiecznego fantasy. Czy jesteście gotowi na historię o gościu, w którego życie nagle wpakował się smok? No, a potem jeszcze taka jedna pokręcona księżniczka? 😉 Zapraszam was do recenzji książki: Skąd właściwie biorą się smoki!

 

książka fantasy skąd właściwie biorą się smoki - recenzja

 

 

 

Skąd właściwie biorą się smoki — czyli opowieść o pewnym zirytowanym gościu, smoku i wojowniczej księżniczce

 

Jak niosą wieści z okładki:

 

Nikt nigdy nie widział smoczego dziecka. Nikt od bardzo dawna nie spotkał też żywego smoka. Jednak pewnego dnia przed drzwiami Boba pojawia się jeden z nich. Co więcej, okazuje się, że gad, ścigany przez zbójcerzy, uwolnił zaklęcie i zadzierzgnął z mężczyzną magiczną smoczą Więź. Od tej chwili ich losy są nierozerwalnie złączone. Bob musi strzec życia smoka jak swojego własnego, śmierć gada oznacza bowiem, że także on wyzionie ducha. Nieoczekiwanie dołącza do nich wojownicza księżniczka Nasturcja, której skomplikowane życie uczuciowe przysparza kłopotów nie tylko jej, ale i mężczyznom, z którymi decyduje się związać…
Troje towarzyszy wyrusza w pełną szalonych przygód wędrówkę. Bob – aby znaleźć sposób na uwolnienie się od magicznej Więzi, Nasturcja – w poszukiwaniu miłości, a smok… przekonajcie się sami!

 

 

Co jeszcze mogę tutaj dodać?
Że cały świat kręci się wokół smoka! Jedni chcą go zatłuc, inni czczą niczym bóstwo, do tego ta wojująca Nasturcja wpatrzona jest w niego jak w obrazek, a nasz bohater Bob… no cóż… musi sobie z tym wszystkim jakoś radzić.

 

 

Skąd właściwie biorą się smoki recenzja książki fantasy

 

 

Czytelnik fantasy to czytelnik specyficzny

 

Zauważyłem, że my — czyli osoby czytające fantasy, to dość specyficzny i niezwykle marudny gatunek. Jesteśmy przeżarci przez te wszystkie questy z Baldur’s Gate czy Wiedźmina, przeszliśmy niejedno na sesjach w Dungeons and Dragons czy Warhammera a głowę mamy nabitą wątkami z Ziemiomorza albo Śródziemia, więc jak siadamy do nowej książki, to czasem jest nas naprawdę ciężko zadowolić. Jednak muszę przyznać, że Skąd właściwie biorą się smoki, całkiem daje radę.

 

 

 

 

Książka jest lekka, można sobie czytnąć gdzieś w podróży autobusem czy pociągiem, albo też przysiąść do tego jako do odskoczni od cięższych tytułów. Ma w miarę fajnych bohaterów (nawet jeśli słabo ich wprowadzono, ale o tym za chwilę), których tak po prostu da się lubić, no i sam świat, w jakim dzieje się akcja, też bardzo szybko przypadł mi do gustu, więc czytałem to z zaciekawieniem. Jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, to kompletnie nie podobał mi się sposób w jaki wprowadzano i przedstawiano postacie i wątki — były wyłożone jak kawa na ławę i bez żadnego budowania napięcia czy zainteresowania.

 

Przychodzi do gościa smok i takie:
elo jestem smokiem, potrzebuje pomocy i dlatego masz mi pomóc i tyle, ot całe wprowadzenie. To co prawda jeszcze jakoś dało się przełknąć, bo było z zaskoczenia i lekko się przy tym uśmiechnąłem.

 

No ale jak pojawiła się Nasturcja (co notabene wydarzyło się kilka stron później od pojawienia się smoka) i na dzień dobry dosłownie opowiedziała całe swoje origin story: skąd jest, jakie miała dzieciństwo, jaka jest obecnie, dlaczego podróżuje, a potem jeszcze na koniec dodała, że dołączy do głównego bohatera, ale ten musi o niej wiedzieć, że jest taka i taka — to ja tu już kompletnie odleciałem. No tak się nie robi! To z marszu zabija całą postać. Zupełnie jak w jakiejś grze, idzie sobie główny bohater, spotyka jakąś dziewczynę i ta opowiada jakieś łzawe backstory, a potem idzie za bohaterem na koniec świata. Można było dać jej jakiś osobny wątek, a potem sprawić, żeby jej ścieżka zeszła się ze ścieżką Boba i smoka, no nie wiem, coś na wzór nekromantki z Dziedzictwa Krwi? Myślę, że wyszłoby to książce na dobre.

 

 

 

 

Jednak pomijając już średnie wprowadzanie bohaterów i suche dialogi, to sam pomysł i świat jest jak najbardziej na plus.

 

Jeśli Artur Wells będzie pisał kolejne książki w takim klimacie, jednocześnie cały czas pracując nad swoim warsztatem, to kto wie? Może za jakiś czas będę mógł napisać na blogu fantasy Hipogryf.pl, że Artur pisał “dobrze”, a teraz pisze “świetnie”.

 

 

 

 

Skąd właściwie biorą się smoki a Rycerz mimo woli

 

Na początku recenzji wspomniałem o książce Rycerz mimo woli. Autorami tego tytułu są Catherine Crook de Camp i L. Sprague de Camp, a sama książka to taka parodia książek o błędnych rycerzach co walczą ze złem i ratują damy z opresji. Książka strasznie mi się podobała za jej humor i bardzo luźny, czy wręcz luzacki styl pisania, którego nie widziałem w innych pozycjach. No a teraz lektura Skąd właściwie biorą się smoki, przypomniała mi ten klimat. Pozycja od Artura Wellsa nie jest poważnym epickim fantasy ani nie jest ciężkim fantasy, które skłania nas do wytężania szarych komórek. To luźna historia, którą trzeba brać z przymrużeniem oka. Trochę jak seria Opowieści barda. Jak człowiek jest styrany po uczelni/pracy to można sobie sięgnąć po ten tytuł i poczytać co tam bohaterowie odwalają.

Zszokuje was, ale… wolałem dla relaksu czytać ten tytuł niż przeglądać memy na smartfonie!
Nieprawdopodobne, co nie? 😉

 

Skąd właściwie biorą się smoki recenzja książki fantasy

 

Plusy:

 

+ luźny klimat
+ czyta się to szybko i przyjemnie
+ kojarzy mi się z Rycerzem mimo woli, albo grami w stylu Bard’s Tale i NOX

 

Minusy:

 

lekko nierówna: są wątki fajne i ciekawe, ale czasem trochę popsute suchymi dialogami albo za mało rozbudowanym opisem, warto tu jeszcze popracować nad warsztatem

słabe wprowadzenie postaci, gdzie na dzień dobry dostajemy całe origin story

 

Ocena: 6/10

 

 

 

Tytuł: Skąd właściwie biorą się smoki
Autor: Artur Wells
Wydawca: Novae Res
Data premiery: 21-09-2020
Liczba stron: 326

 

Dzięki dla ekipy z Novae Res za książkę, no i jak już na tradycję przystało, łapcie linki do recenzji pozostałych książek od tego wydawnictwa:

 

(Każda okładka to link do recenzji)

 

 

Ps. po przeczytaniu książki mam znowu ochotę obejrzeć film Dragonheart… więc… liczcie na jakąś filmową recenzję? 😉

 

~ Arek

Birdman

Birdman

Staram się aktywnie promować czytanie, granie w gry planszowe i ogólnie pojętą fantastykę.

%d bloggers like this: