Harde Baśnie – szwedzki stół z opowiadaniami!

Za górami, za lasami… Trzynaście autorek zajęło się baśniami.

Za wzgórzami, za rzekami… Na nowo je tworzyły dniami i nocami.

Dawno, dawno temu raz napisane, dziś bajki od nowa są opowiadane.

Z dzieciństwa powiastki, co do snu nas tuliły, za okładką Hardych Baśni krwi się opiły.

I głód w czytelniku budzą nienazwany, gdy kruszą dzieciństwa obraz ukochany.

Cóż w bajkach dojrzysz dorosłymi oczami, sprawdź, jeśliś ciekaw, z Hardymi Baśniami.

Życie jest jak pudełko czekoladek – Harde Baśnie też!

Harde Baśnie to zbiór trzynastu opowiadań, każde innej autorki. Łączy je wspólny mianownik baśni. Inspirowane są klasykami, które wszyscy znamy z dzieciństwa, pokazując ich nowe oblicza. Autorki umieszczają je w innych czasach, innych okolicznościach, z innej perspektywy – wszystko to, co czytamy w Hardych Baśniach, jest inne. W tym pozytywnym sensie! Ta wygodna łagodność bajek z dzieciństwa ściera się tutaj z brutalnością oryginałów braci Grimm i współczesnymi oczekiwaniami czytelników. Mamy więc Brzydkie Kaczątko w postapokaliptycznym świecie, Czerwonego Kapturka, w którym folklor na wiejskim tle wymalowany jest krwią… Literacka mieszanka studencka, gulasz z trzynastu rodzajów mięsa, magiczna bombonierka horroru i humoru.

Zazwyczaj jestem zdania, że jak coś jest dla każdego, to jest dla nikogo, ale czytelnictwo rządzi się swoimi prawami. Jeśli ktoś nie jest zamknięty na jeden rodzaj literatury, to przeważnie sięga po najróżniejsze gatunki. W takim przypadku Harde Baśnie są idealne, bo na 567 stronach skrywa większość najpopularniejszych działów bibliotecznych. A jeśli ktoś zaczytuje się w jednym tylko gatunku, to niestety… Ale Harde Baśnie nadal są doskonałym wyborem! Gdy ciekawość kusi ku czemuś nowemu, ale siła przyzwyczajeń mocno trzyma w miejscu, w antologii opowiadań różnego gatunku wszystko jest w pigułce. Kęs horroru, gryz kryminałów, łyk obyczajówki – niby mała rzecz, a może otworzyć literackie serca na nowe doznania.

Nigdy nie wiesz, na co trafisz

Forrest wie, co mówi. W Hardych Baśniach, gdzie jest tyle różnych wizji, stylów i gatunków, jakość jest stałą wartością. Warsztatowo nie mam nic do zarzucenia, a jeśli coś mi się nie podobało, to ze względu na gatunek – na prawdę, żadna siła mnie nie przekona do kryminału! Opowieści, które zostały wplecione w gotowy świat i jego znanych bohaterów (jak Dora Wilk czy Jaśmina Gorol z Antonem Fiksem), dla mnie były momentami mgławe, ale na pewno są to perełki dla fanów “Skafandra i melonika” oraz cyklu Anety Jadowskiej. Na moim podium nie zmieściłyby się wszystkie opowiadania, które mi się spodobały, ale pierwsze miejsce mam tylko jedno…

Zazula, Kukułeczka moja, autorstwa Anny Nieznaj nie sięga po żadną z baśni, ale opiera się na legendzie, jaką niewątpliwie obrosło “Ogniem i Mieczem”. Wydana w 1884 roku powieść historyczna gości na liście lektur już od wielu, wielu lat, ale nie ma wielu fanów wśród uczniów. Osobiście nie przepadam za siekniewiczowską książką, ale adaptacja Anny Nieznaj w Hardych Baśniach to mistrzostwo! Przede wszystkim dlatego, że opiewa Bohuna, który skradł niejedno czytelnicze serce. W Zazuli miłość między Heleną a naszym uroczym łobuzem kwitnie, a Skrzetuski jest tam, gdzie jego miejsce, czyli w tle. Urzekła mnie ta wersja wydarzeń, w której Bohun jest protagonistą, a Helena charakterną kobietą, równie silną co obiekt jej westchnień. Gdyby to była lektura szkolna, miałabym same szóstki. Albo jedynki, gdybym ciągle bujała w obłokach, myślami gdzieś tam na stepie z Bohunem…

I żyli krótko, ale intensywnie

Korzystanie z niewyczerpanego źródełka braci Grimm to żadna nowość. Jest już wiele adaptacji najróżniejszych baśni i ciągle powstają nowe. A jednak… Piękne w literaturze jest to, że czasem wystarczy zmienić narrację, w miejsce antagonisty wsadzić protagonistę albo zmodyfikować ciut okoliczności zdarzenia, by ta sama historia brzmiała zaskakująco i świeżo. Opowiadanie otwierające antologię, Demon w studni, jest jednym z moich faworytów. Łączy w sobie intensywność gawędy, dreszczyk grozy i element suspensu – tym samym godnie reprezentuje całą zawartość Hardych Baśni.

Nie spodziewałam się, że Harde Baśnie tak mi się spodobają. Moje oko sroki już dawno wypatrzyło tę pozycję, bo nie ma co ukrywać, wydana jest świetnie i pięknie prezentuje się na regale, ale nie byłam przekonana do samej idei antologii. Myślałam, że będzie w niej kilka dobrych opowiastek, do których będę musiała się przekopać przez stosik słabiaczków. Na szczęście się myliłam! Odkryłam też wielką zaletę zbiorów opowiadań -są jak taca z przekąskami. Chociaż Harde Baśnie wciągają jak chipsy i ciężko odłożyć je po “tylko jednym”, to nie trzeba ich czytać na raz. Antologia sprawdza się na książkowego kaca, gdy po jakiejś pozycji przychodzi ten rodzaj czytelniczego zmęczenia, na które pomaga coś krótkiego a treściwego. Z drugiej strony… Znacie kogoś, kto zjada tylko jednego chipsa i grzecznie odkłada paczkę?


Książka jest dostępna do zamówienia bezpośrednio przez sklep SQN, dodatkowo trwa teraz na nią promocja 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Hipogryf.pl