Książki na podstawie filmu? ft. Star Wars Ostatni Jedi

Hej Hipogryfy! Witajcie w kolejnym książkowym wpisie na blogu Hipogryf.pl, ale nie w kolejnej książkowej recenzji! Tak, tym razem pogadamy sobie o książce Star Wars — Ostatni Jedi autorstwa Jasona Fry, ale nie będziemy jej recenzować. Spokojnie, jej recenzja pojawiła się już na blogu (dokładniej to w maju), dzisiaj zaś poruszymy temat książkach kontra film, a przykładem właśnie będzie Ostatni Jedi.

 

Książki na podstawie filmu fantastyka Hipogryf.pl

 

Czemu właśnie Ostatni Jedi?

 

Wybrałem ten tytuł, a nie inny, bo mamy tutaj bardzo ciekawy przykład, kiedy to książka jest na podstawie filmu, a nie film na podstawie książki. Przeważnie było tak, że ktoś pisał książkę, ktoś potem robił z tego film, przychodzili fani książki i robili raban, że za dużo w filmie pominięto. No ale jakby sytuację odwrócić? Jakby to najpierw był film, a dopiero potem pojawiłaby się książka, w której jest więcej historii? Czy fani filmu krzyczeliby, że “uuu, za dużo tego napisali!”? Przyznam, nie spotkałem się chyba z czymś takim. Owszem, nie raz pojawiają się głosy, że to jest zwykłe odcinanie kuponów, szczególnie w przypadku Gwiezdnych Wojen, nie raz słyszałem, że jak wychodzi film, to zaraz potem szybko robiona jest książka, żeby hajs się zgadzał. Tym bardziej chciałem właśnie wziąć na warsztat coś ze Star Warsów.

 

Star Wars Ostatni Jedi - okładka książki

 

Star Wars – Ostatni Jedi — czyli kiedy dostajesz więcej dobrego

 

Przyznaję, byłem w tej grupie, która marudziła, że filmy za dużo wycinają. Co prawda z czasem zrozumiałem, że pewnych rzeczy przeskoczyć się nie da i jak nie chcemy zanudzić ludzi w kinie, to z paroma wątkami trzeba się po prostu pożegnać. W przypadku książek pisanych na podstawie ekranizacji było zupełnie inaczej. Tutaj dostajesz taką reżyserską wersję filmu, więcej rozmów, więcej opisów scen czy czasem nawet i więcej wątków fabularnych. No i jesteś happy, tak po prostu jesteś z tego zadowolony, bo podobał Ci się film w kinie, no a tu dostajesz to co lubisz, ale w większej dawce. Przykładowo książkowy Ostatni Jedi posiada o wiele większą ekspozycję postaci starego Luka Skywalkera niż film. Ma nawet alternatywne sceny i wizje mocy, których nie dałoby rady dobrze umieścić w kinowej produkcji.
Wiadomo, ktoś może zarzucić, że ogranicza to wyobraźnię, bo wizerunki postaci znamy już z filmowej wersji, więc jak postać opisywana jest jako niesamowicie przystojna, a aktor, który ją grał był po prostu przeciętny, no to będzie mały zgrzyt. Jednak szczerze mówiąc, nie zwracałem na takie rzeczy zbytniej uwagi.

 

Książka Star Wars - Rey

 

Co innego jest z faktem, że znamy zakończenie historii…

Tak, to jest lipa i jak ktoś nie lubi spoilerów, no to może być ciężko wkręcić się w czytanie, jeśli dokładnie wie co czeka na bohatera za rogiem tego korytarza, albo że ten i ten to zdrajcy.

 

Jednak bądźmy szczerzy, czy jak obejrzeliśmy jakiś świetny film, a potem oglądamy go jeszcze raz, bo tak bardzo nam się podobał, to marudzimy podczas seansu, że wiemy co się zaraz wydarzy? Nie, oglądamy jeszcze raz, bo chcemy jeszcze raz przeżyć tę historię!

 

Jak Harry Potter i Więzień Azkabanu był grany w Polsce, to moja siostra zaciągnęła mnie do kina trzy razy w ciągu dwóch tygodni. Czy narzekałem na to, że znam zakończenie filmu? Nie! Oglądałem za każdym razem wciągnięty w to na maksa.

 

Podobnie jest z czytaniem książek, napisany na podstawie filmu, który nam się podobał (chociaż akurat filmowy Last Jedi to dla mnie średniak).

 

Książka Star Wars Ostatni Jedi
Star Wars Ostatni Jedi – zdjęcia z filmu wrzucone do książki to całkiem ciekawy pomysł

 

Star Wars Ostatni Jedi – kolejna porcja zdjęć umieszczonych w książce

Czy popieram książki na podstawie filmów?

 

Jasne! Jeśli jara mnie jakieś uniwersum, to chcę mieć w nim jak najwięcej rzeczy. Film był popularny w kinach i zaraz pojawić ma się książka na bazie scenariusza? Bardzo dobrze! Jest duża szansa, że osoby, które zbytnio nie czytają książkę, sięgną po tę pozycję, bo im się film podobał. No a jak sięgnie po jedną, to może potem i po drugą, trzecią i voila! Mamy kolejnego książkowego czytacza w naszym kraju.

 

 

Nie oceniaj książki po okładce…

…albo po filmie!

 

Na zakończenie chcę tylko powiedzieć, że nie ma co oceniać książki po tym, jak odebraliśmy film. Wybrałem za przykład Ostatniego Jedi, bo właśnie film średnio przypadł mi do gustu. Potem przeczytałem książkę i wtedy ta historia faktycznie zaczynała mieć jakiś sens. Nie sprawiło to, że nagle uważam film za jakieś Opus magnum Gwiezdnych Wojen (bo nawet prequele są dla mnie lepsze), jednak sprawiło, że bardziej polubiłem nowy kanon Star Wars.

 

Tym samym — nie bójcie się sięgnąć po książkę na podstawie filmu 😉

Birdman

Birdman

Staram się aktywnie promować czytanie, granie w gry planszowe i ogólnie pojętą fantastykę.

%d bloggers like this: