Nowe oblicze Mastertona w Suszy

graham masterton susza recenzja książki

Tęsknota za słońcem jest największa podczas ulewy. Jeśli jednak ostatnia kropla spadła z nieba niemal 3 lata temu… Całe Stany Zjednoczone wyczekują upragnionego deszczu, a tymczasem temperatura powietrza na zewnątrz dochodzi do 50 stopni Celsjusza. Jeziora i rzeki wysychają, kończą się wszelkie rezerwy. Władze miasta San Bernardino decydują się racjonować wodę, regulacje zaczynając od najbiedniejszych dzielnic. Pracownik socjalny Martin Makepeace zajmuje się ubogimi i dysfunkcyjnymi rodzinami, co jest tym trudniejsze w obliczu klęski żywiołowej.

Brak wody obudził w ludziach najgorsze instynkty, na ulicach wybuchają zamieszki. W rodzącym się chaosie syn Martina został wrobiony w gwałt i morderstwo. W ciągu kilku godzin świat wywrócił się do góry nogami i stanął na progu apokalipsy. Policja sobie nie radzi, rządzący patrzą tylko na własny interes, a zwykli obywatele są zabijani w imię prawa silniejszego. A to wszystko za sprawą braku wody… Matrin staje nagle przed sytuacją kryzysową, która zdaje się przerastać możliwości przeciętnego człowieka. Ale Makepeace nie jest przeciętny i tak długo, jak trzyma w dłoni broń, nic nie jest mu straszne. Zapłaci każdą cenę za bezpieczeństwo swojej rodziny.

Kraina słońca i pyłu

Graham Masterton ma już swoją renomę na rynku horrorów. Twórca cyklu Manitou, ojciec Rytuału i Kostnicy… Jego nazwisko kojarzy się nieodłącznie z dwoma rzeczami – seksem i krwią. I w Suszy tego nie brakuje! A jednak nie jest to horror, a thriller katastroficzny. Nie ma tu wątków paranormalnych ani cienia przerażającej mistyki. Nie ma duchów ani ludożernych sekt, a i tak jest strasznie.

Susza Mastertona przedstawia świat tuż za progiem apokalipsy. Brak tak podstawowej rzeczy, jak woda wypacza człowieczeństwo. Jeden zakręcony kurek w wodociągach decyduje nagle o życiu ponad półtora miliona ludzi. Podstawowe potrzeby nie mogą być zaspokojone. Nie można się umyć, nie da się nic ugotować, ani nawet spłukać wody w toalecie, nie mówiąc już o zaspokojeniu zwykłego pragnienia.

Make love, not war

Bohaterowie radzą sobie, jak mogą z sytuacją, z którą przyszło im się zmierzyć. Martin Makepeace jest byłym członkiem marines, który nie radzi sobie z Zespołem Stresu Pourazowego. Jego doświadczenie zdobyte w Afganistanie jest kluczowe dla przetrwania jego rodziny i przyjaciół. Wspomnienia powodują ból, przez który Martin jest jak tykająca bomba, a jego najbliżsi są w polu rażenia. Masterton bardzo dobrze zbudował tę postać, a cały stres, któremu Martin zostaje poddany, uwydatniają jego napady agresji. Autor bardzo obrazowo przedstawia to, co się dzieje z weteranem, który wojnę opuścił jedynie fizycznie…

Jeśli chodzi o postaci drugoplanowe i ich ogólny rys charakterystyczny, to Masterton się nie popisał. Są poprawnym i potrzebnym, ale jedynie tłem dla postaci Martina. Autor skupił się głównie na ciągłej i wciągającej akcji. Cały czas coś się dzieje, bez chwili wytchnienia bohaterowie muszą stawić czoła nowym wyzwaniom. Susza Mastertona jest jak film akcji z Jasonem Stathamem, tylko zamiast Franka Martina, mamy Martina Makepeace’a, ucieleśnienie amerykańskiego bohatera wojennego.

Gdy czytałam Suszę, w mojej miejscowości było upalnie, temperatura dochodziła do 37 stopni. W San Bernardino było niemal 50 stopni. Ja, czytając, popijałam wodę z butelki. W San Bernardino ludzie trafili życie dla kilku kropel. Żadnych duchów, żadnych potworów, a i tak miałam ciarki. Nie trzeba wiele, by fikcja Suszy stała się naszą rzeczywistością. Zaśmiecone plaże, śmieci w lesie, hektolitry marnowanej wody… Ale trochę miłości okazanej naszej planecie i szacunek do każdej kropli zużywanej wody to niewiele, a może okazać się zbawienne. I tak, to nasze codzienne zużycie wydaje się niczym, wobec tego, jak na środowisko wpływają wielkie koncerny i fabryki, ale wielkie zmiany trzeba zaczynać od siebie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hipogryf.pl