Opowiadanie: Wojna bez końca

Autorka: Luiza Zubiak

Opowiadanie wyróżnione w konkursie na blogu Hipogryf.pl

Spadam w otchłań bezdenną. Moje skrzydła krwawią, wokół mgła i zapach rdzy. Zapadam się w ciemność i ciszę. W ostatnim przebłysku świadomości czuję, jak ktoś mnie chwyta i leci do góry. Słychać szum fal, powiew wiatru niesie posmak świeżej bryzy morskiej.

Budzę się w lochu. Ciężkie kajdany wokół mych nadgarstków są przypięte łańcuchem do ściany z wielkich kamiennych bloków. Na posadzce kałuża wody. Morskiej, sądząc po zapachu i odległym odgłosie uderzających o skaliste wybrzeże fal.  Wspomnienia do mnie powracają. Militarne Zastępy Aniołów  zmasakrowane przez upadłych, roztrzaskane ciała na ziemi, wszędzie krew i szaleństwo i krzyk.

A teraz… jestem w ich lochu. Złapane przez upadłych anioły nigdy dobrze nie kończą. Popadam w stan hiperwentylacji. Po chwili bezowocnej paniki próbuję się uspokoić, myśleć trzeźwo. Szarpię się z łańcuchem. Na próżno. Przyzywam drzemiące głęboko w mym wnętrzu świetliste moce, lecz nie reagują na moje wołanie o pomoc. Nadwyrężyłam się podczas bitwy, potrzebuję czasu na regenerację. Miną dni, nim będę mogła użyć magii ponownie. Z oddali słyszę zbliżające się kroki. To kostucha po mnie idzie. Cofam się w najciemniejszy kąt celi, w jaki jestem w stanie się wcisnąć przy niewielkiej długości łańcuchów. Drzwi się otwierają i do lochu wchodzi upadły anioł. Mrużę oczy oślepiona światłem pochodni. Nowo przybyły zatyka płonącą żagiew na cokole, a ja gwałtownie wciągam powietrze, gdy mój wzrok w końcu przyzwyczaja się do światła i udaje mi się przyjrzeć jego jakże znajomej twarzy.

– Azrael!

– Kopę lat, Loriel.

Mój przyjaciel z dzieciństwa szczerzy się w uśmiechu, pokazując ostre zęby. Jego niegdyś śnieżnobiałe skrzydła teraz są czarne, niczym sadza. Pod oczami ma głębokie cienie, a jego cera przybrała niezdrowy odcień. Niedbale zapięta koszula zwisa na nim przepysznie dekadencko. Wciąż jest tak przystojny, jakim go zapamiętałam. Deprawacja nadała mu wręcz przewrotnego czaru.

– Tęskniłaś za mną przez te wszystkie lata?

Odwracam od niego wzrok.

– Przez parę pierwszych dziesięcioleci po tym, jak upadłeś miałam nadzieję, że pewnego dnia wrócisz na stronę aniołów. Będzie jak dawniej – mówię bezbarwnym, wypranym z emocji głosem. – Kolejne wieki jednak mijały nadaremno. Słyszałam, że jesteś teraz generałem upadłych. Przyszedłeś tu, by ze mnie wydobyć informacje na temat Zastępów Aniołów?

– Jeśli zapytam, gdzie ukrywa się Gabriel ze swoją armią, powiesz mi?

– Nigdy.

– Tak myślałem.

Azrael wyciąga ku mnie dłoń. Instynktownie zasłaniam głowę przedramionami w obronnym geście.

Ręka Azraela zanurza się w pierzu na moim skrzydle. Przebiega przeze mnie mimowolne drżenie, gdy jego palce przesuwają się powoli po piórach.

– Co robisz?- pytam trzęsącym się głosem.

Piękna twarz upadłego wykrzywia się w grymasie.

– Czy wciąż cię boli? Choć rany się zrosły z typową dla aniołów szybkością, doznałaś ciężkich obrażeń wewnętrznych i miną tygodnie nim będziesz mogła latać.

– Nawet, jeśli będziesz miły, niczego się ode mnie nie dowiesz.

– Wiem. Zawsze byłaś uparta, gdy coś sobie postanowiłaś. Nie musisz się tak rzucać. – zbuntowany anioł delikatnie obmacuje mięśnie i stawy moich skrzydeł – Każdego dnia odkąd się rozstaliśmy marzyłem, by móc dotknąć tego śnieżnobiałego puchu – szepta przy moim uchu. – I o tym, by znów cieszyć oczy burzą twoich ślicznych złotych loków.

Policzki palą mnie od nagłego uderzenia gorąca. Zapomniałam, jak wielkim flirciarzem jest Azrael. Wszystko w tym uwodzicielskim upadłym mnie doprawdy kusi. Gdybym była młodsza, głupsza, być może wystarczyłoby, żeby mój przyjaciel z dzieciństwa rozpiął koszulę i pokazał mi swój rozkosznie muskularny tors, aby mnie zwerbować w szeregi rebeliantów. Minęło jednak parę wieków bezowocnego czekania na powrót Azraela. W tym czasie wiele widziałam.  Zgliszcza osiedli ludzkich, jakie za sobą pozostawiali zbuntowani skrzydlaci. Zdeformowane zwłoki śmiertelników, na których popełnili makabryczne zbrodnie. Gdy aniołowie przeistaczają się w upadłych, transformacji ulega nie tylko ich ciało, ale i umysł. Tracą kontrolę nad swymi prymitywnymi instynktami, nieraz popadają w obłęd tak wielki, że nie rozpoznają nawet swych sojuszników i na nich napadają w szale bitewnym. Są niebezpieczni i muszą zostać wyeliminowani dla dobra ogółu. Przyłączyłam się do Militarnego Zastępu Aniołów, by ich powstrzymać przed dalszym sianiem chaosu na tym świecie i pozostanę wierna swoim przekonaniom do końca nawet, jeśli będzie to dla mnie oznaczać śmierć z rąk mojej pierwszej miłości z lat młodzieńczych. Nie powiedziałam Azraelowi nigdy o swoich uczuciach w stosunku do niego. I chyba już nie będzie ku temu okazji…

– Słyniesz ostatnimi czasy z okrucieństwa i bezwzględności. Weterani straszą tobą rekrutów przy wieczornym ognisku. Nawet ja w kwaterze głównej aniołów słyszałam co nieco o głośnych mordach, jakie ci się przypisuje… mnie też zabijesz Azraelu gdy przestanę być użyteczna? Więźniowie, którzy nie są ci już do niczego potrzebni nie mają w końcu zbyt wysokiej średniej życia od zagoszczenia w twoich lochach do ich opuszczenia w czarnym worku?

Upadły marszczy brwi.

– Męty anielskiej społeczności rozpuszczają niestworzone plotki na mój temat. Niektóre z powtarzanych historii są prawdziwe, ale jesteśmy w trakcie wojny. Silni zwyciężą, a słabi zginą. Taka jest niezmienna kolej rzeczy. Nie możesz być aż tak naiwna, by nie wiedzieć, że anioły mordują nas z nie mniejszym okrucieństwem niż my je, kiedy mają ku temu okazję.

– Nie pozostawiacie im wyboru, bo polujecie na śmiertelników. Działają w imię sprawiedliwości.

– Jak szlachetnie z ich strony- głos Azraela ocieka sarkazmem. – że bronią słabszych i uciemiężonych przez nas, złych upadłych. A jednak widziałem, jak wczoraj runęłaś trafiona strzałą przez jednego z twoich towarzyszy broni. Gdybym cię w porę nie złapał… Z tak zdradzieckimi kamratami pośród żołnierzy Zastępów Anielskich, jesteś znacznie bezpieczniejsza w moim lochu niż w szeregach armii Gabriela.

– Arakiel nie miał zamiaru… To było niefortunne zrządzenie losu wynikające z chaotycznej sytuacji podczas odwrotu.  Wypadek.

  Jego brwi unoszą się w szyderczym zdziwieniu.

– Z pewnością tak było. Zestrzelił cię przez „przypadek”, a potem porzucił w strefie powietrznej wroga. Zapewne uciekł by „wezwać pomoc”. 

– Był przerażony i stracił głowę. Trudno mu się dziwić.  Widziałam, jak upadli odcinali aniołom skrzydła i kończyny. Jak zabijali nieśmiertelnych używając zakazanej od tysiącleci magii. Rzeczy, które robili twoi żołnierze…

Przełykam ślinę.

Z ust Azraela wydobywa się długie westchnienie.

– Wczoraj był twój pierwszy raz na polu bitwy, prawda? Musiałaś być zszokowana brutalnością całego zajścia. Nie powinnaś była się tam znaleźć. Widziałem z daleka twoje bezładne poczynania. Cud, że nie odcięłaś sobie ręki własnym mieczem – Azrael kręci głową z niedowierzaniem.

Prostuję się.

– Jestem żołnierzem Militarnego Zastępu Aniołów. Kontynuacja walki z upadłymi w miejsce poległych bardziej zaprawionych w boju towarzyszy, to mój obowiązek.

– Ktokolwiek cię szkolił, nie podszedł do sprawy zbyt poważnie- na twarzy Azraela pojawia się gniew.- Tak jakby chciał, żebyś nie wróciła z pola bitwy żywa. Zaryzykowałbym wręcz stwierdzenie, że Gabriel wysłał cię z premedytacją na pewną śmierć. Gdyby nie to, że rozkazałem swoim żołnierzom, aby cię nie atakowali, to byłby dla ciebie koniec w przeciągu paru pierwszych minut starcia.

– Gabriel nie miał wyboru. Zamordowaliście tylu naszych, że musiał wysłać do walki rezerwę oraz nowych rekrutów.

Wargi Azraela wykrzywiają się w kpiarskim uśmiechu.

– Bronisz go tak zapalczywie. Słyszałem plotki, że widywano cię w jego towarzystwie wiele razy.

– Gabriel jest moim przełożonym i przyjacielem. Nic więcej nas nie łączy – sama nie wiem, czemu czuję potrzebę wyjaśnienia tej kwestii.

-Doprawdy? Archanioł jest nad wyraz przebiegły. To genialny strateg Zastępów Anielskich, przed którym wszyscy my upadli mamy się na baczności. A jednak… myślisz, że nie wiedział, iż nie nadajesz się do walki? Zostałaś przez niego oszukana.- gładzi brodę w zamyśleniu.- Wkrótce pokażę ci, do czego naprawdę jest zdolny Gabriel. Co kryje się za jego perfekcyjną fasadą. Przekonasz się, że pośród aniołów nic nie jest takie, jakim się wydaje.

– Jesteś obłąkany- kręcę głową ze smutkiem.

Azrael wyczarowuje gruby, ciepły koc i mnie nim troskliwie okrywa.

– Muszę już iść. Ale niedługo wrócę. Gdyby jakiś niepanujący nad sobą upadły pojawił się w celi pod moją nieobecność i cię zaatakował- w jego ręce pojawia się nóż- użyj tego.

Biorę od niego ostrze w oszołomieniu.

Morze szumi w oddali. Straciłam poczucie czasu. Nie wiem, czy minęły minuty, godziny, czy może dni od mojej konfrontacji z generałem upadłych, moim dawnym przyjacielem. Przypominam sobie pewien poranek, gdy byliśmy nastolatkami, wiele lat przed rebelią upadłych. Siedzieliśmy z Azraelem nad brzegiem Eufratu, patrzyliśmy ze wzniesienia na panoramę Edenu i znajdujące się w jego centrum drzewo poznania dobra i zła.

– Wiesz, dlaczego Adam i Ewa zostali odesłani z raju ? – zapytał mnie wtedy znienacka.

– Bo zrobili coś niedozwolonego?

Pokręcił głową.

– Ja słyszałem zupełnie inną wersję przebiegu zdarzeń, niż ta rozpuszczona przez plotkarskich cherubinów. 

– Niby jaką?

– Ponoć po spożyciu zakazanego owocu nabywa się wiedzę zbliżoną do tej, jaką dysponuje Bóg.

– No i?

– Słyszałem od Michała, że po zjedzeniu niewielkiego kawałka Adam i Ewa popadli w kompletne szaleństwo. Bóg próbował usunąć ich wspomnienia tego incydentu na tyle, na ile było to możliwe bez szkody dla ich osobowości, ale za każdym razem, gdy patrzyli na felerne drzewo, z powrotem sobie wszystko przypominali i dostawali jeszcze głębszego obłędu. Dopiero, gdy zostali usunięci z raju, powoli odzyskali równowagę.

– Nigdy nie zbliżajmy się do tej jabłoni z horroru. Jeszcze i nam się jakaś katastrofa przydarzy.

Wzdrygnęłam się ze strachem.

– Nadmiar wiedzy szkodzi – Azrael kiwnął ponuro głową.

Opadłam na trawę, wtuliłam twarz w kobierzec ze mchu.

– Mnie niczego więcej nie trzeba do szczęścia, niż to, co teraz. Słońce świeci, rzeka szumi, ptaki śpiewają, a ja leżę tu beztrosko w towarzystwie mojego najlepszego kumpla spośród wszystkich mieszkańców Edenu. Nie, spośród wszystkich istot z całego kosmosu!

Posłałam mu uśmiech, który odwzajemnił, a w jego policzkach pojawiły się dołeczki.

– Chciałabym, by ta chwila trwała wiecznie.

– Loriel! Czy mnie słyszysz? – wracam myślami do chwili teraźniejszej, gdy rozlega się nagle głos w mojej głowie.

 – Arakiel?

– Dzięki niebiosom! Próbowałem się z tobą połączyć telepatycznie od wielu godzin, bez skutku.

– Gdzie jesteś? Czy Gabriel nadchodzi z odsieczą?

– Mam dla ciebie złe wieści – w jego głosie pobrzmiewa nutka wstydu. -Znajduję się w celi po przeciwnej stronie lochów od twojej i nikt nie wie, że tu jesteśmy.

-Nie możesz się połączyć z kwaterą  główną?

– Upadli roztoczyli barierę nad tym miejscem. Żadna wiadomość telepatyczna nie wyjdzie poza budynek. Samo połączenie się z  tobą wymagało ogromnej koncentracji, niemal ponad moje siły. Nie sądzę, by mi się udało zdziałać cokolwiek więcej.

Rozczarowana, ciężko opieram się o ścianę w poczuciu bezsilności.

– Masz jakiś pomysł, jak nas stąd wydostać?

– Tylko jeden- w głosie Arakiela słychać wahanie.

– Mów.

– W kieszeni Azraela są klucze. Bez nich nie da się wyjść z tej fortecy. One otwierają też wszystkie drzwi i kajdany w lochach. Musimy je jakoś zdobyć.

Nie pytam Arakiela skąd to wszystko wie. Zapewne użył swojego szczególnego daru, by podsłuchać rozmowy kręcących się po korytarzach upadłych.

– Nie chcę ci sprawiać przykrości, Loriel- zaczyna ostrożnie anioł- ale czuję się w obowiązku ci przypomnieć, że generał zbuntowanych jest świadom twojej wysokiej pozycji w gronie najbliższych współpracowników Gabriela. Myślę, że on z tobą pogrywa. Uwodzi cię, bo pragnie, byś się z nim podzieliła sekretami archanioła. To nie jest już Azrael, którego znałaś. Jesteś dla niego jedynie środkiem do celu. Gdy się ugniesz i mu wszystko wyśpiewasz, zabije cię, nie mam co do tego najmniejszych wątpliwości.

Czuję niemiłe ukłucie w sercu. Ale pod wpływem wcześniejszych słów Azraela robię się też nieco podejrzliwa w stosunku do mojego towarzysza broni.   

– Twoja strzała przebiła moje skrzydła.

– Tak bardzo cię przepraszam- głos Arakiela robi się nerwowy.- Na polu bitwy spanikowałem i źle wymierzyłem. Czy możesz mi wybaczyć? Wiem, to wszystko moja wina, że tu jesteś. Dlatego przysięgam na mój honor, dołożę wszelkich starań, by zapewnić ci bezpieczny powrót do domu. Oddam za ciebie życie, jeśli będzie trzeba.

Jego tyrada robi się coraz bardziej irytująca.

– To w jaki sposób zdobędziemy klucze? Nie sądzę, by udało mi się je ukraść niepostrzeżenie.

– Azrael to najpotężniejszy spośród generałów upadłych. Nawet, gdybyś była w pełni sił i uzbrojona po zęby, niczego przeciw niemu nie zdziałasz. Ale ma on jedną słabość. Podobnie, jak reszta zbuntowanych aniołów, poddaje się od czasu do czasu prymitywnym instynktom. Uwiedź go i wbij mu sztylet prosto w serce, gdy będzie zbyt rozproszony, by zareagować. 

– Nie wiem, czy potrafię. Byliśmy przyjaciółmi przez długie lata.

– Z upadku nie ma powrotu – głos Arakiela nabiera surowego tonu. – Jeśli ci na nim naprawdę zależy, zabij go, zanim popełni jeszcze więcej zbrodni. Ocal generała zbuntowanych przed nim samym. Niczego innego nie możesz już dla niego zrobić.

Obejmuję kolana rękami w milczeniu. Jeśli Azraela już nie będzie, co zostanie? Przyjdzie mi kroczyć przez dalsze życie mroczną ścieżką, której nie zdoła rozświetlić najjaśniejsze światło dnia.

Zrób to jeszcze dzisiaj- ponagla mnie Arakiel. -Słabnę. Wkrótce upadli mnie zamęczą.

Zalewa mnie fala wyrzutów sumienia. Podczas gdy ja spędzam swój czas we względnym komforcie, Arakiel jest torturowany. A ja w niego zwątpiłam i omal nie dałam się omamić podszeptom upadłego kusiciela.

– Nie wahaj się. Azrael to potwór, który nie zasługuje na litość – głos Arakiela dobiega jakby z oddali i staje się coraz mniej wyraźny. – Zabij albo on zabije nas.

Leżę pośród ciemności i zastanawiam się nad słowami Arakiela. Nagle do celi wpada oszalały upadły, warcząc i trzęsąc się w konwulsjach. Przez ułamek sekundy się w siebie wpatrujemy, po czym tknięty jakimś wewnętrznym impulsem, rzuca się w moim kierunku z wyciągniętymi przed siebie ostrymi szponami. Silne ręce chwytają go od tył i odciągają ode mnie. Stwór rzuca się i miota w uścisku Azraela. Dołączają do niego inni upadli, krępują obłąkanego łańcuchem i wywlekają na zewnątrz.

– Nic ci nie jest, Loriel? – u mego boku pojawia się Sariel. Najlepszy przyjaciel Azraela, który razem z nim wziął udział w pierwszej rebelii lata temu.  

Kręcę przecząco głową.

Azrael wpada do celi.

– Nic jej nie jest, Az- mówi Sariel.

Z piersi generała upadłych wydobywa się westchnienie ulgi.

Sariel zostawia nas samych w pośpiechu. Wyczuwam, że zbliża się idealny moment na zdobycie kluczy i ucieczkę teraz, gdy żołnierze Azraela zajęci są własnymi problemami. 

– Kajdany mnie kaleczą – skarżę się ze łzami w oczach. Azrael wyciąga srebrne klucze z kieszeni i mnie uwalnia. Rozmasowuje moje nadgarstki w swoich dłoniach.

– Lepiej?

Kiwam głową.

– Jesteś pewna, że nic ci nie jest?

– Przybyłeś w idealnym momencie. Nie zdążył mnie nawet dotknąć palcem. 

– Przepraszam cię za to przykre zajście. Tamuel był chwiejny emocjonalnie już od jakiegoś czasu, powinienem był baczniej go obserwować. Zapewne wczorajsza bitwa stała się gwoździem do trumny dla jego zdrowia psychicznego.

– Skoro upadek doprowadza was do takiego stanu, czy nie lepiej powrócić w szeregi aniołów? – słowa wyrywają się z moich ust mimo woli, wpatruję się w Azraela z iskierką nadziei w sercu. -Może nie jest jeszcze za późno i uda się przywrócić twoje białe skrzydła?

Azrael wybucha chrapliwym śmiechem.

– Martwisz się o mnie? – Ujmuje kosmyk mych włosów między palce. -Twoi kamraci porzucili cię na polu bitwy. Można by się więcej spodziewać po aniołach. A tu zero lojalności. Jesteś pewna, że znalezienie się na powrót w ich szeregach jest tym czego pragniesz? Czy nie lepiej by było zostać tutaj? Ze mną?

Propozycja Azraela wisi między nami.

– Dość tych bredni- pierwsza przerywam milczenie. – Czego tak naprawdę ode mnie chcesz? Po co pogrywasz ze mną dawnymi sentymentami?

Ogarnia mnie gniew i frustracja.

– Byliśmy kiedyś ze sobą tak blisko, a jednak nie dostrzegłam mroku czającego się w zakamarkach twojego umysłu. Myślę, że cię nigdy tak naprawdę nie znałam. – Odwracam od niego głowę i dystansuję emocjonalnie, bo tak jest najlepiej, tak jest właściwie, choć me serce pęka.

– Naprawdę nie wiesz, co do ciebie czuję, kim jesteś dla mnie?

Jego wargi wpijają się w moje nagle. Smakuje mnie, jak spragniony wędrowiec pije wodę, gdy znajdzie oazę pośrodku pustyni, zachłannie, gorączkowo. Wokół roztacza się zapach cedru i brzoskwini.

– Azraelu, nie myślisz trzeźwo- próbuję go odepchnąć.

– Mój umysł nigdy nie był jaśniejszy. – Upadły zanurza głowę w moich włosach, wdycha ich zapach. -W przeszłości grałem twojego przyjaciela, ale tak naprawdę zawsze cię pragnąłem, a ty pozostawałaś niczego nieświadoma. Zawsze taka śliczna, taka niewinna. Nigdy nie zauważyłaś…

– Twoja dusza została zdeprawowana w chwili, gdy upadłeś, stąd ogarniają cię nieopanowane żądze. To, co w tej chwili czujesz, nie jest realne.

Azrael ujmuje moją twarz w swe ręce.

– Jeśli tego zapragniesz, mogę ci pokazać tu i teraz jak bardzo realne jest moje pragnienie ciebie.

Upadły anioł zostawia na mej szyi drobne pocałunki. Przyciska mnie do siebie z taką tkliwością, jakbym była najważniejszą rzeczą w całym jego życiu. Otwieram szeroko oczy i wpatruję się w niego w lekkim szoku. Przez te wszystkie lata nie dawał znaku życia, a teraz to. Nawet jeśli dawno temu bicie mego serca przyspieszało na jego widok, to już przeszłość do której nie ma powrotu, gdyż teraz stoi on na czele rebelii przeciw wszystkim drogim mi wartościom. Chociaż wreszcie wiem, że moje skryte uczucia wobec Azraela nie są nieodwzajemnione, naszym przeznaczeniem jest nigdy nie móc zrealizować tej miłości w rzeczywistym świecie. Pozostanie ona na zawsze jedynie snem, który śniliśmy razem przez krótką chwilę. Ale z każdego nocnego marzenia trzeba się rano nieuchronnie obudzić.

– Kocham cię, Azraelu. Chciałabym, aby ta chwila trwała wiecznie- wbijam sztylet między żebra mojego ukochanego nagle, zdradziecko, ze smakiem popiołu w ustach. Upadły anioł obrzuca mnie spojrzeniem pełnym szoku, gdy stal wchodzi głęboko w jego ciało. Opuszczam celę i zamykam ją za sobą na klucz. Nie zadałam Azraelowi śmiertelnego ciosu, nie potrafiłam, więc rana tylko go spowolni. Biegnę do celi Arakiela, otwieram drzwi trzęsącymi się rękami,  uwalniam anioła pośpiesznie z kajdan. Pędzimy dalej przez plątaninę korytarzy, Arakiel prowadzi. Przeczesuje myślami fortecę, lokalizuje za pomocą swych mocy miejsca, w których znajdują się grupki patrolujących upadłych i je omijamy. Przez paręset metrów udaje nam się nikogo nie spotkać, wkrótce jednak rozlega się za nami krzyk i stukot wielu butów o posadzkę. Dopadamy  wrót. W stresie upuszczam pęk kluczy na ziemię. Podnoszę. Arakiel wyrywa je z moich rąk i sam zaczyna nimi manipulować przy zamku. Odgłos pogoni się przybliża. Drzwi otwierają się z trzaskiem. Grupa upadłych pojawia się w naszym polu widzenia. Wypadamy na zewnątrz, a oni rzucają się w pościg za nami. Biegniemy wąską dróżką wśród skał.  Wiejący z zawrotna prędkością wiatr niesie krople wody w naszą stronę. Rozbryzgują się one na naszych twarzach, pozostawiając słony smak. Dobiegamy do urwistej krawędzi klifu. Fale uderzają wściekle o brzeg.

– Nie damy rady wystartować przy tej pogodzie- usiłuję przekrzyczeć wiatr. – Rozbijemy się o skały, jeśli spróbujemy.

Arakiel obraca się wokół własnej osi, szukając drogi ratunku. Biegniemy wzdłuż klifu, nasi prześladowcy tuż za nami. Wygląda na to, że znajdujemy się na niewielkiej, skalnej wysepce pośrodku morza. Nie ma tu niczego poza kamienną twierdzą. Żadnych drzew, ani trawy, tylko mewy odpoczywają pomiędzy wyrzuconymi na brzeg glonami. W przeciągu paru minut przebiegamy z jednego krańca wyspy na drugi. Nowa grupa upadłych dołącza do pościgu, zagradza drogę przed nami, a z tył też słychać odgłos nadciągającej pogoni.  Z odciętymi wszystkimi innymi drogami ucieczki, kierujemy się ku krawędzi przepaści.

– Wystartujmy! Razem!

Chwytam Arakiela za ramię, prostuję z pewnym trudem skrzydła w przygotowaniu do odlotu. W moim obecnym stanie nie przelecę więcej, niż parę metrów, ale jeśli Arakiel złapie korzystny prąd powietrzny, może zdoła mnie pociągnąć za sobą w przestworza. Będę dla niego dużym obciążeniem w warunkach atmosferycznych, w których bycie jak najlżejszym to kwestia przetrwania, ale czy mamy inne wyjście?

Arakiel przyciąga mnie znienacka do siebie gwałtownym ruchem, przyciska ostrze noża do mojego gardła.  Sięgam do kieszeni, w której trzymałam broń. Jest pusta. Anioł musiał wyciągnąć z niej ostrze, korzystając z mojej nieuwagi, gdy szukałam właściwych kluczy.

– Nie zbliżajcie się, albo ją zarżnę!

Żołądek ściska mi się ze strachu.

Na przód grupy upadłych wychodzi Azrael, wciąż blady i lekko słaniający się na nogach po zadanym mu przeze mnie ciosie.

– Spokojnie, nie rób niczego szalonego.

Podnosi do góry ręce by pokazać, że nie ma broni i robi krok w naszym kierunku.

– Arakielu, dlaczego? Przecież jesteśmy przyjaciółmi z tego samego oddziału!

Próbuję się wyswobodzić z jego uścisku.

– Zamknij się – anioł chwyta mnie lewą ręką za włosy i pociąga ku sobie. – Gabriel wydał na ciebie wyrok. Nawet jeśli wrócisz, jesteś skończona. Ale ja wciąż mam szansę na życie. Nie chcę umierać na tej przeklętej wyspie.

– O czym ty mówisz?

Sztylet lekko przecina skórę na mojej szyi i sączy się z niej strużka krwi.

– Kazał umieścić cię w pierwszym szeregu, gdzie walka była najzacieklejsza. A w razie, jakbyś nie poległa w boju, ja miałem cię zabić.  Tak, aby wyglądało na wypadek albo robotę upadłych.

– Z jakiego powodu?!

– Skąd ja niby mam to wiedzieć? Sama sobie dobrze pomyśl, czy się naraziłaś archaniołowi.

– Puść ją to ci pozwolę żyć.

Głos Azraela jest spokojny, wyważony.

– Chcę łódź! Odpływam stąd. A spróbujcie nas tylko śledzić, poderżnę jej gardło i wyrzucę trupa za burtę.

– W porządku, port jest w tamtą stronę. 

Generał upadłych daje ręką znak swoim podwładnym, by się odsunęli i zrobili przejście.

Arakiel wlecze mnie wzdłuż krawędzi klifu, bacznie obserwując otaczających nas upadłych. Jego dłonie na mnie spocone, oślizgłe. Roztacza się wokół niego zapach rozkładu i śmierci, którego wcześniej nie zauważyłam w wirze wydarzeń. Czuję, jak w reakcji na jego bliskość budzi się we mnie coś pradawnego i potężnego. Moc gromadzi się w mych żyłach, płynie razem z krwią coraz szybciej, wylewa się strumieniami na zewnątrz. Arakiel wydaje nagły okrzyk bólu. Puszcza mnie, jakby kontakt z moją skórą go parzył. Azrael wykorzystuje okazję i rzuca sztyletem, które przelatuje przez dzielącą nas przestrzeń z zawrotną szybkością i wbija się prosto między oczy anioła. Jego ciało osuwa się na ziemię.

Podbiegam do krawędzi przepaści, rozkładam skrzydła do lotu.

– Loriel- rozbrzmiewa głos Azraela w moich uszach- twoje rany nie wydobrzały.

 W jego głosie po raz pierwszy od kiedy go znam rozbrzmiewa strach.

– To czyste szaleństwo latać w taką pogodę. Nie rób głupstw. Wróć. Nikt z nas nie zrobi ci krzywdy. Nie jestem zły za to, że mnie pchnęłaś nożem. Ani trochę. 

Robi krok w moją stronę.

– Nie zbliżaj się, bo skoczę!

Azrael przystaje.

– Jest wiele rzeczy, których nie wiesz o Gabrielu i Zastępach Aniołów. Pozwól, że ci wyjaśnię…

– Patrzcie!- jeden z upadłych nagle wskazuje palcem ciało Arakiela.

Uległo ono pośmiertnie zaskakującej transformacji. Skóra nabrała barwy purpury, a paznokcie u rąk się wydłużyły i przypominają szpony dzikiego zwierzęcia. Na głowie widnieją dwa zakrzywione rogi. Unoszący się wokół zwłok zapach zgnilizny staje się mdlący, nie do wytrzymania. Z moich ust wydobywa się zduszony krzyk.

Azrael zakłada ręce na piersi.

– Wcześniej trudno mi było o tym z tobą mówić, bo nie miałem dowodów na potwierdzenie swoich słów. Ale teraz, gdy naga prawda kole w oczy- wskazuje ręką na trupa-  mogę ci wreszcie powiedzieć prawdę, Loriel.

Głęboko wciągam w płuca powietrze, by uspokoić nerwy. Wpatruję się w upadłego generała z napięciem w oczekiwaniu na wyjaśnienie tej dezorientującej sytuacji.

– Jak wiesz, 500 lat temu Bóg udał się na inspekcję innej galaktyki. Zostawił na straży Ziemi archaniołów Rafaela, Gabriela i Michała.

Kiwam głową.

– Michał od zawsze pilnuje Edenu, nie interesują go sprawy spoza granic ogrodu. Rafael został więc siłą rzeczy ustanowiony najwyższym zwierzchnikiem Militarnych Zastępów Anielskich pod nieobecność Stwórcy. Nie minął nawet tydzień od zniknięcia Boga z tego świata, gdy Gabriel zaprosił Rafaela oraz najpotężniejszych spośród aniołów do siebie na przyjęcie. Wino było zatrute.

– Ale przecież nieśmiertelni są odporni na wszelkie trucizny!

Na twarzy Azraela pojawia się smutny uśmiech.

– Pamiętasz, jak ci mówiłem o niebezpiecznych właściwościach owoców z drzewa poznania dobra i zła?

Moje serce gwałtownie przyspiesza.

– Nie mów, że…

Azrael kiwa ponuro głową.

– Pod drzewem płynie niewielki potok, obmywa jego korzenie. Woda z owego strumienia może nie stanowi takiego zagrożenia dla wszelkich istot żyjących, jak zakazany owoc, ale wciąż jest wysoce toksyczna. Rafael wypił najwięcej. Bardzo go to osłabiło, więc gdy aniołowie o najsłabszej sile woli wpadli pod wpływem zatrutego napoju w morderczy szał, zginął usiłując ich powstrzymać przed mordowaniem śmiertelników. Podczas gdy byliśmy zajęci walką z oszalałymi,  Gabriel przekonał społeczność aniołów, że jesteśmy buntownikami. Nasz zmieniony pod wpływem toksyn wygląd miał być tego dowodem.

Zakrywam usta rękami.

– Przez cały ten czas nieświadomi niczego aniołowie toczyli bój z ofiarami intrygi Gabriela. A tak naprawdę to on jest prawdziwym upadłym! 

– Archanioł to mistrz kłamstw. Manipuluje wszystkimi na scenie zza kurtyny. Przez niego dobrzy nieśmiertelni się nawzajem mordują od wieków, cały czas przy tym wierząc, że to, co robią jest słuszne. Choć niektórzy, jak Arakiel, przyłączyli się do rebelii Gabriela, skuszeni jego obietnicami zaszczytów i przywilejów. Są też tacy, którym podoba się chaos i przemoc, napawają się rozlewem krwi.

– Chyba wiem, dlaczego archanioł chce twojej śmierci- odzywa się nieoczekiwanie Sariel.

Wlepiam w niego oczy.

– Gabriel to potężny iluzjonista. Jego poplecznicy wyglądają jak niewinni aniołowie nawet po swojej śmierci. Nie jesteśmy w stanie złamać rzuconego na nich czaru, stąd trudno nam udowodnić przed szerszą publiką prawdziwość naszych oskarżeń wobec niego. Ale ty zdołałaś zdjąć z Arakiela iluzję!

– Sama nie wiem, jak to zrobiłam- rozkładam bezradnie ręce. – To było, jakby w moim ciele pojawiła się nagle obca, przedwieczna magia. Znacznie starsza ode mnie i wychodząca ponad moje rozumienie.

– Gdy archanioł umiera, jego zdolności przechodzą zazwyczaj na kogoś innego. Moc integruje się z nowym ciałem wolno, stąd dopiero po paru stuleciach ukazują się pierwsze oznaki tego, kto został wybrany.

– Chcesz powiedzieć, że…

Wszyscy upadli wpatrują się we mnie zszokowani.

– Masz w sobie magię należącą do Rafaela – kiwa głową Sariel. – Gabriel to zauważył i chciał się ciebie pozbyć.

                                                                              ***

Wojna będzie trwała jeszcze wiele wieków. Wprawdzie udaje nam się przekazać prawdę na temat rebelii Gabriela coraz większej ilości aniołów, ale nie wszystkie z nich pragną przyłączyć się do walki. Czasem łatwiej jest zamknąć oczy i nie widzieć zła, które się wokół nas dzieje, niż wyjść ze swojej strefy komfortu. Jesteśmy otoczeni przez wrogów ze wszystkich stron. Ścigamy po świecie obłąkanych z kruczoczarnymi skrzydłami, którzy pod wpływem krążącej w ich żyłach toksyny dokonują rzezi na śmiertelnikach. Izolujemy ich w azylum. Od czasu do czasu udaje się niektórym z nich przywrócić zdrowe zmysły. Każdy taki przypadek napawa nas optymizmem. Potykamy się z oddziałami Gabriela w kolejnych bitwach. Azrael uczy mnie walczyć. Jestem w tym coraz lepsza, mówi. Z początku nie chciał słyszeć o moim udziale w wojnie, lecz potrafię być bardzo uparta. Na razie stoję na tyłach, z łukiem w ręku. Ku mojemu wielkiemu niezadowoleniu jego żołnierze ciągną mnie w bezpieczne miejsce za każdym razem, gdy robi się naprawdę niebezpiecznie. (On też jest bardzo uparty.) Gdy patrzę ze swej pozycji w szeregu w niebo, widzę, jak anioły o białych i czarnych skrzydłach wirują wokół siebie w śmiertelnym tańcu. Kolory mieszają się ze sobą. Dobro i zło staje się niejednoznaczne w tym wielkim konflikcie nieśmiertelnych.

Coraz mniej pojmuję otaczający mnie świat. Rzeczy, które kiedyś były oczywiste, teraz wymykają mi się z rąk, wyginają w kształty nieprzeniknione, ze wszech miar dziwaczne. Czuję, jakbym się cofała w rozwoju. Zmieniam się z osoby, która myślała, że wie wszystko, w taką, która nie rozumie niczego, co się wokół niej dzieje. Zastanawia mnie podczas bezsennych nocy, czym kieruje się Gabriel. Pewnego dnia nie wytrzymuję i próbuję się z nim skontaktować za pomocą świetlistego lustra, które pozwala porozumiewać się na odległość.

Po drugiej stronie pojawia się twarz archanioła. Perfekcyjna, piękna ponad wszelkie wyobrażenie.

– Ty i Rafael byliście ze sobą zawsze blisko – wybucham bez żadnego wstępu. – Dlaczego więc go zabiłeś. W czym ci zawinił? Przecież zawsze traktował cię dobrze. I ja też naprawdę cię lubiłam, a ty pomimo to próbowałeś…

Zmysłowe usta archanioła wykrzywiają się w pobłażliwym uśmiechu.

– Mała niewinna Loriel -mruczy- Taka młoda, świeża. Co ty możesz wiedzieć o odwiecznej udręce nas, archaniołów zrodzonych przed zaraniem dziejów, przed powstaniem czasu i przestrzeni? Nie, nie patrz tak na mnie, jakbym był potworem którego jakże bardzo nie lubisz. Tak naprawdę to nie moja wina, że sprawy się tak potoczyły. Albo nie do końca moja- spuszcza nieco z tonu, gdy unoszę brwi w ironicznym zdziwieniu. – Od zawsze byłem inny od reszty archaniołów. Drzemały we mnie mroczne instynkty, których nie posiadali moi bracia. Bóg o tym wiedział, to on mnie takiego stworzył. Bo widzisz… nie ma światła bez ciemności. Musi być balans. Miałem potrzeby, których inni nie rozumieli. Ukradkiem chodziłem więc do Edenu pić wodę z potoku zatrutego przez soki wypływające z korzeni drzewa poznania dobra i zła. Jadłem też zakazane owoce.

Wciągam gwałtownie powietrze.

– I nie popadłeś po tym wszystkim w obłęd?

– Jestem przedwieczny, starszy od tego świata, od słońca i gwiazd, nie tak łatwo wytrącić mnie z równowagi.

W oczach archanioła pojawia się cień nieskończoności. Odwracam wzrok, moje serce szybko bije.

– A Bóg nie reagował?- udaje mi się z siebie wykrztusić.

– Widział, co robię i przymykał na to oczy. Patrzył tylko na mnie często tak jakoś dziwnie, w milczeniu. A potem ustanowił zwierzchnikiem aniołów Rafaela, a nie mnie.

Twarz Gabriela kurczy się w gniewnym grymasie.

– W czym jestem od niego gorszy? Skoro mnie takiego stworzył, by był balans, nie powinien był mnie za to winić i stawiać poniżej innych…

 W moim wnętrzu budzi się iskra mocy Rafaela. Czuję emocje, jakie za sobą pozostawił.

– Źle zrozumiałeś intencje Stwórcy, Gabrielu -kręcę ze smutkiem głową. – Żaden z was nie był lepszy ani gorszy. Mieliście równie ważną rolę do odegrania w Jego planach.

– Obrzucasz mnie pustymi frazesami, jakimi się zwykło pocieszać przegrańców i myślisz, że ja to kupię? Nie ma króla bez poddanych! – archanioł wyrzuca ręce przed siebie w wypełnionym furią  geście- Nie istnieje coś takiego jak równość, czy sprawiedliwość! Bo zawsze i wszędzie musi zachowany być przeklęty balans! By kogoś wywyższyć, innego trzeba poniżyć. Tylko dlaczego to ja mam być ofiarą w tym wszystkim? Bo mnie do tego stworzono? Bo takie przeznaczenie? 

– Gdy piłeś zatrutą wodę i spożywałeś zakazane owoce, Bóg milczał. Być może chciał ci dać w ten sposób do zrozumienia, że same myślenie o złych rzeczach i lekkie naginanie reguł tu i tam jest w porządku póki nie krzywdzisz innych.  Ale ty założyłeś, że źle cię ocenia, chce upokorzyć, wini za samo twoje istnienie i wrodzoną naturę. I wtedy pojawił się w twoim sercu mrok – z moich ust wydobywają się słowa, które czuję, że nie należą do mnie, a płyną z głębi, z ukrytych pośród moich mocy resztek świadomości Rafaela.  – Gdy sprawy zaczęły zachodzić za daleko,  nie dostałeś pełni władzy, a ustanowiono innego archanioła nad tobą, aby mógł on cię chronić przed samym sobą. Byś nieustannie monitorowany przez niego nie popełniał ciężkich win. Unikał ponoszenia konsekwencji swoich nieopanowanych czynów. A ty zabiłeś swego dobrego, kochającego archanioła stróża, który został stworzony specjalnie dla ciebie.

Przez twarz Gabriela przetacza się burza emocji. Ból, wstyd. Szybko jednak wszystko to znika pod opanowaną, beznamiętną maską.

– Być może taka właśnie była intencja Boga. A może nie. Gdy wróci, wskrzesi Rafaela i utniemy sobie wszyscy długą pogawędkę. Ale na razie… zaszedłem w tym wszystkim zbyt daleko. Mocno rozsmakowałem się w euforii, jaką niesie ze sobą sianie zniszczenia. Nie potrafię… nie chcę wracać do tego, co było.

– Myślę, że toksyny z drzewa poznania dobra i zła miały duży wpływ na twój obecny stan umysłu.

– Zapewne. Co niczego nie zmienia.

Iluzja opada i twarz Gabriela przybiera przerażającego, demonicznego wyglądu.

– Czekaj na mnie, Loriel- potwór wyszczerza zęby w obłąkanym uśmiechu.- Pewnego dnia  znowu staniemy twarzą w twarz, może na polu bitwy, albo podczas nocnego nalotu mojej armii na twierdzę upadłych, której lokalizacji tak zazdrośnie strzeże Azrael. A wtedy staną się jawą twoje najgorsze koszmary senne. 

Magazyn Hipogryf