Noli Me Tangere! – przypowieść o konsekwencjach

Noli Me Tangere! – według Ewangelii Jana, te aramejskie słowa, zmartwychwstały Jezus skierował do Marii Magdaleny. Tłumaczy się je jako „nie dotykaj mnie” lub „nie zatrzymuj mnie”, a osoba, która według przypowieści je usłyszała, to Apostołka Apostołów. Próbowano ją już zdetronizować do roli ladacznicy, zmarginalizować jej znaczenie w instytucji Kościoła, a tu Andreas Hoff postanawia przybliżyć czytelnikom jej postać.

 

Zmora z Martwego

 

Gdy podnoszą się poranne mgły, z łóżek wstają mieszkańcy wsi Martwe. Ich błogą rutynę dnia codziennego przerywa jednak makabryczne zdarzenie – młoda, piękna mieszkanka wsi zostaje znaleziona martwa na ścieżce w lesie. Maria Magdalena, bo tak miała na imię ofiara, leży w nienaturalnej pozie, z poderżniętym gardłem… Nim jej krew wsiąknie w piach, sprawa przybierze dziwny obrót, kierując spojrzenie wszystkich na biblijną Marię Magdalenę.

 

Książka nie jest idealna. Znajdziemy tu kilka potknięć językowych, niedociągnięć, miejscami słownictwo jest ubogie, przez co widać pewne braki warsztatowe. Jest kilka błędów logicznych, drobnych absurdów, wygodnych skrótów i nienaturalnych rozmów – nie wiem, naprawdę nie wiem, skąd u autorów potrzeba wciskania nic niewnoszących dialogów. Ukazać postać można na wiele innych i dobrych sposobów! Rozmowa o byle czym, nie wnosi nic do lektury i nijak nie pokazuje prawdziwej natury bohatera. Stąd też postaci występujące w książce poznajemy raczej pobieżnie. Brzmi kiepsko, co? A jednak… Podobało mi się!

 

 

 

Co by było, gdyby…

Motyw apokryfu Marii Magdaleny i klątwy Marii Magdaleny Uteht był świetny. Historia kobiety i Krzysztofa Tuczyńskiego de Wedel jest napisana dużo lepiej – język nadal nie jest kwiecisty niczym u Mickiewicza, ale tutaj ta skromność nadaje surowego piękna opowieści. Język staropolski, rys historyczny i wątki fabularne są jak bita śmietana na kruchym ciasteczku religijnego aspektu książki. Te rozdziały mogłabym czytać w kółko, ich treść podważa podstawy wiary chrześcijańskiej, pokazuje idylliczną wręcz, a jednak niedostępną, wersję wydarzeń, które mogłyby być rzeczywistością, gdyby… Pewni mężczyźni nie bali się kobiet.

 

 

Politycznie prztyczki w tekście sprawiły, że z jednej strony się uśmiechałam pod nosem, a z drugiej widziałam w nich przerażającą analogię do przedstawionej historii. Noli Me Tangere! pokazuje, jak wąskie grono osób jest w stanie decydować o życiu milionów, jak oderwani od rzeczywistości ludzie kreują świat wedle własnego widzimisię. I jak bezradna jest jednostka, wobec obojętności tłumu.

 

Co za dużo, to niezdrowo

 

Mam wrażenie, że autor potraktował część współczesnego kryminału trochę po łebkach, za to historię zmory i de Wedla napisał z sercem – żałuję bardzo, że nie zdecydował się rozwijać tego wątku. Gdyby Heff zrezygnował z motywu współczesnego kryminału, mogłaby być to wspaniała fikcja historyczna.

 

À propos… Lubię szukać ciekawostek i szperać w Internecie. Zwróciłam więc uwagę na pewne nieprawidłowości między wstępem autora a faktami historycznymi. Wedle najsławniejszej encyklopedii online, koptyjski rękopis Ewangelii Marii Magdaleny znaleziony został dopiero w 1896 roku, ciężko więc by tłumaczył ją żyjący w XVI wieku Jakub Wujek. Jednak, skoro już wiadomo, że się na ten temat wypowiedziałam, jasne jest, że ekspertem nie jestem. Nie skupiając się na autentyczności, sama historia jest bardzo wciągająca i godna polecenia, pokazuj skrywane oblicze Kościoła i zmusza do refleksji nad prawdziwością fundamentów wiary chrześcijańskiej. Ocenę wstępu pozostawię więc tym, którzy się znają – przeczytajcie, pomyślcie i dajcie znać!

 


 

https://i1.wp.com/hipogryf.pl/wp-content/uploads/2020/11/recenzja-noli-me-tangere-hipogryf-scaled.jpg?resize=1152%2C1536&ssl=1

 

Tytuł: Noli me tangere!
Autor: Andreas Hoff
Wydawca: Novae Res
Data premiery: 30-10-2020
Liczba stron: 224
ISBN: 978-83-8219-053-3

Nanaia

Nanaia

Meredith Brooks, w jednej ze swoich piosenek napisała kiedyś „I'm a little bit of everything, all rolled into one” - i ten cytat chyba najlepiej oddaje to, jaka jestem. Czytam, rysuję, piszę, strzelam z łuku i działam w grupie rekonstrukcyjnej... Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, na pewno będzie o czym pisać.

%d bloggers like this: