Rise of The Guardians – MEGA RECENZJA Nintendo 3DS

Nigdy nie byłem fanem gier na podstawie kinowych hitów. Po obejrzeniu animacji Rise of the Guardians (Strażnicy Marzeń w naszej wersji) i po zagraniu Rise of The Guardians: The Video Game na konsoli Nintendo 3DS, stwierdzam, że… dalej nie jestem fanem gier na podstawie filmów, ale tak gra nie była wcale taka zła 😉

 

Rise of the Guardian gra recenzja blog Hipogryf.pl

 

Gdyby nie fakt, że starcza tylko na 5 godzin, to byłaby jeszcze lepsza. No ale o tym już w dalszej części tekstu.

 

Tym samym, mam zaraz lato a ja zapraszam do recenzji nieco zimowej gry:

 

Rise of the Guardians / Strażnicy Marzeń – co to jest?

 

Zanim przejdę do recenzji samej gry, warto przypomnieć sam tytuł tutaj omawiany. Strażnicy Marzeń pojawili się na ekranach kin w 2012 roku, jako animowany film od Petera Ramseya i DreamWorks Animation, wydany przez Paramount Pictures.

 

Strażnicy Marzeń film plakat blog o fantastyce Hipogryf.pl

 

Historia opowiada o postaciach z baśni i folkloru. Główny zły, czyli Pitch Black (znany jako Mrok czy też Bogeyman) zamierza zawładnąć światem! No bo w sumie to co innego może robić główny zły! Powstrzymać go, ma drużyna składająca się z… no dość nietypowych bohaterów, bo w jej składzie znaleźli się:

 

Święty Mikołaj (Nicholas St. North)

Strażnicy Marzeń Święty Mikołaj (Nicholas St. North)

 

Piaskowy Ludek (Sandman)

Strażnicy Marzeń Piaskowy Ludek (Sandman)

 

Zębowa Wróżka (Toothiana)

Strażnicy Marzeń Zębowa Wróżka (Toothiana)

 

Zając Wielkanocny (E. Aster Bunnymund)

Strażnicy Marzeń Zając Wielkanocny (E. Aster Bunnymund)

 

Jacek Mróz

(Czemu oni tak to przetłumaczyli? W oryginale Jack Frost brzmi o niebo lepiej!)

Strażnicy Marzeń Jacek Mróz Jack Frost

 

Dostaliśmy kolejną historię o tym, że jest dobro, jest zło i jest główny bohater, który to mu się ogarnąć ze swoim życiem (to tak bardzo w skrócie oczywiście). Mimo że nie miałem zbyt wielkim oczekiwań wobec filmu, to okazał się być całkiem fajną animacją z dobrze przemyślanymi pomysłami na bohaterów. Mógłbym tutaj wymieniać co mi się podobało, co mnie, dlaczego The Man in the Moon dostał tak mało czasu antenowego itp. Jednak to jest recenzja gry, nie filmu, na film przyjdzie jeszcze okazja.

 

Mimo że animacja Strażnicy Marzeń, w naszym kraju nie została jakoś super przyjęta, to za granicą już było lepiej. Film otrzymał ocenę na poziomie: 74% / 80% na Rotten Tomatoes.

 

Chyba już robię się za stary na takie rzeczy, bo mimo że polubiłem film kinowy no i samą główną postać, jaką jest Jack Frost (no a patrząc po deviantarcie, to nie jestem jedyną osobą). To już, jak dostałem info o grze, to jedną pierwszą myśli było „o nie, oni to popsują!”. To jest taki moment, kiedy coś lubisz i podoba Ci się to co zostało już stworzone, ale za chwilę widzisz jako korpo krzyczą “Sprzedało się? Ludzie to lubią? To szybko trzeba robić grę!”. No, a potem mama kupuje dziecku nahajpowanego filmem grę, która jest badziewiem zrobionym na szybko, nieprzemyślanym i niedokończonym.

 



 

Gra jak najbardziej podobna do filmowej wersji

 

Przy tworzeniu gry wideo, starano się wziąć z animacji ile się tylko da. Dostaliśmy produkt z tymi samym designiem postaci co w filmie, jak najbardziej zbliżonym klimatem i wszystkim co mogli twórcy wykorzystać, aby jak oprawa wizualna była jak najbardziej zbliżona do filmu. Nawet okładki wydań gry i filmu są tak podobne, że można by się pomylić. Serio, zaczynam tutaj mieć flashbacki z growego Shreka…

 

Film miał fajne motywy, dlatego ciekaw bardzo byłem czy uda się to przenieść do growych realiów. No a tak się złożyło, że miałem okazję ograć ten tytuł w wersji na przenośną konsolę Nintendo 3DS, tym samym podzielę się moimi wrażeniami, właśnie z tej wersji.

 

Rise of the Guardians na Nintendo 3DS

 

Trzy tygodnie minęły od ostatniej gry na 3DSa jaką recenzowałem na blogu o fantastyce Hipogryf.pl, więc już czas było pograć w jakiś kolejny tytuł! Tym samym z przyjemnością powitałem dźwięk odpalanej konsoli. Obiecałem sobie, że nie usiądę do recenzji, dopóki tej gry naprawdę porządnie nie ogram, nie zobaczę co tam poukrywali, albo czy coś fajnego nie kryje się za napisami końcowymi. Sam nie wiem czemu, akurat na ten tytuł tak wypadło, ale chciałem przejść to od deski do deski (wiem, że tak się mówi odnośnie do książek, ale do gier to już nie można? 😉 ).

 

Rise of the Guardians Nintendo 3DS

 

Przysiadłem sobie wygodnie z konsolą, odpaliłem grę i okazało się, że ten tytuł, to całkiem fajny hack & slash z elementami RPG. Byłem naprawdę milę zaskoczony, bo spodziewałem się kastrata na miarę LEGO Harry Potter Lata 5-7 na 3DSa, gdzie były malutkie lokacje, które przechodziło się w parę minut i nie działa się tam zbyt wiele (ale i tak lubię ten tytuł).

 

Rise of The Guardians 3DS

 

W grze Rise of the Guardians — na przenośne konsole Nintendo, naprawdę można się dobrze bawić. Już na starcie zewsząd atakują nam mroczne wilki, nietoperze czy inne bestyjki. Co prawda padają szybko, ale jest ich sporo i można poczuć się trochę jak w takim bajkowym Diablo, gdzie w widoku izometrycznym rozprawiamy się z kolejnymi pokojami mobków. Do tego, co jakiś czas pojawia się silniejszy oponent, no i jeszcze można podbijać statystki naszych bohaterów.

 

RoTS gra na Nintendo 3DS

 

Wadą może być ograniczona różnorodność przeciwników, oraz to że w lokacjach poza zabijaniem nie robimy nic innego. No i fakt, że jak ktoś nie przywykł do monotonni hack & slashy, to już po chwili może rzucić ten tytuł w kąt, stwierdzając że poza zabijaniem potworków nic innego się tutaj nie robi. No i to jest racja, więc jak nie lubisz tłum masy takich samych stworów przez 90% czasu gry, to ten tytuł raczej nie jest dla Ciebie.

 

Strażnicy Marzeń gra na przenośne konsole Nintendo 3DS

 

Napisałem bohaterów, bo wcielać się tutaj będziemy we wszystkich Strażników. Przemieniać możemy się w każdej chwili i nie jesteśmy tutaj jakoś specjalnie ograniczani. Nawet gra w pewnym momentach wymaga od nas, aby używać różnych bohaterów do czyszczenia lokacji. Tu jest plus, taki całkiem spory, bo używanie mniej lubianych postaci możemy ograniczyć do minimum, a resztę grę przejść tym heroesem, którego najbardziej lubiliśmy z filmu.

 

Jak zapewne słusznie się domyślacie, ja najwięcej czasu przegrałem jako Jack Frost 😉 i mega przyjemnie siekało mi się wszystko, co podeszło pod jego magicznego kija.

 

Oprawa wizualna

 

Shin Megami Tensei IV: Apocalypse to to raczej nie jest. Oprawa jest nieco kanciasta i detali tam za dużo nie ma, jednak skłamałbym, gdyby powiedział, że negatywnie wpływało to na przyjemność, jaką sprawiała mi gra w ten tytuł. Lokacje może i są proste i wiele elementów wystroju ciągle się powtarza, jednak za to poziomy są całkiem spore i nawet wczytywanie między nimi to kwestia chwili.

 

Strażnicy Marzeń recenzja gry na blogu o fantastyce Hipogryf.pl

 

Przeciwnicy to często zbitki czarnych pixeli, bohaterowie starają się jak najbardziej przypominać ich filmowe odpowiedniki, mimo że w dużo gorszej rozdzielczości. Plusem są przerywniki filmowe, czy raczej statyczne obrazki z tekstem, które stylizowane są na ilustracje do bajek dla dzieci. To miało swój klimat i było naprawdę fajne.

 

Oprawa audio

 

Jest i tyle. Coś tam w tle gra i nie przeszkadza, ale nie powiem, że jest to świetna oprawa dźwiękowa, która podbija jeszcze klimat z gry, bo tak po prostu nie jest. Jest po prostu przeciętnie i słyszeć będziemy uproszczone melodie z filmu. Ni to mrozi (You see what I did there? 😉 ) ni to grzeje. Ilustracje i wstawki filmowe mogłem pochwalić za budowanie klimatu, tutaj niczego takiego nie poczułem.

 

Rise of the Guardians — podsumowanie gry

 

Nie byłem fanem przenoszenia filmów animowanych na gry, bo poza genialnych Herkulesem, wiele było po prostu robione na szybko i bez polotu. No a jak już były ciekawsze, to za to nie trzymały się zbytnio filmu (przykładem niech będą pierwsze gry z serii Harry Potter). Mimo to odpaliłem Rise of the Guardians The Video Game na konsoli Nintendo 3DS i muszę przyznać, że jak na przenośną konsolkę, to jest to całkiem przyjemny tytuł, który fajnie było ograć w przerwie między większymi grami.

 

Nintendo 3DS recenzja gry Rise of The Guardians

 

Jednak jest wada! No i to taka, która dla mnie obniża ocenę tej gry:

 

Tej gry starcza nam na jakieś 5-6 godzin zabawy!

 

Niestety, kupujemy tytuł i jest to gra nawet nie na jeden dzień, a zaledwie na jedno sobotnie czy też niedzielne popołudnie. 6 godzin (albo i 5 jak mało szperamy po poziomach) i koniec, widzimy napisy końcowe i uświadamiamy sobie, że nie było to warte tej kwoty. Jeżeli kupiliśmy używkę za te 40 zł no to jeszcze spoko. No ale jakbym kupił nówkę za ponad 100 zł, to serio bym się wkurzył. Za trochę więcej to mogę mieć Fire Emblem, Pokemony czy jakiegoś jRPGa, w którego będę grał i miesiąc czasu!

 

Dlatego też, mimo że przyjemnie się zaczyna, to gra kończy się, zanim zdążymy się poważnie w nią wkręcić. Tym samym tytuł mogę polecić jedynie, jak trafi się w dobrej cenie, bo naprawdę mógłbym zrobić długą listę lepszych tytułów w tej cenie.

 

Ps.
W folklorze, Jack Frost znany jest również jako Królewicz Mróz.

 

Ps 2.

Rise of the Guardians / Strażnicy Marzeń powiązani są, czy też wręcz oparci są na serii książek The Guardians of Childhood, których autorem jest William Joyce.

 

the guardian of childhood książki

 

Każda książka odpowiada historii jednego ze Strażników.
Poza tymi pięcioma książkami są jeszcze książki obrazkowe dla najmłodszych. Więc jeżeli jesteś fanem Strażników Marzeń, to warto się tym tematem zainteresować.

 

Pozostałe gry na Nintendo 3DS

 



Birdman

Birdman

Staram się aktywnie promować czytanie, granie w gry planszowe i ogólnie pojętą fantastykę.

%d bloggers like this: