“Inne Światy” – bardzo nierówny zbiór opowiadań

„Inne światy” to zbiór opowiadań, po który chciałam sięgnąć już dawno, głównie za sprawą przecudownych obrazów/grafik Jakuba Różalskiego, oraz pięknego wydania (SQN odwaliło w tej kwestii kawał dobrej roboty). Jednak nie tylko to sprawiło, że w końcu wzięłam się za jego przeczytanie. Gdy po raz pierwszy zobaczyłam spis autorów, pomyślałam „Lol, Mróz i Małecki w jednej książce? Co to za dziwoląg? To się nie może udać.” A później uznałam, że w sumie, czemu nie. Mam okazję poznać próbki możliwości 10 polskich twórców. Bez żadnych uprzedzeń podejść do każdego z nich, i każdemu z nich dać szansę, a przy okazji sprawdzić, który jest mi bliski i którego książki mogę kupować z nadzieją, że mi się spodobają. Jak to zwykle bywa ze zbiorami opowiadań, także i ten jest bardzo, ale to bardzo nierówny, dlatego nie mogę ocenić go jako całości. Pozwoliłam sobie więc rozbić moją opinię na 10 mini recenzji:
 
 
 
 

 

Jakub Małecki – 10/10 

 

Klasa sama w sobie. Nie wiem jak na tych skromnych kilkudziesięciu stronach udało mu się zawrzeć opowiadanie z bohaterami, których zdążyłam polubić, historią, którą chciałam poznać, i światem, w którym chciałabym zostać o wiele dłużej. Małecki, jak zawsze w swoich utworach, opowiada z wdziękiem, tajemnicą i zwyczajnością zarazem, co stanowi literacką mieszankę idealną. Chciałabym, żeby to opowiadanie było ziarnem, z którego kiedyś wyrosłaby powieść długa, pełna i zajmująca. Bo samo ziarenko już mnie zachwyciło, co więc by się stało, gdybym miała okazję zobaczyć drzewo, które by z niego wyrosło? Jedyną wadą tego opowiadania jest to, że szybko się kończy – mimo że kończy się wyśmienicie.

 

 

Robert J. Szmidt – 4/10

 

Wymęczyło mnie to opowiadanie. Po pierwsze, mam wrażenie, że autor porwał się z motyką na słońce, i postanowił zmieścić materiał na pokaźnych rozmiarów powieść w krótkim opowiadaniu. I tak znajdziemy tam legendę, folklor orientalny, folklor Polski, historie przyjaźni, wielką wojnę, mozolny i niezbyt zajmujący opis ogromnej bitwy, oraz całkowicie alternatywną historię całego świata z wątkami nie tylko historycznymi i sci-fi ale też fantastycznymi. Trochę zrobił się z tego jeden wielki groch z kapustą, niezbyt dobry i do którego raczej nie chciałabym wracać. Po drugie, autor na upartego wtrąca to tu, to tam japońskie słówka bez jakiegokolwiek uzasadnienia. Nie wiem jak wy, ale ja nie przepadam za czytaniem czegoś, przy czym w jednej dłoni muszę mieć telefon i tłumaczyć sobie proste, japońskie słowa, by w całości zrozumieć to, co dzieje się w opowieści. Jest to upierdliwe i zupełnie nie potrzebne. Po trzecie, opowiadanie to zainteresowało mnie dopiero w momencie, w którym zaledwie strona dzieliła mnie od jego końca. Dlatego właśnie uważam, że pomysł na historię i styl są dobre i sprawdziłyby się, ale nie w tak krótkiej formie. Tutaj po prostu zabrakło wyczucia przestrzeni.

 

 

Sylwia Chutnik – 0/10

 

Koszmarek. Nie mam pojęcia, kto to zaakceptował i dał do druku. Opowiadaniem tego nazwać nie można, raczej nieudolnie napisanymi, żałosnymi majakami pięciolatka, który koniecznie chciał być oryginalny. Zdarzenia następujące po sobie bez żadnego motywu i sensu. Żenujący ciąg idiotyzmów, całe szczęście dość krótki. Żałuję niepomiernie każdej sekundy, którą zmarnowałam na te wypociny.

 

 

 

Remigiusz Mróz – 3/10

 

Opowiadanie zaledwie poprawne, wtórne, traktujące temat bardzo dosłownie, niezbyt ambitnie, bez polotu i trochę infantylnie. Do tego bardzo suche, pozbawione klimatu, przegadane, nie wzbudziło we mnie większych emocji. Styl kiepski, nieadekwatne zachowania i mowa do określonych postaci, niezbyt dobrze napisane. Prześlizgnęłam się przez nie i szybko o nim zapomniałam.

 

 

Anna Kańtoch – 6/10

 

Opowiadanie całkiem przyjemne, widać w nim dość bezpośrednią inspirację jednym z obrazów Jakuba Różalskiego, ale pociągnięte dalej ciekawym pomysłem. Bohaterowie umiejętnie nakreśleni, historia też niczego sobie, miejscami w miarę zabawna, przyjemna i niewymagająca. Nic specjalnego, ale też nic, przy czym bym się męczyła czy czytała na siłę. Ogólnie na plus, chociaż zakończenie nieco mnie zawiodło.

 

 

Łukasz Orbitowski – 7/10

 

Dobrze napisana przebieżka po wycinku historii Polski, podzielona na 5 życiorysów. Pomysł dobry, choć nie odkrywczy. Gdy przypominam sobie to opowiadanie, przychodzi mi na myśl jedno słowo: „porządne”. To opowiadanie jest porządne. Porządnie napisane, z bohaterami prawdziwymi i z dobrze nakreślonymi historiami. Autor nie wgłębia się jednak w ich psychikę czy uczucia, podaje na surowo, traktuje jak narzędzia, które służą do rozwijania losów nie ludzi, lecz przedmiotu, który ich połączył. Styl to nie do końca moja bajka, jest bardzo prosty, mocny i jak dla mnie za mało w nim smaku, a za dużo mięcha, ale jeśli ktoś lubi takie pisarstwo, opowiadanie z pewnością go zachwyci. Co do mnie: polubiłam je, cieszę się, że je przeczytałam, wnioskuję po nim, że Orbitowski to pisarz z porządnym warsztatem i dobrym piórem, ale chyba jednak po prostu, nie do końca dla mnie.

 

 

Aleksandra Zielińska – 5/10

 

Dość ciekawe, króciutkie opowiadanko napisane z perspektywy dziecka, za którym to zabiegiem nie przepadam. Jeszcze bardziej nie przepadam gdy jest to dziecko głupie, a już zupełnie nienawidzę, gdy to dziecko dla własnego widzimisię naraża zwierzę na niebezpieczeństwo. Dlatego uważam, że opowiadanie nie jest złe, ale zupełnie nie trafiło w mój gust, a raczej mnie po prostu wkurzyło. Możliwe jednak, że jestem przewrażliwiona na punkcie naszych braci mniejszych, i stąd moja niska ocena tego utworu.

 

 

Aneta Jadowska – 8/10

 

A to ci niespodzianka! Autorka znana z niczym nie wyróżniających się młodzieżówek, raczej zwyczajnych i nie tych najwyższych lotów, a tu takie przyjemne opowiadanie! Plastyczne opisy, ciekawi bohaterowie, których już zdążyłam polubić, jeszcze ciekawsze historie a do tego cudownie ukazane obrzędy i kultura Tatarów. Zaintrygowało mnie i nabrałam ochoty na więcej, ale tu zaczynają się schody: opowiadanie rozbudza naszą ciekawość rodząc wiele tajemnic, które nie doczekały się wyjaśnienia. Opowiadanie to niby ma mieć kontynuację, ale jak na razie się jej nie doczekało, a od wydania tego zbioru opowiadań minęły już dwa lata. W każdym razie, kiedy w końcu się doczeka (i o ile), na pewno będę chciała po tę kontynuację sięgnąć.

 

 

Jakub Żulczyk – 4/10

 

Jak to Żulczyk, nawet z krasnoludków musiał zrobić nieszczęśliwych, wytyranych życiem na śmietniku, ochlejusów. Jak ktoś lubi, gdy w tekście gęsto od kurew, chujów i skurwybyków, a bohaterowie jedyne co robią to narzekają, klną, charchają, chleją i śmierdzą, to mu się spodoba. Mi się nie podoba, bo nie tego w literaturze szukam – gdybym chciała posłuchać meneli spod budki z piwem, to bym poszła pod budkę z piwem, a nie sięgała po książkę. Gdyby autorem był ktoś inny, może by nawet dostał plusa za pomysł przedstawienia krasnoludków w ten sposób, ale że to Żulczyk, to aż mam chęć do niego napisać na jego modłę „Panie Jakubie, weź no pan w końcu napisz coś innego, a nie w koło Macieju to samo gówieno”. Plusa ma za to za plot twist, który mnie zaskoczył, i był mniej ohydny niż pierwsza część, no i za to, że opowiadanie czyta się tak szybko, że nie musiałam z tymi jego krasnalami-menelami zbyt dużo czasu spędzić. I to tyle.

 

 

Jacek Dukaj – ?/10

 

Nie mam jak ocenić, bo nie przeczytałam. Zrezygnowałam po kilkudziesięciu stronach. Czasami zmuszam się do przeczytania jakiejś powieści, gdy np. jest to klasyk, który chcę mieć za sobą, albo gdy ktoś, komu ufam w kwestii czytelniczych wyborów twierdzi, że po skończeniu zupełnie inaczej spojrzę na daną powieść. Ale tutaj nie czuję się zmotywowana do przeczytania czegoś, co mi po prostu kompletnie nie leży. Szkoda mi na to czasu.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziesięć + dwadzieścia =

Magazyn Hipogryf