Przeklęta – nowe spojrzenie na legendy o Arturze

Hej Hipogryfy! Dzisiaj będzie recenzja Przeklętej – książki opowiadającej historię młodej Nimue, czyli Pani Jeziora z Legend o Królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu. Za historię odpowiada Thomas Wheeler, a ilustracje do książki wykonał Frank Miller (tak, ten od Batmana). Nie przedłużając, zapraszam do recenzji!

 

 

Przeklęta – co to jest?

 

Przeklęta to całkiem nowe podejście do Arturiańskich legend i samej postaci Nimue. Mamy tutaj młodą dziewczynę obdarzoną darem magii i pochodzącą z małej mieściny, gdzie wszyscy krzywo patrzą na jej nadprzyrodzone zdolności. Mamy też Czerwonych Paladynów, którzy robią tutaj wręcz za taką inkwizycję – jeżdżą od miasta do miasta, od wsi do wsi, mordują, palą, na krzyżach ludzi wieszają, czyli wszystko co najgorsze.

 

Jak się zapewne domyślacie:

 

dziewczyna o magicznych umiejętnościach,

+ organizacja militarna tępiąca wszystko, co nadprzyrodzone,

= nic dobrego.

 

 

Mam wrażenie, że Thomas Wheeler pisząc Przeklętą, chciał wywrócić do góry nogami tyle rzeczy, ile tylko mógł. Niech za przykład będzie zrobienie z Merlina pijaka pozbawionego magii. Co sprawiło, że… była to jedna z ciekawszych postaci w całej książce. Po prostu Merlin i Nimue to górowali dla mnie nad innymi postaciami, w szczególności nad tym pięknisiem Arturem.

 

 

Zwiadowcy? Eragon? Nie, to Przeklęta!

 

Książka zaczyna się trochę jak takie Young Adult Fantasy. Mamy naszą główną bohaterkę, dzielną i zadziorną, nierozumianą przez otaczających ją ludzi i alienowaną przez jej moce, ale za to z bardzo silnym poczuciem sprawiedliwości. Oczywiście standardowo jest też przyjaciółka z dzieciństwa (no bo jak można by jej zabraknąć), no i nawet Artur jest odważnym młodziakiem o szerokim uśmiechu prezentującym perłowo-białe zęby. Przez co, początek może (ale nie musi) niektórych zniechęcić.

 

Jednak im dalej czytałem, tym bardziej doceniałem historię i bohaterów tam wprowadzonych, a z każdym kolejnym rozdziałem świat był bardzie rozbudowywany, dzięki czemu to, co na początku wydawać mi się mogło historią typową dla YA, stało się kawałkiem fajnej fantastyki. Do tego stopnia, że mając te trzydzieści lat na karku, mogę stwierdzić, że niezależnie czy mamy lat 16, czy 36, to ta historia może się podobać, a sama książka wciągać.

 

 

 

The Chosen One!

 

Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że Nimue jest takim standardowym wybrańcem – Chosen One, wokół której obraca się cała fabuła i tylko ONA może uratować świat!

 

Ok ok, z tym ostatnim to może trochę przesadzam, ale serio:

 

Magiczne moce? Są!
Zaczyna w małej mieścinie i rusza w świat? No Panie i Panowie, toż to Czarnoksiężnik z Archipelagu.
Ma artefakt albo misje powierzoną jej przez ostatnie słowa konającej osoby? Jest jedno i drugie.

 

Nie mówię, że mi się to nie podoba, po prostu dawno nie czytałem książki, gdzie tak otwarcie jest pokazane, że „tu masz główną bohaterkę i ona jest najważniejsza”. Jeszcze jak Merlin zaczął mieć wizje o nadejściu zmian (czyli Nimue) to już w ogóle uśmiech cisnął mi się na usta. Oczywiście wielkim plusem tego, jest fakt – że Nimue to naprawdę ciekawa postać.

 

 

 

Mam wrażenie, że Przeklęta to taki powrót do starych powieści fantasy, gdzie mamy bohatera z małej wsi, który nagle okazuje się wybrańcem, dostaje magiczny miecz i idzie w świat.

Tylko że tutaj nie jest tak kolorowo i zamiast ratowania księżniczek przed smokami, mamy Nimue kombinującą jak nie zostać spaloną na stosie.

 

 

Przeklęta to naprawdę ładnie wydana książka

 

Dawno nie trzymałem tak ładnie i tak dobrze wydanego tytułu. Okładka jest twarda i przyjemna w dotyku, papier szorstki i o dość grubej gramaturze, a same ilustracje (za które odpowiada oczywiście Frank Miller) trzymają klimat.

 

 

No i książka jest naprawdę ciężka! To nie jest to coś, co wrzucimy w torbę i będzie robić za lekką lekturę w podróży. To naprawdę duży kawał papieru i chwała za to, bo w końcu czujemy, że mamy w rękach coś wartego swojej ceny, a nie kolejny tytuł wydany w najtańszej drukarni gdzie zaraz okładka zacznie się giąć.

 

Frank Miller i Thomas Wheeler

 

Ta dwójka powinna częściej pracować razem!
Muszę tutaj pochwalić zarówno Franka Millera, jak i Thomasa Wheelera. Pana Millera za zrobienie naprawdę świetnych ilustracji do książki, które no po prostu tam pasują. No a Pana Wheelera, za to, jak pisze, bo książkę czytało się niezwykle sprawnie. Rozdziały są krótkie, na przemian mamy dialogi i opisy, wszystko jest tak dawkowane, że pomimo sporej objętości jaką ma ta książka, to po prostu chłoniemy jeden rozdział za drugim.

 

 

Przeklęta na Netflixie

 

Jeżeli komuś nie w smak czytanie książek (jak możesz!) to warto też zainteresować się serialem, który wchodzi właśnie na Netflixa. Jest to ta sama historia, tylko że w aktorskiej adaptacji.

 

Chociaż ja oczywiście zachęcam do zapoznania się najpierw z książką. No albo ewentualnie obejrzenia trochę serialu i jak klimat wejdzie, to zabrania się za książkowe wydanie, no bo… czytanie książek jest spoko.

 

 

Przeklęta – podsumowanie

 

Przyznam szczerze, że trafił mi się kawał porządnej historii, który nie dość, że potrafił mnie wciągnąć, to jeszcze oczarował zakończeniem. Co prawda krzywiłem się przy niektórych momentach, np. na początku nie polubiłem postaci Artura, Nimue miała kilka naprawdę irytujących dialogów, no i ten wątek z byciem „wybrańcem” w pierwszych rozdziałach. Jednak zainteresowały mnie postacie zarówno Merlina, jak i Uthera Pendragona, oraz sam konflikt, który tworzy się w dalszych rozdziałach — parę razy wywołał u mnie takie „wooo, to jest dobre”, no a po skończeniu książki, serio doceniłem ten tytuł.

 

 

Nie powiem, że jest to arcydzieło i trzeba stawiać obok Tolkiena czy Martina, bo zarówno do Władcy Pierścieni czy Gry o Tron jest mu daleko. Jednak! Jest to z pewnością jedna z ciekawszych pozycji, które pojawiły się obecnie na rynku. Jeżeli szukacie historii o magii i mieczu, gdzie poznajecie świat książki wraz z jej bohaterką i jesteście naocznymi świadkami jej przemiany, to będzie to strzał w dziesiątkę.

 

 

No i ta książka została naprawdę ładnie wydana 😉 tym samym też dziękuję wydawnictwu Znak za przesłanie egzemplarza do recenzji, fajnie prezentuje się na półce.

 

~ Arek

Arkadiusz Orzeł

Arkadiusz Orzeł

Staram się aktywnie promować czytanie, granie w gry planszowe i ogólnie pojętą fantastykę.

%d bloggers like this: