Dziedzictwo Krwi — Richard A. Knaak — recenzja książki ze świata Diablo

Wojownik po przejściach, przeklęty artefakt i ponętna nekromantka? A do tego demony na każdym rogu? Dziedzictwo Krwi zapowiada się na naprawdę interesującą książkę!

 

Diablo: Dziedzictwo Krwi — R. A. Knaak blog o fantastyce i książkach hipogryf.pl

 

Z komputera na papier

 

Jestem fanem gier z serii Diablo, zarówno części pierwszej, jak i drugiej, a nawet trzeciej (chociaż już nieco mniej), nie ma się więc co dziwić, że chciałem sięgnąć po książki, których akcja dzieje się w jednym z moich ulubionych uniwersów.

 

Oczywiście bałem się, że wyjdą z tego potworki, jak przy książkowej wersji Baldur’s Gate – gdzie powiedzmy sobie szczerze, super nie było. Na szczęście Diablo — Dziedzictwo Krwi poza tym samym światem co gra, z fabułą gry nie ma za wiele wspólnego, co tylko wyszło na dobre!

 

Bohater z problemami

 

Norrec Vizharan nie ma szczęścia, oj naprawdę go nie ma. Nie dość, że prawie zginął, szukając skarbów, to jeszcze je znalazł. Pomyślicie „no ale przecież to chyba dobrze, nie?”. Pewnie by tak było, gdyby nie fakt, że owym skarbem okazała się zbroja Bartuca, legendarnego Krwawego Władcy.

 

Nie tylko owa zbroja jest przeklęta i wpływa na psychikę osoby, która ją nosi, to jeszcze nie można jej z siebie zdjąć.

 

Brzmi niepokojąco?

 

To wyobraźcie sobie, że zastępy demonów cały czas polują na tego, który ową zbroję nosi. Czy może być gorzej? Oczywiście, że może! Bo demony nie są jedynymi, których przyciąga ta zbroja!

 

Oto historia Norreca Vizharana, najemnika, który dniem i nocą czuje na swoim karku podmuch śmierci, oraz jego historii o przetrwanie w tej potwornej sytuacji.



Diabły, demony i upiory

 

Książka nie mogłaby nazywać się Diablo, gdyby nie miała tego, z czego gra słynie — czyli ogromu wszelkiej maści złych istot. Są nawet w sporej ilości (na szczęście nie tak wielkiej, jak zombie w zombie apokalipsach), ale co najważniejsze, przedstawiono je w taki sposób, że czytając ich opisy, faktycznie ciśnie nam się na usta określenie „plugastwa”.

 

Dziedzictwo Krwi – książka, którą szybko się czyta

 

Richard A. Knaak pisze naprawdę dobrze. Jego narracje wciągają, a samą książkę czyta się bardzo szybko. Najbardziej ucieszył mnie chyba opis Lut Gholein, pustynnego miasta, które odwiedzałem w grze chyba najczęściej. Opisy są wciągające, akcja szybka a dialogi krótkie i żywe.

 

Jeżeli miałbym wymienić jakieś wady, to był tam jeden zły władca, którego postać uważam za kompletnie popsutą, nie pasował mi ani na złego, ani na szalonego. A miał potencjał na naprawdę ciekawą postać. Jest też pewna nekromantka, której z początku kompletnie nie trawiłem, by pod koniec książki uważać ją za jedną z ciekawszych postaci.

 

Dziedzictwo Krwi to pozycja nie tylko dla fanów gry

 

Polecam, naprawdę polecam i to nie tylko tym którzy grali w grę. Książka sama w sobie jest warta przeczytania. Może to nie jest jakieś super poważne i epickie fantasy na miarę Tolkiena czy Martina, jednak jest pozycją przyjemną i ciekawą, którą można spokojnie zabrać ze sobą na weekend.

 

Opis miasta Lut Gholein znalazł się też w mojej serii “Fantastyczne miejsca i jak je znaleźć”:

Klejnot pustyni zwany Lut Gholein

 

Przy recenzji tej książki starałem się nie sugerować tym, co ostatnio dzieje się na linii Blizzard — Gracze. Zachowanie wobec gracza wspominającego o proteście nie było w żaden sposób fair, jednak nie chcę, aby twórczość Richard A. Knaaka na tym cierpiała.



Birdman

Birdman

Staram się aktywnie promować czytanie, granie w gry planszowe i ogólnie pojętą fantastykę.

%d bloggers like this: