„Mgły Avalonu” – Legendy Arturiańskie z trochę innej perspektywy.

Chyba wszyscy kojarzymy legendy arturiańskie, ja także myślałam, że je znam, ale gdy przyszło co do czego, okazało się że wiem niewiele. Niby temat znam: król Artur, Lancelot, Ginewra, Merlin, jakaś Pani Jeziora i jakaś tam Morgana i Mordred, co to byli czarnymi charakterami. Ale kto był kim, dlaczego zachowywał się tak a nie inaczej, o co w ogóle chodziło – tego już nie wiedziałam. I być może również dlatego tak dobrze czytało mi się „Mgły Avalonu”, choć nie od razu się polubiliśmy. To moje drugie podejście do tej książki, bo pierwsze nie należało do udanych, tym bardziej więc dziwi mnie, że teraz ta powieść naprawdę przypadła mi do gustu.

 

To, co robi największe wrażenie to rozmach, z jakim została napisana. I ma na to wpływ nie tylko fakt, że poznajemy historię od podstaw, bo pierwszą postacią z jaką mamy do czynienia jest matka Artura, Igriana, jako młoda dziewczyna na początku swej drogi przeznaczenia. Faktycznie to, że akcja powieści ciągnie się przez kilka pokoleń sprawia, że mamy możliwość zatopić się w tym świecie i trwać w nim na tyle długo, by wydał się nam prawdziwy. Ale nie tylko o to chodzi: ta powieść po prostu jest epicka, nie da się tego opisać słowami. I nie mam tu na myśli jakichś wzniosłych opisów wielkich bitew czy czegoś podobnego, bo tego w tej książce nie uświadczycie. Chodzi raczej o wspaniały styl pisania, monumentalne wydarzenia i sposób ich przedstawienia, połączenie świata boskiego i ludzkiego z gracją i lekkością.

 

 

Nie mogę też nie wspomnieć o genialnie wykreowanych bohaterach, a raczej bohaterkach, bo dzięki Marion Zimmer Bradley, mamy okazję poznać legendy Arturiańskiej ze strony kobiet: Igriany, Morgause, Vivianny, Morgiany i Gwenifer, i wierzcie mi lub nie, ale każda z tych kobiet jest całkowicie inna, a jednocześnie są do siebie bardzo podobne, każda z nich ma inne cele, charakter i przeżycia, a jednak z każdą z nich mogłam się niekiedy utożsamić i zawsze rozumiałam ich czyny, mimo że nie zawsze mi się podobały. Najbardziej zalazła mi za skórę Gwenifer, co tu kryć, ale mimo tego że mnie drażniła i irytowała, byłam w stanie zrozumieć jej pobudki i nie potępiałam jej zachowania. Reszta bohaterek zaś, nawet Morgause, miała moją szczerą miłość i sympatię. Kibicowałam im, martwiłam się o nie i przeżywałam z nimi każdy dzień. Jeśli chodzi o mężczyzn, także byli świetnie wykreowani, żywi i prawdziwi, jednak autorka poświęcała im zwykle mniej czasu niż żeńskim bohaterkom. Mimo tego dowiadujemy się o Lancelocie, Arturze, Merlinach czy Mordredzie całkiem sporo i również mamy okazję obserwować ich losy i to, jak nimi kierują.

 

 

Co jeszcze mnie w tej powieści zachwyca to to, że autorka bezbłędnie przedstawiła świat w obliczu wielkich zmian, w tym wypadku religijnych. Jestem w stanie uwierzyć, że właśnie w ten sposób wyglądało wyparcie pogaństwa przez chrześcijaństwo, poprzez stopniowe zagarnianie starych obrzędów i przemienianie ich w swoje własne, poprzez kradzież symboli i świąt… Widać w tym było osobiste poglądy autorki, lecz czy się dziwić dziewczętom służącym Bogini w Avalonie, że ze wstrętem patrzyły na chrześcijaństwo, które łakomie pożerało cały ich świat, aż zostały zepchnięte w mgły…?

 

 

Jest jednak coś, co mnie raziło w tej książce, i nie mogę o tym nie wspomnieć, choć nie zaważyło to znacząco na mojej ocenie: autorka niestety niekiedy robiła z tych mądrych, walecznych i silnych kobiet trzpiotki, które jedyny o czym myślały, to nabrzmiałe „mocą” członki przystojnych rycerzy. No i jeszcze jedno zdarzenie, o którym wspominać nie chcę, by nie spoilerować, jednak nie miało szans zdarzyć się w takim świecie i pasowało do niego jak kwiatek do kożucha. Po prostu niekiedy autorka wplatała w epicką, przepiękną powieść, erotyczne sny pensjonarki, co było niepotrzebne, słabe i odrzucające. Ale poza tym – książka cud, miód, malina.

 

 

Nie dziwię się, że to monumentalne dzieło literatury Andrzej Sapkowski określił jako „jedno z najważniejszych arcydzieł fantasy”. To magiczna powieść, która jest nie tylko świetnie napisana, ale też wciąga i zabiera czytelnika w niesamowitą podróż, o jakich wszyscy przecież, jako czytelnicy, marzymy. Dajcie się otulić mgłom Avalonu – bo warto.

 


 

 

Tytuł: Mgły Avalonu

Autor: Marion Zimmer Bradley

Seria: Avalon

Wydawca: Zysk i S-ka

Data premiery: 04-06-2018 (org. 1982)

Liczba stron: 1160

ISBN: 9788381163521

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

siedem + 2 =

Magazyn Hipogryf