Misja Odrodzenie – MEGARECENZJA drugiego tomu Death Bringera

Hej hej galaktyczne Hipogryfy! Witajcie w recenzji książki Adrianny Biełowiec: Misja Odrodzenie — drugiego tomu w trylogii Death Bringer i kontynuacji recenzowanego przeze mnie wcześniej Onkalota. Po raz kolejny wskakujemy do Zodiac Universum i sprawdzamy co tam się dzieje u naszego ulubionego kosmicznego kitku.

Misja Odrodzenie – recenzja w 3 aktach

Akt 1 – Co tu się właściwie dzieje

Jak niosą wieści z okładki:


Po wydarzeniach w „Onkalocie” Pierwszym Dygnitarzem Galaktycznym zostaje Kiret Biffter. W imperium dochodzi do zamachów i zamieszek. Jednocześnie z innego wszechświata napływa fala uchodźców, za którymi podąża potężny wróg. Nieśmiertelnym grozi zagłada. Zhańbiony Kiret postanawia przywrócić do życia legendarnego władcę, organizuje więc wyprawę do niebezpiecznego wymiaru, gdzie żyje istota gorsza i okrutniejsza niż sam najeźdźca.

Ja za to dodam od siebie, że mamy naszych starych znajomych z pierwszego tomu, plus całą garść nowych i ciekawych postaci i też fajne połączenie starych wątków z Onkalota z tymi nowymi z Misji Odrodzenie. Trochę czasu upłynęło po wydarzeniach z jedynki, tym samym Zodiac Universum też jest już nieco inne, można by powiedzieć – bardziej rozwinięte, a samo Imperium to już nie są „ci źli”. Nie znaczy to, że w kosmosie zabrakło konfliktów, ba, nawet są jeszcze lepsze niż w Onkalocie! Tym samym dużo się dzieje i jest o czym czytać.

Akt 2 – Co mi się podobało

Bardzo, ale to bardzo dużo. Naprawdę tutaj jest tyle rzeczy, które mógłbym wymieniać, że noc by nas zastała. Postaram się to jednak zbić w trzech krótkich podpunktach:

1) Dobrze napisani bohaterowie

Zacznę od tego, że postacie są naprawdę dobrze napisane. Z przyjemnością nie tylko śledzimy poczynania Kireta Bifftera czy Q’ualela, ale też bardzo dobrze poprowadzono dialogi między bohaterami (tymi dwoma w szczególności), jak i też ich przemyślenia na temat obecnej sytuacji. Kiret sam w sobie jest świetnie zrobioną postacią i pomimo tego, że świat kręci się bardziej wokół naszych kotołaków, to aż miło by było przeczytać jakieś short story z Biffterem, np. z początku jego wojskowej kariery. Oczywiście, żeby to docenić, trzeba najpierw zapoznać się z pierwszym tomem (o czym piszę w akapicie „Co mi się nie podobało?”), ale zakładam, że nikt raczej nie zaczyna przygody od tomu drugiego.

2) Różnorodność elementów, z jakich składa się ta książka

Jeśli myślicie, że to będzie zwyczajne science-fiction, gdzie strzelają z laserowych pukawek i latają statkami w nadprzestrzeni, to mocno się zdziwicie. Misja Odrodzenie (podobnie jak wcześniej Onkalot) zgrabnie miesza futurystyczną technologię z wiarą w bóstwa i nadprzyrodzonymi zdolnościami. Tym samym już na początku książki pojawiają się takie sceny jak walka uzbrojonych w zaawansowane technologicznie zbroje i bronie wojaków, przeciwko reanimowanym szkieletom. Zresztą to tylko zapowiedź tego, co jest dalej — bo i mamy pradawne świątynie, cały wątek z bóstwami, różne zagrywki polityczno-militarne w dążeniu do władzy, nawet jest multiwersum i uchodźcy z innych światów (bardzo ciekawie opisane i trochę przypominające to, co działo się w Unii Europejskiej parę lat temu). No i mógłbym tak długo wymieniać i wyliczać, ale tutaj poprzestanę, bo zaraz streszczę pół książki. Chcę też przez to powiedzieć, że książka jest naprawdę pełna. Jest dużo wątków, jest dużo ciekawych elementów i momentami miałem wrażenie, że Onkalot był tylko prologiem do tego, co dzieje się w Misji Odrodzenie. Trochę czułem tutaj taki vibe z pierwszego STARGᐰTE, gdzie co chwila pojawiało się coś nowego, a mimo to była utrzymana ciągłość i to po prostu razem fajnie współgrało.

3) Dużo dodatkowych info i innych smaczków

Tutaj też chciałbym wspomnieć o tym, że książka jest całkiem fajnie „zbudowana”. Praktycznie każdy opis jakiegoś specyficznego urządzenia albo technologii ma swoje wyjaśnienie na dole strony, na której się pojawia. Co jest naprawdę super, bo:

  • nie przerywa akcji książki, aby wyjaśnić czytelników co to jest,
  • nie ma potrzeby wprowadzania „postaci idioty” któremu trzeba tłumaczyć co to jest, bo on nic nie wie (zabieg, który widzę w naprawdę wielu książkach, chociaż przeważnie jest dobrze zrobiony, to tu na taką postać nie byłoby miejsca),
  • pozwala naprawdę dobrze opisać o co chodzi, tak trochę podręcznikowo i była to dla mnie wartość dodana, która urozmaicała mi czytanie tej książki.

Zresztą, zamiast to opisywać, po prostu pokażę wam na zdjęciach, o co mi chodzi:

Jak dla mnie, pomysł świetny. Co prawda nie jestem fizykiem i nie wiem, czy opisane rzeczy są naukowo możliwe, ale i tak jest to dużo lepiej zrobione niż niektóre powieści, które wyjaśniają wszystko użyciem antymaterii.

Akt 3 – Co mi się nie podobało?

Nie tyle, co mi się nie podobało, a bardziej sprawiało, że ciężko z początku czytało… Mianowicie! Obstawiam, że autorka zakładała, że czytelnik sięgnie po drugi tom niedługo po przeczytaniu pierwszego oraz pamięta, co się działo i kto jest kim. Jednak w moim przypadku tak nie było, pomiędzy pierwszym a drugim tomem wchłonąłem naprawdę pokaźną ilość książek i szczegóły z jedynki po prostu zapomniałem. Tym samym, kiedy sięgnąłem po Misję Odrodzenie, dostałem takim infodumpem, że trochę odbiłem się od ściany. Wiedziałem co prawda, o co chodzi, ale ilość bohaterów, jaką dostajemy na „dzień dobry” była dla mnie trochę za duża, przez co musiałem wytężać szare komórki i próbować sobie przypomnieć który bohater drugoplanowy był od czego. Tym samym czułem się trochę, jakbym słuchał babci Wolańskiej z filmu Kogel-mogel z 1988 roku:

Adrianna Biełowiec, Death Bringer i Zodiac Universum

Zarówno Onkalot, jak i Misja Odrodzenie oraz nadchodząca „Wojna z Kandrok” wchodzą w skład trylogii Death Bringer, czyli trylogii dziejącej się w Zodiac Universum stworzonym przez Adrianne Biełowiec. Jednak te trzy książki to nie jedyne pozycje, jakie tutaj mamy (a raczej jakie będziemy mieć, biorąc pod uwagę, że trzecia dopiero się pisze).

Jeśli chodzi o Zodiac Universum — to spod ręki Adrianny Biełowiec wyszła jeszcze Wilcza Księżniczka — samodzielna opowieść z ZU, która może przypaść do gustu tym wszystkim, którym podobał się motyw wilkołaków w Death Bringerze. Poza tym mamy jeszcze Czwartą Szansę, albo też pozycję o tytule „Death Bringer” która powstała w 2016 roku i była pierwotną wersją Onkalota, który z kolei jest początkiem całej trylogii Death Bringera.

Poza tym mamy takie książki sci-fi jak Alfa Jeden, Ognisty Pył czy zapowiedziana na ten rok antologia soft vore — Mroczna Strona Forkisa.

Więc jak widać, autorka nie próżnuje i tworzy nam tutaj całe uniwersum. Powiem więcej, powstało już nawet fanowskie opowiadanie / parodia — będąca alternatywą wydarzeń z Onkalota — Pięćdziesiąt Twarzy Forkisa — jednak jest to pozycja przeznaczona dla fanów vore i zdecydowanie dla czytelnika 18+ o dość wytrzymałym żołądku.

Mało wam?

To co powiecie na darmowy fragment książki? Wtedy samemu będziecie mogli zapoznać się ze stylem, w jakim pisze Adrianna Biełowiec i zdecydować czy chcecie poznać całą historię.

| Link do darmowego fragmentu (38 stron) książki |

Jak podsumowałbym książkę Misja Odrodzenie?

Kontynuacja lepsza od oryginału. Drugi tom czytało mi się lepiej, szybciej i przyjemniej niż Onkalota. No a biorąc pod uwagę, że pierwszą część uznaję za naprawdę fajną książkę, tak też druga jest dla mnie oczko wyżej.

Jestem świadom tego, że nie jest to zwyczajna przygodówka sci-fi i czytelnik, który szuka czegoś łatwego w odbiorze, może po prostu odbić się od tej książki i już do niej nie wrócić. Bo jednak jest tu spora ilość nazw własnych, teorii, postaci i powiązań między nimi czy też połączeń typu „dlatego że w rozdziale X w Onkalocie wydarzyło się Y, to teraz w Misji Odrodzenie jest Z” ale jeśli już wkręcimy się w ten świat, to potem mimochodem zapamiętujemy te dane. Ważne po prostu, żeby książce dać szansę i pozwolić autorce wciągnąć się w jej świat. Sam doceniam wielowątkowość tej pozycji, czy wręcz całej tworzącej się trylogii. Doceniam sposób, w jaki autorka serwuje nam informacje o świecie i co chwila dorzuca jakieś technologiczne ciekawostki, a co najważniejsze — naprawdę zaczynam być fanem bohaterów, jakich wykreowała. Wydaje mi się też, że zarówno Misja Odrodzenie, jak i Onkalot, to książki, do których jeszcze wrócę. Bo jednak są to pozycje, które można czytać drugi czy trzeci raz i za każdym razem zwrócić uwagę na coś innego.

~ Arek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

3 × 3 =

Magazyn Hipogryf