„Obcy: ósmy pasażer Nostromo” – książka na podstawie filmu

„Obcy: ósmy pasażer Nostromo” – kto nie zna tego filmu? Jako dziecko lat 90′ pamiętam doskonale te pełne napięcia wieczory, gdy całą rodziną siedzieliśmy w półmroku wgapiając się w ekran, na którym genialna Sigourney Weaver biegała po labiryncie z metalu i kabli, uciekając przed wielkim, obrzydliwym stworem. Uwielbiałam ten film, mimo że w najgorszych momentach zasłaniałam dłońmi oczy, a później dziwnym trafem wolałam nie wyłączać do zasypiania światła 😉 I chyba właśnie przez sentyment kupiłam tę książkę na Krakowskich Targach. Gdy zobaczyłam tę okładkę, nie mogłam się jej oprzeć, mimo że wiedziałam, że to powieść napisana na podstawie scenariusza, z którym Ridley Scott wkroczył na plan filmu. A wiadomo, że do tego typu powieści należy podchodzić ze sporą rezerwą.

 

Moja rezerwa nie wynikała jednak tylko z tego, że powieść nie była pierwowzorem filmu, lecz także z tego, że ze Sci-Fi zdecydowanie mi nie po drodze. Światy z kabli, metalu i szkła to zdecydowanie nie moja bajka. Potwory z kosmosu może trochę bardziej, ale nigdy nie leżały w kręgu moich zainteresować czytelniczych. Nie miałam więc wysokich wymagań i początkowo wydawała się, że tylko dzięki temu dam radę przebrnąć przez tę książkę. Pełną nowych słów, których nie rozumiałam, technicznych smaczków, które mnie nie kręcą i surowej atmosfery statku kosmicznego, za którą nie przepadam – a przynajmniej tak mi się wydawało. Z każdą kolejną stroną zdawałam się jednak przenosić z bezpiecznego mieszkania na korytarze statku kosmicznego „Nostromo”. Poznałam i polubiłam jego załogę, byłam świadoma stosunków, jakie są pomiędzy jej poszczególnymi członkami. Niewiele pamiętam z filmu, ale mam wrażenie, że właśnie na takie rzeczy nie było w nim miejsca. W filmie liczyła się przede wszystkim akcja, jej spowalnianie, jump scare, i znowu akcja. W książce autor pokusił się o opisanie uczuć bohaterów i ich motywacji. W końcu dowiedziałam się, skąd te wszystkie idiotyczne i ryzykowne działania bohaterów. Nie musiałam krzyczeć do książki, tak jak kiedyś do ekranu telewizora (bynajmniej nie płaskiego w tamtych czasach 😉 ) „Dlaczego tam biegniesz, nie biegnij tam, głupia!”, bo wiedziałam, dlaczego tam biegnie i rozumiałam jej wybór.

 

Dodatkowo na plus zadziałało u mnie to, że film oglądałam bardzo, bardzo dawno temu, i nie pamiętałam kluczowych dla akcji momentów. Jeden zwrot akcji szczególnie mnie zaskoczył i bardzo pozytywnie wpłynął na ogólny odbiór lektury. Klimat, doskonale przeniesiony z filmowego pierwowzoru na karty powieści, sprawiał że czułam się nieco przytłoczona, przestraszona i jednocześnie niesamowicie zaciekawiona, jak to wszystko potoczy się dalej. Oczywiście pamiętałam najważniejszą rzecz z samego końca, ale nie miałam pojęcia, jak do niej doszło, dlatego napięcie nie opuściło mnie do ostatniej strony.

 

Nie jest to z pewnością arcydzieło literatury – opisy mogłyby być dłuższe i bardziej żywe, z chęcią dowiedziałabym się jeszcze więcej o niektórych bohaterach, no i nie zapomnijmy, że autor, dzięki scenariuszowi, miał w zasadzie wszystko podane na tacy. ALE – ta książka to nie jest klasyk, który musi być wybitny i wyjątkowo genialnie napisany. Jest to książka napisana w celach rozrywkowych i w tych właśnie sprawdza się zna-ko-mi-cie. Muszę przyznać, że ta powieść nie tylko bardzo mi się spodobała, ale też rozbudziła apetyt na więcej takich historii. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

szesnaście + 19 =

Magazyn Hipogryf