“Oczy królowej” – genialny pomysł z nieco mniej genialną realizacją

Powieść historyczna jest jednym z moich ulubionych gatunków, co odkryłam dzięki Cherezińskiej i Cornwellowi, więc gdy dostałam „Oczy Królowej” w swoje ręce, spodziewałam się prawdziwej literackiej uczty. Bo zapowiadała się ta książka genialnie: emocjonująca powieść pełna spisków osadzona w realiach historycznych. No kto by się nie skusił? Ja się skusiłam, i cóż…

Pierwszy rozdział pokazał już, że Oliver Clements ma się tak do Cherezińskiej czy Cornwella jak sztuczny, wypłowiały kwiatek wetknięty w przyblokowy trawnik, do ogrodów Wersalu. Czyli nijak. Pierwsze rozdziały były męczarnią: krótkie zdania, sklecone bez ładu i składu, do tego napisane w czasie rzeczywistym. Jak to się źle czyta! Przykłady:

„Spoglądają w górę. Krzyczą. Wybiegają na ulicę. Podnoszą alarm.”

„Na wodzie unoszą się zwłoki. Nie psa. Ludzkie.”

Szczerze, jak to czytać? Kto tak pisze, i po co, dlaczego? Dlaczego wydawnictwo zdecydowało się to wydać? Akcja niby jest wartka, ale też chaotyczna i nielogiczna – uderzenie kamieniem w głowę wydaje metaliczny dźwięk, bohaterowie są w stanie zobaczyć lecące kule, niby trwa rzeź i bijatyka, ale za rogiem jacyś mężczyźni raczą się browarkiem. Przypomina to film akcji, który jakiś dwunastolatek z umysłem raczej ścisłym niż humanistycznym, postanowił przenieść na karty powieści, niestety z bardzo marnym skutkiem.

Kolejnym problemem jest kompletny brak ekspozycji

Bohaterowie pojawiają się i znikają, niby są, mamy jakieś ich relacje i uczucia, ale w sumie ich główna rola to bieganie, krzyczenie, zabijanie i okazjonalne rozmawianie. Jest rzeź w stolicy, później nagle przenosimy się do domku nad rzeką, by przeskoczyć do komnat pałacu, i tak w kółko. W pewnym momencie nie wiedziałam co się w tej książce dzieje i szczerze mówiąc, niewiele mnie to obchodziło. Dodajmy do tego trochę bardzo taniej i niesmacznej erotyki i naprawdę nie ma co z tej książki zbierać. Bohaterowie zupełnie papierowi, opisani bardzo skąpo, nie do polubienia. Jedynym promyczkiem nadziei była postać Johna Dee, którego autor wykreował na bardzo interesującego bohatera. Niestety, kreacja ta pozostawia sporo do życzenia. Fragment z oddawaniem moczu pominę, bo naprawdę nie chcę się już nad Oliverem Clementsem pastwić, ale chłopie, to naprawdę było złe. Po prostu złe.

A jednak książka ta ma kilka plusów

Po pierwsze, sama intryga, spisek jest naprawdę ciekawy. Styl trochę się poprawia mniej więcej w 1/3 książki, chociaż telegraficzne zdania wracają od czasu do czasu niczym bumerang. Dialogi nie są tak drewniane i nierzeczywiste jak na początku, dzięki czemu późniejsze rozdziały czyta się w miarę przyjemnie. Na plus zasługuje też fakt, że autorowi udało się oddać klimat Londynu tamtych czasów, dzięki czemu mogłam choć trochę się do tej powieści „przenieść”. Ogólnie sam pomysł był świetny, tylko chyba po prostu autorowi zabrakło umiejętności. Nie mogę tej książki niestety polecić wszystkim, a szkoda, bo brakuje powieści historycznych na rynku wydawniczym. Chciałoby się po prostu powiedzieć: niezła próba, ale nie tym razem.  

“Oczy królowej” sprawdzą się natomiast wśród fanów krwawych, może nie najlepiej napisanych thrillerów, za to z ciekawym spiskiem w tle 😉

Egzemplarz przedpremierowy dostarczył Dom Wydawniczy REBIS.


Tytuł: Oczy królowej
Autor: Oliver Clements
Wydawca: Dom Wydawniczy REBIS
Data premiery: 29-06-2021
Liczba stron: 344
ISBN: 978-83-8188-287-3

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

12 + 16 =

Magazyn Hipogryf