Naciągnij, celuj, puść! – Łucznicy Sanoka na miejsca!

Łucznicy Sanoka meldują się na rozkaz!

Napinanie łuku jest jak podróż w czasie. Na dłoni czuć napierający majdan, palec ciągnie cięciwę, naginając ramiona łuku do woli człowieka, strzała gotuje się do lotu prosto w cel. Przez ten moment, gdy tworzy się synergię ze swoją bronią, czuć oddech historii na karku. Nie ma celownika ani wybuchu, który pchnąłby nabój – jest tylko kontakt ciała z drewnem, które tworzy w tym momencie niezwykłą maszynę. By nie zawodziła, potrzebny jest wysiłek zarówno fizyczny, jak i psychiczny.

Co łączy Władcę Pierścieni, Igrzyska Śmierci i Avengersów? Legolas, Katniss i Hawkeye to świetni wojownicy, którzy za pomocą łuku i strzały zmieniali bieg historii. Sanok nie jest gorszy od Hollywood i też swoich łuczników ma!

Niedziela dla Łuczników Sanoka

Strzała Kupidyna

Gruby bobasek napiął swój łuk i trafił w sam środek tarczy. Łucznicy Sanoka to stowarzyszenie, które zrzesza fascynatów tej broni. I choć łuki mogą być różnego rodzaju, jak na przykład sportowe lub bloczkowe, najbliższe im są te tradycyjne. Nie mają one kołowrotków ani półek i, choć współcześnie robi się je z nowocześniejszych materiałów, są najbliższe historycznym odpowiednikom. Włókno szklane czy żywica epoksydowa sprawiły, że łuki są trwalsze i łatwiejsze w utrzymaniu, ale nie utraciły swojego pierwotnego charakteru. Ich surowe piękno jest urzekające i pozwala na naturalniejszy kontakt łucznika z jego bronią.

Historia pokazuje, w jaki sposób łuki przez całe stulecia były podstawową bronią do polowań i walki na dystans. Najróżniejsze regiony świata dostosowywały je do swoich potrzeb, nadając im indywidualną długość i kształt. Współcześni łucznicy mają do dyspozycji całe dziedzictwo epok broni miotanej. W szeregach Łuczników Sanoka są łuki długie i krótkie, tureckie, koreańskie, węgierskie, scytyjskie, a nawet japońskie Yumi!

Byle do celu

Korzystanie z łuku zmusza do ciągłej nauki, wprowadzania korekt i dostosowania się do warunków, w jakich przychodzi łucznikom strzelać. Najmniejszy błąd wpływa na jakość strzału i może być zarówno kosztowny, jak i niebezpieczny. Wydaje się to wszystko trudne, ale gdy stoi się z łukiem w dłoni naprzeciwko celu, wiele rzeczy przychodzi bardzo naturalnie. Sanockie stowarzyszenie to mieszanina łuczników o różnym stopniu zaawansowania w sztuce, ale wyjątkowo równym traktowaniu. W każde niedzielne popołudnie Łucznicy spotykają się na swojej strzelnicy, żeby wymienić się ploteczkami, podpatrzonymi sztuczkami i nowymi nabytkami. Tutaj każdy uczy się od każdego, tworząc profesjonalne grono hobbystów i przyjaciół. A kto uczy lepiej niż sama historia?

Wszystkie wieki śmierdzą równo

Turnieje historyczne to najlepszy moment do uczczenia tradycyjnego łucznictwa. Połączenie rekonstrukcji historycznej z zawodami łuczniczymi to prawdziwe święto. I tak jak w przypadku łuków, tak i w rekonstrukcji, ile Łuczników w Sanoku, tyle epok. W tym tyglu kultur z X i XI wieku są Wikingowie, Waregowie i Rusini, a nawet koczownicy i Indianista, wszyscy pod przewodnictwem siedemnastowiecznego polskiego pancernego. W 2020 roku Łucznicy Sanoka byli w Tarnowie na Zamkomanii i w Opatowie na Iron Campie. Każdy z tych wyjazdów, poza wspaniałymi przyjaźniami, dał łucznikom okazję do szlifowania własnych umiejętności i… Charakterów. W końcu po każdej bitwie, nawet tej kontrolowanej, jest biesiada! Wspólne świętowanie to najlepsze zwieńczenie wszystkich trudów i wyrzeczeń, jakie niesie ze sobą sztuka łucznicza.

Strzałeczka!

Łucznicy Sanoka to stowarzyszenie ludzi wychowanych przez Robin Hooda i Legolasa, którzy dziecięce fantazje przenieśli na grunt rzeczywistości. Strzelając do celów w lesie lub przechadzając się po obozie historycznym, przenoszą się do świata, o którym marzyli. Stowarzyszenie poważnie traktuje czasy, o jakich chce opowiadać podczas rekonstrukcji i z odpowiednim respektem traktuje broń, jaką się posługuje, ale świetnie się przy tym bawi, pamiętając, że najpełniej czuje się swoją pasję, jeśli sprawia ona przyjemność!

Razem z Łucznikami Sanoka będę wprowadzała czytelników w świat tej wspaniałej sztuki.

PS. Na lipiec 2021 roku stowarzyszenie ma wielkie plany, ale o tym następnym razem!

Za zdjęcia dziękuję serdecznie fotografom Lucjuszowi z SITIS (https://www.facebook.com/macksitis) i łuczniczce z Sanoka Aleksandrze Rydosz!

Łuczników Sanoka możecie śledzić na Facebookuhttps://www.facebook.com/Stowarzyszenie-%C5%81ucznicy-Sanoka-350077508497951/

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewięć + dziewiętnaście =

Magazyn Hipogryf