Przedstawiam Ci Roxy, Twoją nową miłość.

Isaac i Ivy są rodzeństwem, choć znajdują się na dwóch przeciwległych biegunach. Chłopak jest wschodzącą gwiazdą piłki nożnej, dziewczyna żyje z imprezy na imprezę. Dwa narkotyczne bóstwa, Roxy i Addison zwracają na nich swoją uwagę i postanawiają zmierzyć się w śmiertelnym konkursie. Niekończąca się Impreza czeka na swoją ofiarę.

Toksyna dobrych intencji

W przedstawieniu głównych bohaterów będę niedokładna, ponieważ brakuje mi wiedzy medycznej, czy choćby ogólnego rozeznania, ale postaram się to zrobić jak najlepiej i jak najprościej. Roxy, czyli Roxicet (w Polsce znana jest chyba pod nazwą OxyContin), jest silnym środkiem przeciwbólowym, a Addison to Adderall – lekarstwo wspomagające koncentrację. Są oni przedstawieni jako bóstwa żyjące na wiecznej Imprezie, które postanawiają zabawić się kosztem swoich wyznawców. Isaac jest całkiem dobrym uczniem i ma wielkie ambicje, jednak jego przyszłość staje pod wielkim znakiem zapytania, gdy ratując siostrę, ulega bolesnej kontuzji. Z drugiej strony jest Ivy, która ma dość życia na marginesie i chce udowodnić wszystkim, że stać ją na coś więcej. Rodzeństwo sięga więc po pomoc farmaceutyków – czy będą w stanie kontrolować wpływ bóstw na ich życia?

Niewinny początek upadku

Sięgając po Roxy, spodziewałam się czegoś szokującego i okrutnego jak Hera, moja miłość lub Lot Komety. Te dwa tytuły mocno mną wstrząsnęły, gdy czytałam je w młodości. Zupełnie inaczej było z tą książką. Tutaj historia zaczyna się bardzo niewinnie i przez dłuższy czas rozwija się niemal niezauważalnie. Owszem, co jakiś czas dzieje się coś, co zwraca naszą uwagę nieco dosadniej, ale generalnie fabuła płynie raczej spokojnie. W pewnym momencie nawet złapałam się na tym, że uznałam autorów za nieco nieudolnych – zrzucanie wszystkich tych nieszczęść naraz na bohatera wydało mi się żałosnym zabiegiem, który miał pokazać, jakiego ten biedak ma pecha. Do tego wydawało mi się, że relacja pomiędzy narkotykiem i narkomanem powinna wyglądać bardziej jak relacja władcy z poddanym, a tu przedstawiona była bardzo romantycznie, aż niesmacznie. Dopiero wtedy trybiki w mojej głowie zaskoczyły na miejsce.

Prowadzenie historii w ten sposób to prawdziwy majstersztyk i dzieło sztuki. Czytelnik tak bardzo wczuwa się w skórę bohaterów, że zaczyna patrzeć na świat z ich perspektywy i nie dostrzega, że wszystkie te zdarzenia są wypadkową ich decyzji. Zupełnie tak jak bohaterowie, dostrzega krawędź dopiero wtedy, gdy czuje, że spada w czeluść. Tak właśnie postępuje uzależnienie, niepostrzeżenie i po cichu oplata ofiarę, jak mgła, omamia sztuczną miłością i poczuciem wyjątkowości. Dostrzega się je dopiero wtedy, gdy jest tak gęste, że nie pozwala się poruszyć… Roxy jest książką, która rozbija czytelnika na drobne kawałki. Zamiast opisywać mechanizmy, które doprowadzają do uzależnienia, odzwierciedla je i zrzuca na czytelnika jak kowadło, pozostawiając go w zupełnej, bolesnej samotności z całym tym bałaganem.

Literatura wysokiej klasy

Z początku myślałam, że Roxy nie zasługuje na to by stać w tym samym rzędzie co Hera, moja miłość i Lot Komety. Teraz, po zakończonej lekturze wiem, że mimo całej mojej miłości do tamtych tytułów, to Roxy staje się królową gatunku. Spojrzałam na historię Isaaca i Ivy nie tylko jako czytelniczka, ale także jako przyjaciółka i matka – oburzyło mnie, jak wiele przeoczyłam i zaskoczyło, jak wiele wytłumaczyłam sobie działaniem ślepego losu. A tutaj nic nie dzieje się przypadkiem. Roxy to książka nie tylko dla osób walczącym z nałogiem, ale dosłownie dla wszystkich. Szokuje jak kubeł zimnej wody wylany na rozgrzane ciało, ale dzięki temu uwrażliwia na wszystkie te drobne rzeczy, które mogą świadczyć o tym, że ktoś może potrzebować naszej pomocy.

Uzależnienie może dotyczyć każdego, nie tylko imprezowiczów i tak zwany margines społeczny. Jesteśmy wręcz zasypywani lekami i są one tak łatwo dostępne, że trudno uwierzyć w to, jak wiele zła mogą wyrządzić. Roxy niesie ze sobą dwie ważne nauki: by nie ignorować niepokojących objawów i nie bać się prosić o pomoc. Samotna walka może wydawać się bohaterska, jednak jest jedynie przejawem strachu, który łże, że porażkę łatwiej znieść, gdy nie ma się widowni. Roxy jest tarczą, której może użyć ten, kto potrzebuje pomocy oraz ten, który tę pomoc chce nieść.

PS. Autorzy rzadko używają pełnych nazw farmaceutyków, a zamiast tego nadali im imiona brzmiące podobnie lub w jakiś sposób odnoszące się do nich. Może nie jest to kluczowa informacja, bo w sumie nie jest istotne, czym ktoś się narkotyzuje, ale moja wrodzona ciekawość nie pozwoliła mi przejść obojętnie obok takiej informacji, przez co moja historia przeglądania wygląda jak menu narkomana. Chyba byłoby nieco lepiej, gdyby te rzeczy znalazły się w jakimś dodatkowym spisie.

Tytuł: Roxy
Wydawca: YA!
Data premiery: 18.05.2022
Liczba stron: 416
ISBN: 978-83-28094-21-5

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

1 × cztery =

Magazyn Hipogryf
%d bloggers like this: