Grzechy ojców – oszukać przeznaczenie

„Grzechy ojców” to druga część trylogii „Dzieci starych bogów” Agnieszki Miela. Pierwsza „Śmiech diabła” była bardzo przyjemną lekturą i liczyłem, że tym razem będzie podobnie, a może nawet lepiej. Jakie wrażenie wywarła na mnie kontynuacja tej historii? Zapraszam do recenzji.

Aine Wart budzi się po konfrontacji z Fenrirem. Po niej coraz więcej pytań domaga się odpowiedzi. Cena ich poznania jest jednak wysoka. Czy poradzi sobie z jej zapłaceniem? Jaką rolę odegra w tym towarzyszący jej głos?
Aine musi poznać prawdę, by móc chronić tych, na których jej zależy. Okazuje się, że związek z tym ma jej ojciec. Co takiego w przeszłości uczynił Balor? Jakie ten czyn miał konsekwencje?
Rozpoczyna się kolejny etap gry bogów, w których śmiertelnicy są pionkami. Czy da się oszukać przeznaczenie? Aine na pewno spróbuje.

W królestwie Kelhalory od mieszkańców wymagana jest wiara w Loriemisthusa. Ludzie wierzący w Starych Bogów są siłą nawracani lub na zawsze usuwani z tego świata przez członków Karmazynowego Bractwa.
Kult zyskał na znaczeniu z powodu tzw. Wielkiej Wojny wywołanej przez Arminów, w której członkowie Starych Rodów zostali okrzyknięci zdrajcami narodu.

Bohaterowie w pierwszym tomie prezentowali dobry poziom i niektórych polubiłem, lecz nie powiedziałbym, żebym się do któregoś z nich przywiązał.
Tutaj jest inaczej. Przede wszystkim Aine prezentuje się zadziwiająco dobrze, ponieważ w „Grzechach ojców” jest wystawiana na ciężkie próby wyniszczające fizycznie i przede wszystkim psychicznie. Mimo to rudowłosa dziewczyna się nie poddaje i dąży do odkrycia sekretów przeszłości.
Kibicowałem jej bardzo, co nie jest częste w przypadku głównych kobiecych bohaterek, które zazwyczaj są mi obojętne.
Tutaj daleko mi było do obojętności i aż jestem zdziwiony, że wolę Aine od Bertrama.
Skoro już wspomniałem błękitnookiego Armina, to u niego również widzę poprawę, ponieważ już przestał mnie irytować swoją postawą i jego zachowanie stało się już bardziej stabilne pod względem emocjonalnym. Przy tym wróciło to jego większe ciepło względem Aine, którą traktuje jak siostrę, czego trochę mi brakowało.
Reszta postaci również prezentuje się dobrze, jak choćby powracający Gavin, Ralf czy Gair oraz nowi bohaterowie np. mający niejasne powiązanie z Aine Robert, kapłanka Vifrid, która jest zaskakująco podobna do Lory — ukochanej Bertrama czy przyjaciel błękitnookiego Armina Jyr.
Autorka dzięki mniej znacznym przeskokom czasowym pozwala lepiej ich poznać i sprawia, że ewentualna śmierć któregoś z nich mogłaby nie pozostawić czytelnika obojętnym.

Ogólnie książkę czytało się bardzo dobrze. Początkowo trudno mi było odnaleźć się w fabule z racji tego, że pierwszy tom przeczytałem ponad rok temu. Musiałem się posiłkować sięganiem po „Śmiech diabła”, by wyjaśnić niektóre początkowe wątpliwości i wam też to radzę, jeśli macie podobną przerwę.
Później było już lepiej. Bardziej skupiłem się na zagubieniu bohaterów i własne odeszło w zapomnienie. W drugim tomie jest dużo tajemniczości i brutalności. Widać, że fabuła zaczyna zmierzać na bardzo poważne tory. Zostaje wyjaśnione bardziej szczegółowo, czemu Ziarna Rivendel są tak ważne i jaka jest rola Aine oraz Bertrama w historii.
Autorka nadal pozostawia trochę niejasności przed trzecim tomem, ale widać już mniej więcej, w jaką stronę zmierza fabuła.

Podsumowując, uważam, że „Grzechy ojców” są lepszą powieścią niż „Śmiech diabła”. Sama historia stała się bardziej poważna i uporządkowana, a do bohaterów da się mocniej przywiązać. Miło mi widzieć postęp i nie mogę się doczekać, co autorka szykuje w ostatnim tomie tej trylogii, bo końcówka zapowiada, że będzie się w nim naprawdę dużo działo. Bardzo polecam.

Tytuł: Grzechy ojców
Autor: Agnieszka Miela
Wydawca: Zysk i S-ka
Data premiery: 12-07-2022
Liczba stron:  374
ISBN: 9788395569814

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

2 × cztery =

Magazyn Hipogryf
%d bloggers like this: