Łzy Mai – smutno, ponuro i ogólnie jakoś tak ciężko

Zabrałem się ostatnio za czytanie serii Czarne Światła autorstwa Martyny Raduchowskiej, czyli książek Łzy Mai oraz Spektrum. Dzisiaj opowiemy sobie właśnie o pierwszym tomie, czyli “Łzach”, które okazały się dla mnie… zaskakująco ciężkie do przeczytania. Zapraszam was do recenzji książki Łzy Mai autorstwa Maryny Raduchowskiej na blogu o fantastyce Hipogryf.pl!

 

O czym jest książka Łzy Mai?

 

“W New Horizon androidy nie śnią o elektrycznych owcach. One marzą o reinforsynie.

W latach 30. XXI wieku technologia jest wszechobecna. Sztuczne organy, implanty, domózgowe wszczepy – ludzkie ciało i umysł można upgrade’ować wedle uznania. Jeżeli oczywiście kogoś na to stać. Biednym pozostaje jedynie reinforsyna. Dla ludzi to geniusz w pigułce. Dla androidów zaś – szansa na odczuwanie emocji. Nie wszyscy są entuzjastami technologii. Na pewno nie Jared Quinn, porucznik wydziału zabójstw. Na pewno nie po Buncie, w trakcie którego zdradziła go jego własna replikantka, Maya. Gdy wraca do pracy w policji, ma zasadę: żadnych cyborgów, żadnych androidów. Nie w jego zespole. Tymczasem po New Horizon grasuje zabójca nieuchwytny dla policyjnych systemów. Dla Quinna to jak wygrana na loterii – powrót do tradycyjnych metod śledczych. Ofiarą jest młoda kobieta. Widział ją już.
W swoich koszmarach.

Czyżby to on był mordercą?”

 

Łzy Mai jak Blade Runner?

 

Już na starcie mamy nawiązanie, do której książki autorem jest znany wszystkim Philip K. Dick, czyli: Do Androids Dream of Electric Sheep? (Czy androidy śnią o elektrycznych owcach?), a już w samym opisanie są wspominanie replikanie. No i tu jest moim zdaniem pierwsza wada, która w sumie powinna być zaletą – autorka bardzo mocno zainspirowała się filmem Blade Runner (Łowca androidów) oraz wspomnianą już książką. No i mam wrażenie, że nasza autorka porwała się trochę z motyką na słońce. Blade Runner ma masę die hard fanów, którzy uważają to za arcydzieło kinematografii i sci-fi, więc niestety, ale może trafić na bardzo ciężką publikę, w tym i mnie!

 

Styl autorki:

 

Jest smutno, jest ponuro i ogólnie jakoś tak szaro. Mamy kryminał sci-fi, który bardzo chce być nowym Blade Runnerem i inspiruje się też trochę filmami NOIR. No i to może naprawdę się podobać. Jak ktoś jara się takimi klimatami, to faktycznie mogę tutaj książkę polecić. Bo dla samego klimatu, można ją przeczytać.

 

Jak oceniam książkę Łzy Mai?

 

Problem w tym, że tak jak nie pokochałem Justice League, tak nie pokochałem tutaj Łez Mai – było po prostu za szaro. Lubię jak jest równowaga, jak w Avengersach – jest smutno i śmieszno, takie pół na pół. Kiedy wszystko jest ponure…. no to zaczyna to za bardzo przypominać nasze codzienne życie, a nie tego szukam w książkach. Dlatego też nie pokochałem bohaterów tak bardzo, jak pewnie by autorce zależało, brakował mi tutaj czegoś do przełamania tego klimatu.

 

 


 

 

Tytuł: Łzy Mai

Autor: Martyna Raduchowska

Wydawca: Uroboros

Data premiery: 04.07.2018

Liczba stron: 416

ISBN: 978-83-280-5459-2

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

5 × pięć =

Magazyn Hipogryf