Ostatni lot Valhalli to kawał porządnego science fiction

Ostatnio w moje ręce trafiła książka autorstwa Wojciecha Tuchalskiego o jakże dumnie brzmiącym tytule „Ostatni lot Valhalli”, powieść science – fiction napisana przez żołnierza i utrzymana w żołnierskich klimatach. Kiedy zacząłem ją czytać i zapoznałem się z małym prologiem, obstawiałem, że będzie to coś na wzór serialu Battlestar Galactica albo Zaginionej Floty, jednak okazało się, że dostałem zupełnie coś innego, coś, czego kompletnie się nie spodziewałem.

 

Wojciech Tuchalski Ostatni Lot Valhalli Science Fiction

 

Książka niejednego ma bohatera

 

Chciałbym zacząć recenzję książki od przedstawienia jej głównego bohatera. Niestety tak łatwo zrobić tego nie mogę, gdyż Ostatni lot Valhalli z początku wydaje się nie mieć tej jednej głównej postaci, z którą razem będziemy przeżywali całą przygodę. Mamy za to kilka osób, zupełnie różnych od siebie, na różnych stanowiskach i o różnych motywach, których losy będziemy obserwować. Przyjdzie nam śledzić lot admirała Williama Rhodesa z misją dyplomatyczną na przejętą przez rebeliantów planetę. Naczelnik Haynes zaskakiwać będzie nas z rozdziału na rozdział i wciągać w swoje knucia w drodze po władze, razem z młodym Maxem Harperem zapuścimy się w odległe części kosmosu, a nawet na planetę, na którą nie zesłałbym największego wroga… No a stary Victor pokaże nam, że zawsze trzeba być o krok przed swoim przeciwnikiem.

 

To właśnie jest jeden z uroków tego tytułu. To nie jest przygoda jednego herosa, to wiele pomniejszych aktów, odgrywanych przez innych aktorów, które zgrywają się ostatecznie w jedno, większe przedstawienie. Bardzo podobała mi się taka forma, no i fajnie było zobaczyć historię tak jakby z obu stron medalu.

 

Dużym plusem jest też to, jak pełni życia są bohaterowie. To nie są puste skorupy, które mają tylko wypowiedzieć swoje kwestie i popchnąć fabułę do przodu, nasi bohaterowie pokazują emocje i dają się im ponieść. Krzyczą i wpadają w furie jak Diana Rhodes na swojego męża, tłumią w sobie gniew do granic wytrzymałości jak Haynes po kolejnej rozmowie z zadufanym typem z zarządu, czy są przerażeni ciężarem, jaki spada na ich barki. Strasznie mi się podobało, że bohaterowie ciągle mieli jakieś swoje przemyślenia, a nie proste „ok, idę wykonać moje zadanie”.

 

Przypomina mi to trochę serial, gdzie mamy wielu bohaterów, z którymi możemy się identyfikować, jest jeden duży wątek oraz kilka mniejszych przewijających się w odcinkach i popychających fabułę do jego ostatecznego finału.

 

Ostatni Lot Valhalli książki Science Fiction

 

Za Bractwo!

 

Ok, powiedziałem już, że nie ma jednego bohatera, którego przygody obserwujemy od początku do końca. Jest jednak coś, co trzyma te wszystkie osoby razem, a jest to właśnie Bractwo! Największa i najpotężniejsza z sił zbrojnych w kosmosie. To właśnie o tej organizacji dowiemy się najwięcej z książki, to właśnie żołnierzami tej organizacji są nasi bohaterowie i to właśnie Bractwo będzie grało główne skrzypce w całej tej historii.

 

Mógłbym pisać o Bractwie tyle, że zamiast recenzji Ostatniego lotu Valhalli, byłby tutaj wpis encyklopedyczny pod tytułem „Czy jest Bractwo i co powinieneś o nim wiedzieć”. Tak dużo jest tu do opisywania:

  • od pozycji, jaką obecnie odgrywają w Związku Niepodległych Planet,
  • przez ich nastawienie do obecnego systemu władzy,
  • aż po projekty takie jak Tytan i jego eksperymenty na ludziach.

Tak, Bractwo to wielka i niesamowicie ciekawa organizacja, i to właśnie historie żołnierzy owej organizacji, będą nam w tej książce przedstawione. Historie pełne walki o władze, zdrady i intryg wszelkiego rodzaju.

 

Wojciech Tuchalski Ostatni Lot Valhalli recenzja książki Science Fiction

 

Zwięźle i na temat

 

Kolejną rzeczą, o której nie sposób nie wspomnieć, to jak zwięźle ta książka została napisana. Nie ma tutaj niepotrzebnego powtarzania w kółko tych samych informacji. Jak raz przekażemy czytelnikowi wszelkie niezbędne fakty, to już potem do tego „wprowadzenia” się nie wraca. Dzięki czemu dialogi są krótkie i zwięzłe, a sama akcja ciągle pędzi do przodu.

 

Nie ma też za dużo naukowego gadania, co dla niektórych może być wadą a dla innych zaletą. Jeżeli ktoś nastawiał się, że dostanie wielkie i obszerne opisy, jak działa jakiś tam napęd albo jak działa to i tamto na statku, to niech na to nie liczy. Tu jest krótko i na temat, po żołniersku. Jest taka rakieta i robi takie obrażenia i to musisz wiedzieć, a jak została ona zbudowana, co jest w środku i czym się napędza, to już wiedza, która nie jest niezbędna w rozwalaniu planet 😉

 

Polska powieść science fiction Ostatni Lot Valhalli

 

Co sądzę o Ostatnim locie Valhalli

 

Spodziewałem się science fiction, które będzie po raz kolejny poruszało milion tematów o tym, jak nasza przyszłość może wyglądać, albo będę miał jeszcze jedną przygodę jakiegoś dzielnego kosmicznego zbawiciela, lecącego na ratunek kosmosu przed obcą rasą. Jednak nic z tym rzeczy. Ostatni lot Valhalli to kawał porządnej akcji, pełnej zdrady i walki o władze, poprzekładanej walkami w kosmosie.

 

Były jakieś zgrzyty, coś mnie tam drażniło, jak na przykład to jak autor książki parę razy opisywał, że bohaterowie patrzyli na siebie “wzrokiem który mógłby zabić”, zamiast po prostu napisać jakąś scenę, w której jeden drugiemu bezapelacyjnie przywaliłby w facjatę. No i też przez pewien czas bardzo marudziłem, że jeden wątek romantyczny nie został bardziej rozbudowany, jednak na szczęście zakończenie książki wszystko mi z nim wyjaśniło.

 

No i tym właśnie sposobem dochodzimy do podsumowania tej powieść science fiction, a jest ono takie:

 

Ostatni lot Valhalli ma świetnie napisanych bohaterów, a sama fabuła jest tak skonstruowana, że do ostatnich stron nie wiemy, jak to wszystko się zakończy.

 

Tytuł: Ostatni lot Valhalli
Autor: Wojciech Tuchalski
Gatunek: Science Fiction
Liczba stron: 454
Data wydania: 2019.06.05
Wydawnictwo: Novae Res

 

 

Arkadiusz Orzeł

Arkadiusz Orzeł

Staram się aktywnie promować czytanie, granie w gry planszowe i ogólnie pojętą fantastykę.

Jedna myśl na temat “Ostatni lot Valhalli to kawał porządnego science fiction

  • Tyem
    29 stycznia 2020 o 11 h 15 min
    Permalink

    a co to za dziewczyna na okładce obok? 😉

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

%d bloggers like this: