Mitsurugi Kamui Hikae — japońska licealistka vs. horda fanów Daft Punk

Przeklęty miecz, licealistka w mundurku i horda demono-robotów do wybicia? Czego chcieć więcej?!

 

 

Mitsurugi Kamui Hikae jest przedstawicielem gatunku hack n’ slash, takich jak dobrze znana seria Devil May Cry czy Bayonetta. Chociaż muszę przyznać, że mi osobiście Hikae niezmiernie kojarzy się z nieco mniej znanym u nas tytułem, mianiowicie: Onechanbara.

 

Twórcą Mitsurugi Kamui Hikae jest Zenith Blue – niewielkie niezależne studio z Japonii.

 

Po tych słowach nie powinno więc dziwić, że Mitsurugi Kamui Hikae jest grą pozbawioną większej logiki, pełnej dynamicznej akcji i klimatem prosto z jakiegoś anime!

 

No ale wszystko po kolei.

 

 

Steam prawdę Ci powie

 

Do gry przekonały mnie komentarze na Steam’ie. Szukając jakichś nowości, natknąłem się na ów tytuł, a po kilku dziwnie pozytywnych opiniach uznałem, że dam tej grze szansę.

 

 

Historia jak z japońskiego filmu klasy B

 

Fabuła opowiada… w sumie to o niczym nie opowiada, bo historyjka, jaka została nam zaserwowana, raczej nie może zostać nazwana fabułą. Główną bohaterką jest Misa, kapłanka ze świątyni i mistrzyni walki mieczem, której to rodzina od pokoleń szkolona była do walki z demonami.

 

 

Traf chciał, że akurat jest przyjaciółka z klasy – Suzuka, weszła w posiadanie przeklętego miecza, zabiła nauczyciela i opętana złą mocą przywołała rzeszę robotów. W wyniku czego nasza bohaterka musi iść uratować świat. The End.

 

 

I oczywiście nikt nie trudzi się na wyjaśnienia, typu: skąd ten miecz się w ogóle wziął? Czemu akurat roboty? Demony się skończyły czy jak? No i co do tego wszystkiego miał nauczyciel? Ale nie ważne! Misa już po chwili staje w szranki z całą hordą fanów Daft Punk i kilkoma transformersami a cała fabuła zostaje zmieciona gdzieś pod dywan.

 

 

Oprawa graficzna Mitsurugi Kamui Hikae nie powala

 

Co prawda grze nie można zarzucić, że jest jakoś przerażająco brzydka. No i trzeba przyznać, że przy jej rozmiarach (200 MB) też nie można za wiele też oczekiwać, ale jak na produkcję z 2014 roku to mogło być lepiej.

 

 

Sam design postaci, a w szczególności demonicznych robotów jest świetny, jednak znowu, jest ich tak mało, że cały czas praktycznie walczymy z tymi samymi przeciwnikami, jedynie w inny kolorach. Chociaż bossy wyszły moim zdaniem naprawdę świetnie. Z lokacjami niestety się nie postarano, bo wyglądają po prostu nijako. Takie, żeby było jedynie coś w tle.

 

 

Z dźwiękami też mogło być lepiej

 

O udźwiękowieniu też za dużo dobrego powiedzieć nie można, muzyka jakaś tam jest, ale przyznam szczerze, że pierwszą rzeczą, jaką zrobiłem, było właśnie jej wyłączenie. Zamiast tego w tle leciała moja prywatna playlista.

 

 

Dźwięki miecza są nawet znośne, niestety okrzyki, a raczej jęki głównej bohaterki już mniej.

 

Poziomów jak na lekarstwo

 

O samych lokacjach można napisać, tyle że są 4, wszystkie to zamknięte areny gdzie przyjdzie zmierzyć się nam z kilkoma falami przeciwników i jednym bossem. Przejście całej gry to czas około jednej godziny. Zdecydowanie za krótko jak na produkt, który obecnie kosztuje 10 dolców.

 

 

A jednak w Mitsurugi Kamui Hikae jest coś dobrego

 

No dobra, ponarzekałem, pokazałem, że fabuła, grafika i dźwięk ssie, to teraz czemu w ogóle to trafiło na bloga? Otóż już od dłuższego czasu żadna gra nie dała mi tyle przyjemności z bezmyślnego młócenia w przyciski na padzie! Siekanie przeciwników w Mitsurugi Kamui Hikae jest tak przyjemne i uzależniające, że zaraz po skończeniu gry odpaliłem ją jeszcze raz, a potem jeszcze kolejny.

 

 

Gra, w którą po prostu przyjemnie się gra

 

Mamy kilka rodzajów ataków, zdobywamy doświadczenie, za które możemy odblokować nowe ruchy czy kombosy, możemy też odblokować nowe skiny i poziomy trudności. Do tego mamy klimat rodem z anime, licealistka w szkolnym mundurku pomyka z mieczem, ćwiartując wszystko, co się pod niego nawinie.

 

 

Mitsurugi Kamui Hikae to taki trochę biedny Onechanbara

 

Japończycy jednak potrafią zrobić coś, co wyglądem i wykonaniem nie zachęca, ale jak już się spróbuje, to potem ciężko odłożyć pada. Gra zostawia ogromny niedosyt i mimo że nie ma jej nawet co porównywać do przygód takiego Dantego,  to trochę blisko tutaj do starego Onechanbara (znanego też jako Zombie Hunter) na PS2 (które to też opowiadało o przygodach niewiasty polującej na drugą pannę odpowiedzialną za atak demonów na ulicach).

 

 

Zarówno w Devil May Cry jak i Onechanbara było wiele aspektów, których bardzo brakuje w Mitsurugi Kamui Hikae, jak chociażby przeciwnicy umiejący myśleć. Przez większość czasu mamy wrażenie, że stajemy do walki z manekinami błądzącymi po omacku.

 

 

Podsumowując

 

Czy gra warta jest zakupu?

Zależy… 10 dolarów to tak naprawdę mamy Devil May Cry 4 w pudełkowym wydaniu u nas w Polsce. Więc gdybym nie miał DMC oczywiście wybór padłby na ten drugi tytuł. Jeśli jednak ktoś może sobie ot, tak pozwolić na wydanie dychy na 1 godzinę grania to, czemu by nie?

 

 

Ale chwila! To jest Steam, tu się kupuje za pół ceny. Więc tym którzy zamierzaliby kupić, radzę zaczekać, wcześniej grę można było spokojnie kupić za niecałe 3 dolce i to jest kwota, która można za nią zapłacić. Może w niedługim czasie znowu będzie na jakiejś wyprzedaży.

 

Link do gry

 



 



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

11 − 8 =

Magazyn Hipogryf