Rytm wojny. Część 2 – udane zwieńczenie kolejnego etapu historii

“Rytm wojny” to czwarty tom “Archiwum burzowego światła”, który został podzielony w polskim wydaniu na dwie części i dlatego poczekałem na moment, gdy będę miał obydwie części, by przeczytać od razu całość. Czy druga część okazała się dobrym zakończeniem tego tomu? Zapraszam do recenzji.

Uwaga! Tekst zawiera spoilery z poprzednich tomów!

O czym jest książka?

Urithiru zostało opanowane przez pieśniarzy i Stopionych. Kaladin oraz Navani chcą ocalić wieżę i jej sprena — Rodzeństwo. Przegrana oznaczałaby katastrofę i praktycznie zapewniłaby zwycięstwo Odium. By zwyciężyć, Navani musi podjąć niebezpieczną grę z Rabionel, Stopioną niegdyś zwaną Panią Bólu. Tymczasem Dalinar prowadzi wojnę w Emulu i stara się poznać głębię swoich mocy, a Jasnah próbuje umocnić swoją pozycję królowej Akethkaru. W Cieniomorzu Adolin i Shallan oczekują na proces, od którego zakończenia może zależeć wynik wojny.

Bohaterowie

Kaladin jego wątek mógłbym podzielić na dwie części. Na początku drugiej części był niezbyt ciekawy i niewiele się w nim działo. Nie był nudny, ale po prostu nie podpasował mi. Część wątku dziejąca się pod koniec tego tomu była za to bardzo ciekawa i mocna, a ostateczna konfrontacja ze Ścigającym była obfita w zwroty akcji i jej wynik, jak i późniejsze zakończenie wątku Kaladina w tym tomie uważam za satysfakcjonujące.

Adolin po raz kolejny “błyszczał”, gdy się pojawiał. Cały proces trzymał w napięciu od początku do końca i szczerze mu kibicowałem, żeby się udało go wygrać, a ostatni rozdział tego procesu obfitował w emocje i miał tam miejsce zwrot akcji, którego się nie spodziewałem. Mimo tego, że niektóre postaci dostały więcej “czasu antenowego” niż on, to muszę przyznać, że zdecydowanie to on “skradł show” w tym tomie.

Shallan przyznam, że byłem sceptyczny, gdy w “Dawcy przysięgi” pojawił się wątek z jej trzema osobowościami, ale muszę stwierdzić, że całościowo wyszło całkiem nieźle. Nie potrafię jej oceniać tak pozytywnie, jak po “Słowach światłości”, ale myślę, że po tym tomie patrzę na nią przychylniej niż po “Dawcy przysięgi”.

Navani jej wątek był czasami ciekawy, a czasami niezbyt. Zależało to od tego, czy Navani była sam na sam ze swoimi przemyśleniami, czy wymieniała je z Rabionel. Przyznam, że relacja tych dwóch kobiet była intrygująca, a jej finał zaskakujący.

Dalinar dostał w tej części własne rozdziały, ale było ich za mało i nie da się ukryć, że autor skupił się na nim o wiele mniej niż w “Dawcy przysięgi”, gdzie rozegrał jego wątek znakomicie. Mam nadzieję, że w ostatnim tomie pentalogii będzie go więcej, bo po tym czuję spory niedosyt.

Venli retrospekcje sprawiły, że stała się lepszą postacią i bardziej ją rozumiałem, ale nie miały one tak mocnego wydźwięku, jak w przypadku retrospekcji Kaladina, Shallan oraz Dalinara z poprzednich części. Tamte retrospekcje sprawiały, że mój poziom lubienia danej postaci bardzo wzrastał, ale tutaj zmiana u mnie była bardzo mała, bo patrzę na Venli tylko odrobinę bardziej pozytywnie.

Jasnah jej relacja z Trefnisiem była ciekawa, a jej pogląd na świat był intrygujący i patrzę na nią trochę bardziej pozytywnie.

Rlain i Dabbid w obydwu tych przypadkach spodobało mi się rozwinięcie tych postaci i nadanie im większej roli niż w poprzednich tomach.

Taravangian rozdziały, a których się pojawiał, były ciekawe i szkoda, że było go tak mało.

Moash kolejna postać tego typu, że jako czytelnik jej “nienawidzę”. Muszę przyznać, że swoją rolę w tym tomie spełnia całkiem dobrze i aż się chce zobaczyć jego upadek.

Rabionel podobała mi się jej relacja z Navani i w niektórych sytuacjach mimo tego, kim jest, była po prostu “ludzka”.

Plusy i minusy

+ proces, a zwłaszcza jego ostatni rozdział. Zdecydowanie jeden z lepszych momentów w całej serii.
+ końcówka, która w pewnym momencie była drastyczna i zdecydowanie mocna, taka zapadająca w pamięć.
+ rozwinięcie niektórych mniej znaczących postaci.

w przypadku niektórych postaci czułem niedosyt, bo było ich za mało np. Dalinara, Jasnah czy Taravangiana.

Podsumowując, uważam, że “Rytm wojny” to kolejny udany tom z tego cyklu. Uważam go za lepszego niż “Dawca przysięgi”, ale gorszego od “Drogi Królów” oraz “Słów światłości”. Polecam i z niecierpliwością będę czekał na ciąg dalszy.

Tytuł: Rytm wojny. Część 2
Autor: Brandon Sanderson
Wydawca: Mag
Data premiery: 30-06-2021
Liczba stron: 720
ISBN: 9788366712461

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

siedemnaście + czternaście =

Magazyn Hipogryf