Echo z otchłani – Remigiusz Mróz – recenzja

Hej kosmiczne Hipogryfy! Jakiś czas temu recenzowałem na łamach bloga o fantastyce Hiporygf.pl książkę Chór zapomnianych głosów – thriller science fiction autorstwa Remigiusza Mroza. Tak się składa, że w moje ręce trafiła kontynuacja tamtej książki, czyli recenzowane dzisiaj Echo z otchłani. Czy warto sięgnąć po ten sequel? O tym dowiecie się właśnie z tej recenzji!

 

Echo z otchłani Remigiusz Mróz recenzja

 

Uwaga: mogą pojawić się spoilery co do fabuły Chóru zapomnianych głosów. Starałem się odsłonić jak najmniej, mimo to nie chciałem pisać o samym warsztacie Remigiusza Mroza, ale też powiedzieć co nieco o przedstawionej tutaj historii. Dlatego, jeśli nie czytaliście wcześniej Głosów, to czujcie się ostrzeżeni!

 

Echo z otchłani i Remigiusz Mróz

 

Echo z otchłani jest bezpośrednią kontynuacją Chóru zapomnianych głosów – dalej śledzić będziemy poczynania Håkona Lindberga, Dija Udina Alhassana, Ellyse Nozomi i innych załogantów ISS Kennedy.

 

Nasza szczęśliwa gromadka doczłapuje się w końcu na ojczystą planetę, tylko problem w tym, że nikt do końca nie wie, co ich tutaj może spotkać…a spotka ich dość sporo!

 

Echo rozwija i domyka wątki Chóru, jednocześnie wymagając od czytelnika, by znał wcześniejszą historię. Nie jest to książka stand-alone, gdzie możemy przeczytać dla rozrywki i cieszyć się historią nie zwracając uwagi na to, że wszyscy ślepo idą za tym jednym gościem, a tego drugiego każdy chce ukatrupić. Nie, tutaj niestety nie ma żadnego wprowadzenia do świata itp. Trzeba znać poprzednią książkę i tyle.

 

No ale jak już znamy, to z przyjemnością możemy sobie poczytać o zmaganiach naszych bohaterów w dwóch dużych wątkach:

 

  • uratowania życia jednemu z ich towarzyscy (nie powiem któremu), co wiąże się z ponownym opuszczeniem planety i udaniem na wyprawę, która może przynieść więcej złego niż dobrego.

 

  • przeżyciem na planecie gdzie niejaki Ingo Freed przy pomocy swoich religijnych fanatyków stara się stworzyć nowy (niezbyt zresztą przyjemny) świat.

 

Więcej o fabule nie zdradzę, jednak powiem, że dzieje się tam całkiem sporo. Za to pomówmy sobie o bohaterach i antybohaterach, bo jest o czym opowiadać:

 

Echo z otchłani Remigiusz Mróz recenzja

 

Håkon Lindberg i Dija Udin Alhassan

 

No i znowu mamy nasz ulubiony duet. Mimo że w pierwszej książce bardziej lubiłem Håkona za tą jego naukową ciekawość i wydawało mi się ogarnięcie życiowe (wiece, taki bohater, który wie, w którym momencie podjąć dobrą decyzję), tak tutaj trochę irytowała mnie ta postać. Nasz jajogłowy nie był zły, to dalej ten sam stary Lindberg, jednak jego wątek… no to tutaj już było gorzej w porównaniu do jedynki. Jak był motyw jego i Ingo Freeda to wręcz łapałem się za głowę, zastanawiając się: “co ty gościu robisz”. Nie mówię, że nie było ciekawie, bo było nawet bardzo. Mówię, że nie zgadzałem się z decyzjami, jakie nasz bohater tutaj podejmował.

 

Dija Udin Alhassan za to wybił się w tej książce na swoje wyżyny. Dalej jest dupkiem, dalej klnie ile się da, a do tego oszukuje wszystkich lepiej niż Loki od Marvela. Na dodatek dostał tak dobrą historię, że muszę stwierdzić, iż Dija był dla mnie dużo lepszym głównym bohaterem, niż Lindberg.

 

Ellyse Nozomi

 

Jest jeszcze Ellyse Nozomi, która przez połowę książki nic nie ogarniała i jak głupia pakowała się w kłopoty, by potem nagle w imię miłości czy czegoś tam, stać się inną osobą, gotową na złamanie karku pędzić przez cały kosmos. Przez pierwszą połowę książki nie podobał mi się jej wątek, a przez drugą był trochę pośpieszony. No ale dobrze, że pod koniec się w końcu ogarnęła, to ją trochę bardziej polubiłem.

 

No i na sam koniec wisienka na torcie:

 

Ingo Freed

 

Jak ja uwielbiałem nienawidzić tego gościa!

Kojarzycie takiego mema, że jak nienawidzisz postaci z filmu / serialu, to znaczy, że aktor odwalił kawał dobrej roboty? No to tutaj właśnie Remigiusz Mróz odwalił kawał takiej dobrej roboty przy postaci Ingo Freeda. Fanatyk religijny, szaleniec, drań, egocentryk, ignorant, tyran, można by wymieniać i wymieniać. Naprawdę jestem pod wrażeniem tej postaci oraz tych wszystkich problemów, jakie przysporzył załodze ISS Kennedy.

 

Kojarzycie Planetę Małp? Ale nie te nowe filmy, tylko tą starą z 1968 roku? Jak bohaterowie wylądowali na ziemi, a tam okazało się, że małpy ewoluowały i miały tam ustrój teokratyczny gdzie słowo kapłana było prawem? No to Ingo Freed starał się właśnie coś takiego zrobić. Jak do tego doszło i czym było to pokierowane? Tego zdradzać nie będę, tutaj już musicie sięgnąć po książkę.

 

Echo z otchłani Remigiusz Mróz recenzja

 

Echo z otchłani – wrażenia z czytania

 

Jakie wrażenia miałem po skończeniu książki?

 

Całkiem pozytywne 🙂

 

Postać Dija Udina Alhassana jest idealna, dawno nie poznałem tak ciekawej osoby w książkach rodzimych autorów. Tak samo, jak Ingo Freed, gościu naprawdę podnosił mi ciśnienie. Trochę mniej podobały mi się historie Lindberga i Nozomi, no a samo zakończenie zapewne wywarłoby na mnie większe wrażenie, gdyby nie fakt, że już coś takiego wcześniej widziałem. Dokładnie to w książce Ostatni Lot Valhalli autorstwa Wojciecha Tuchalskiego, której recenzja też znajduje się na blogu Hipogryf.pl.

 

Wracając jednak do Echa z otchłani – jest to dobrze napisana książka. Czytało mi się dużo lepiej niż Chór zapomnianych głosów. Pozycja wciąga już od pierwszych stron, ma parę naprawdę świetnych postaci i wątków, a zakończenie fajnie zamyka historię rozpoczętą w pierwszym tomie.

 

Echo z otchłani Remigiusz Mróz recenzja

 

Tytuł: Echo z otchłani
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 403

Dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

Arek

Arek

Staram się aktywnie promować czytanie, granie w gry planszowe i ogólnie pojętą fantastykę.

%d bloggers like this: