„Rebeka” – najlepsza powieść gotycka, jaką w życiu czytałam

Dobrze, przyznam się bez bicia – sięgnęłam po „Rebekę” ze względu na to, jak przepięknie została wydana. Nie miałam co do niej wielkich oczekiwań, tym bardziej gdy usłyszałam, że jest to, po pierwsze, powieść gotycka, a po drugie jeden z pierwszych thrillerów. Zaciekawił mnie jednak dopisek „Autorka, która zainspirowała Alfreda Hitchcocka i Stephena Kinga”, których to obu twórców wysoce sobie cenię, więc nie zwlekałam zbyt długo z lekturą.

Początek tej powieści jest bardzo spokojny, rozwija się jednostajnie, powoli, bez większych zaskoczeń. Raczej wiedziałam, co do czego doprowadzi, chociaż już od pierwszych stron kiełkowała tajemnica, którą nabrzmiewały kolejne rozdziały. Ta aura tajemniczości zdominowała całą narrację, okryła ją nieprzyjemnym, zatęchłym całunem, który jednak działał świetnie z moją wyobraźnią. Wciągnęłam się w tę historię szybciej, niż mogłabym się spodziewać, z niecierpliwością przewracałam kolejne strony, z niechęcią odkładałam książkę i starałam się jak najszybciej do niej wrócić. Pochłonął mnie klimat nadmorskiej posiadłości Manderley, odurzył zapach kwiatów w ogrodzie, z chęcią skrywałam się w cieniu leśnych ścieżek i razem z główną bohaterką patrzyłam na fale rozbijające się na skalistym wybrzeżu. Nie chciałam stamtąd odchodzić, mimo że klimat niewyjaśnionej grozy nie odstępował tej posiadłości na krok.

Zdumiewający jest fakt, w jaki sposób autorka, nie wprowadzając żadnych elementów nadprzyrodzonych, zamieniła to miejsce w nawiedzony dwór. Tak naprawdę dopiero dzięki Daphne du Maurier odkryłam, czym jest dobra powieść gotycka i na czym polega jej fenomen.

Ogromnym zaskoczeniem i ciekawym zabiegiem było to, że przez całą powieść ani razu nie pada imię głównej bohaterki. Znamy ją doskonale, wiemy czego się lęka, jak jest nieśmiała, z czym sobie nie umie poradzić. Znamy jej pragnienia, które z czasem stają się naszymi pragnieniami, widzimy co musi zmienić, by się do tych pragnień zbliżyć. Jest to bohaterka, z którą łatwo się można utożsamić, którą chce się wspierać i obserwować, ale nie znamy nawet jej imienia, bo całą tę historię, zdominowała właśnie Rebeka. Rebeka, której dawno już nie ma na świecie, ale która wciąż zajmuje swoje miejsce przy stole, pisze listy, decyduje o menu, o tym, gdzie mają stać kwiaty i kogo zaprosić na obiad. Rebeka, ten intrygujący, przerażający cień, który kładzie się na życiu młodej kobiety pragnącej tylko spokoju i prostego szczęścia. Rebeka, która chce zwyciężyć nawet po śmierci.

Cała ta historia jest arcyciekawa, zajmująca i wprowadza czytelnika w tak ciężki, upajający i fascynujący klimat, że ciężko się z niej otrząsnąć. Końcówka to absolutne mistrzostwo, dwa tak zaskakujące rozwiązania fabularne, które jednak idealnie komponują się z wcześniejszą akcją, nie zdarzają się często, tym bardziej w jednej książce. Jestem pod tak ogromnym wrażeniem talentu Daphne du Maurier, tego w jaki sposób pisze, kreuje bohaterów i prowadzi fabułę, że nie mogę się doczekać, aż w tej samej serii zostanie wydana kolejna jej powieść pt. „Moja kuzynka Rachela”, która została zapowiedziana na 13.10.21.

Mój październik będzie należał do Racheli, tak jak lipiec oddałam we władanie „Rebeki”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

cztery × cztery =

Magazyn Hipogryf