Miseria fortes viros – Mnich i jego uniwersalne przesłanie

Czytając dzieło Lewisa, biblijne przysłowie „Ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi” samo pcha się na usta. Tytułowy mnich, Ambrozjo, jest wzorem wszelkich cnót i cały Madryt jest pod wielkim wrażeniem jego świątobliwości i elokwencji. Żelazne zasady i stoicki spokój mężczyzny budzą powszechny podziw i zachwyt. Nazywają go żyjącym świętym i darem bożym, ale marmurowy pomnik jego cnót zostanie zachwiany przez niezwykłą inteligencję pięknej Matyldy i słodkie spojrzenie młodziutkiej Antonii. Gdy wszyscy wokół zalewają Cię komplementami, tak łatwo się w nich utopić…

 

 

Małe tete a tete współczesności i gotyku

 

Czego nie ma w tej powieści? Kazirodztwo, gwałt, morderstwo, przemoc wszelkiej maści, krew, pot i łzy. A do tego miłość, romans, honor, duchy, zjawy i majaki – słowem, gotyk pełną gębą. Historia, jaką serwuje, nam Mnich obudziła do życia wszystko to, co najlepsze w terror novel. Aura grozy przejawia się nawet w pozornie sielankowych momentach, zostawiając czytelnika w swoistym poczuciu ciągłego zagrożenia. Motywy satanistyczne w XVIII wieku musiały budzić prawdziwe przerażenie. Ale nawet dzisiaj, nazwać to dzieło kontrowersyjnym, to za mało.

Mnich porusza bardzo trudne i delikatne problemy. Krytyka jakiejkolwiek kwestii wiary zawsze jest ryzykowna, a podważanie autorytetów moralnych to zuchwały balans na cienkiej granicy brawury i bezczelności. Autor krytykuje celibat, walkę wiary z pieniędzmi, wytyka ironię miłosierdzia na ustach i pogardy w oczach. Lewis pokazuje, że ciągłe myślenie o anielskim życiu wiecznym zamienia ludzi w potwory w życiu doczesnym. Mimo upływu wieków Mnich niewiele stracił na aktualności i nadal prowokuje do dyskusji o zacietrzewieniu wielu autorytetów i ich wiary we własną nieomylność.

 

Oda do cnót wszelakich

 

Wszystkie postaci w tej powieści są klasyczne dla czasów, w jakich powstały. Oznacza to, że mężczyźni są honorowi, a rycerskość wylewa się im z mężnych serc wartkim wodospadem odwagi, a niewinne i cnotliwe damy są przepiękne w swej skromności. Na szczęście wszyscy oni mają w sobie urok, który pokazuje, że tylko papier i tusz stoją im na przeszkodzie, by być prawdziwymi ludźmi. Zawarte w książce historie miłosne są napisane z odpowiednią dawką romantyzmu i realizmu, dzięki czemu ta gotycka ckliwość się nie przejada. Lewis dosmaczył Mnicha szczyptą horroru i nie bał się nadać ciała takim postaciom jak Brocząca Krwią Mniszka i Żyd Wieczny Tułacz. W miejsce trzepotania rzęsami i kradzionych całusów mamy satanistyczne rytuały i zmysłowe igraszki z mrocznymi siłami. Bohaterowie przeżywają mnóstwo przygód, których akcja mrozi krew w żyłach tak skutecznie, że przykuwa czytelnika do książki na wiele przyjemnych godzin. Serio, brakuje tu tylko policyjnego pościgu ze śmigłowcem!

Choć język Lewisa jest bardzo kwiecisty i metaforyczny, to nie jest męczący. Czytając Mnicha, przez cały czas miałam w głowie stare polskie produkcje, takie jak Znachor czy Noce i Dnie, proste ramiona ich bohaterów, uniesione w górę podbródki i słowa płynące jak nenufary po jeziorze. Emocje, choć wprawnie powściągane, są akcentowane właśnie tam, gdzie ich oczekujemy. Szczególnie jest to wyeksponowane w pewnym łamiącym serce momencie w życiu Agnes i mam wrażenie, że gdyby pokazane to było w sposób bardziej ekspresywny, to takie delikatne, ale wstrząsające chwile jak ta straciłyby na swej mocy.

Mnich swój niepowtarzalny klimat zawdzięcza tej archaicznej manierze, wytwornej i może nieco sztywnej. Niemniej jednak przy całej swojej wykwintności, język jest bardzo sensualny i zmysłowy. Sceny erotyczne rozpalają wyobraźnię i wprawiają w ruch wewnętrzne pokłady namiętności. Gdyby każdy erotyk był napisany z takim smakiem jak Mnich, nie martwiłabym się o stan popularnej literatury!

 

Świętość a dobroć

 

Lewis pokazuje obłudę Ambrozja, który mimo aury świętości ma wiele na sumieniu, i jednocześnie kontrastuje jego obraz z Agnes, która, choć uznana za grzesznicę, jest przecież dobra. Spotkanie się tych dwóch postaci jest jak wrzucenie kamienia do nieruchomego jeziora. Każda akcja pociąga za sobą reakcję, aż w końcu fala wzbiera i wymywa brzeg.

Wewnętrzna przemiana tytułowego Mnicha z każdą stroną staje się równie paskudna, co fascynująca. Już jeden jego krok w stronę grzechu pokazuje, jak blisko brzegu stał bohater. Lewis nawet tłumaczy, dlaczego Ambrozjo postępuje właśnie tak i trochę go usprawiedliwia, część winy zrzucając na karb klasztornego rygoru, który zamiast plewić zło, uwydatnia je. Książka jednak przypomina, że mimo wszystko, wszystkie przewiny i grzechy są odpowiedzialnością człowieka, który je świadomie popełnił i tylko on sam będzie za nie odpowiadał przed własnym sumieniem.

 

Dobrze mieć na czytelniczym koncie taką książkę jak Mnich. Jest pięknie napisana (i oczywiście pięknie przetłumaczona!) i wspaniale oddaje ducha powieści gotyckiej. Niesie morał, który każdy odczyta po swojemu i który na pewno wniesie trochę klasycznej zadumy nad własnym jestestwem.

 

PS. Te ilustracje są zachwycające! 

 


 

 

Tytuł: Mnich
Tytuł oryginalny: The Monk: A Romance
Autor: Matthew Gregory Lewis
Wydawca: Vesper
Data premiery: 12.10.2016 (oryginał w 1796)
Liczba stron: 464
ISBN: 9788377312469

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

3 × trzy =

Magazyn Hipogryf