Dom łańcuchów – wojna z Armią Apokalipsy

„Dom łańcuchów” to książka, do której podchodziłem z dużymi obawami, ponieważ była to kontynuacja wątku zaczętego w „Bramach domu umarłych”, które miały kilku świetnych bohaterów, ale męczyły wieloma opisami pustyni i wędrówek przez nią. Czy ten tom czytało się przyjemniej? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w recenzji.

Uwaga! Tekst zawiera spoilery z poprzednich tomów!

O czym jest książka?

Dowódca malazańskiej Siódmej Armii, Coltaine, nie żyje. Tavore, przyboczna cesarzowej przybywa do ostatniej placówki imperium w Siedmiu Miastach. Musi sprawić, by niewielka armia, składająca się głównie z rekrutów, stała się sprawną machiną wojenną gotową przeciwstawić się wojskom Armii Apokalipsy. Tymczasem pośród ich wrogów rozpoczyna się pełna spisków walka o władzę.

Świat

Akcja powieści tak jak w przypadku „Bram domu umarłych” dzieje się na Kontynencie Siedmiu Miast. Po raz kolejny autor ukazuje nam przedstawicieli pradawnych ludów, jak np.

  • Znani już czytelnikom T’lan Imassowie (mój ulubiony lud od „Wspomnienia lodu”),
  • Tiste Edur, którzy nie pojawiali się dotychczas w cyklu żywi,
  • Tiste Liosan, którzy w ogóle się nie pojawiali w poprzednich tomach,
  • Teblorzy, którzy zostali najbardziej rozwinięci w tym tomie jako lud.

Ta różnorodność jest dużym plusem powieści!

Bohaterowie

Przez pierwszą część książki towarzyszymy Teblorowi z plemiona Urydów, któremu na imię Karsa. Wraz z kompanami postanawia odbyć wyprawę, by zdobyć chwałę. Ten tom zdecydowanie należy do niego. Początkowo był ślepym fanatykiem, ale z czasem nabrał mądrości i nie dawał się już wodzić za nos w sprawach wiary. Nieustraszony wojownik, który nikogo się nie boi i każdy powinien bać się jego. Zdecydowanie wskoczył do topki moich ulubionych postaci z cyklu, a to, co robi w finale opowieści… Przyznam, że jego czyny w nim sprawiły mi sporą satysfakcję.

Z pozostałych bohaterów najlepiej zaprezentowali się:

Skrzypek – saper i członek Podpalaczy Mostów, który jako Struna zostaje sierżantem w piechocie morskiej armii przybocznej. Nadal pozostaje moją ulubioną postacią, chociaż nie miał wielu okazji, by zabłysnąć. Najbardziej zapamiętam go z rozmowy z pewnym młodym wickańskim wojownikiem, gdzie miał szansę pokazać swoją mądrość życiową płynącą z doświadczenia.

Gamet – były żołnierz i strażnik domu Paranów, który otrzymał funkcję Pięści i czuje, że się do niej nie nadaje. Rozumiałem jego rozterki i liczyłem, że poradzi sobie z nową dla niego rolą. Dodatkowo był ciekawym spojrzeniem na postać przybocznej Tavore, która była mocno niejednoznaczna.

Trull Sengar – Uczciwy i szczery Tiste Edur, który porzucony przez przedstawicieli swojego ludu znajduje towarzysza w T’lan Imassie. Przyznam, że dobrze mi się czytało przygody tego duetu.

Lostara Yil – oficer Czerwonych Mieczy. Twarda i nieustępliwa. Dostaje wspólną misję ze szponem Perłą, której celem jest odnalezienie Felisin. Relacja jej oraz szpona była ciekawa i było widać między nimi chemię.

Oprócz tego na wspomnienie zasługują:

Felisin – Shai’k Odrodzona. Musi sobie poradzić przywódcami jej armii, którzy rozgrywają własną grę. Może liczyć przy tym pomoc bogini Tornada, która ma na nią coraz większy wpływ. Zazwyczaj jest widziana oczami innych bohaterów i pozwoliło mi to spojrzeć na nią z dystanse, wskutek czego przestała mnie irytować, a bardziej było mi jej żal.

Kalam – skrytobójca z własnym kodeksem moralnym, który realizuje misję zleconą przez samego Kotyliona. Miał swój spory udział w finale, co wynagrodziło trochę wcześniejszy niewielki udział w fabule.

Ostatnie wspomnienie tym razem jest negatywne. Dotyczy ono wątku skrytobójców Crokusa „Nożownika” oraz Apsalar. Wątek ten kilka zmian w ich relacji, ale ogólnie ich udział w fabule był niewielki, a przemiana Crokusa w „Nożownika” sprawiła, że stał się trochę nijaki jako postać.

Styl autora

Steven Erikson to autor, którego książki z cyklu „Malazańska księga poległych” są trudne do czytania. Przede wszystkim w dwóch pierwszych tomach można mieć poczucie zagubienia. Z czasem jednak można się do tego przyzwyczaić, a Erikson coraz lepiej panuje nad fabułą i jego postacie stają się dużo ciekawsze. Jeśli ginie ktoś naprawdę ważny, to bohaterowie nie przechodzą wobec tego obojętnie i da się wyczuć ich smutek oraz samemu go odczuwać wraz z nimi. Dodatkowo mam wrażenie, że książki autora z czasem mniej męczą, są napisane bardziej „dojrzale” i widać progres. Tomy 3 i 4 dały mi dużo więcej przyjemności niż 1 i 2 i mam wrażenie, że autor lepiej w nich panuje nad tkaną przez siebie historią. W „Ogrodach księżyca” i „Bramach domu umarłych” wydarzenia godne zapamiętania mógłbym policzyć na palcach jednej ręki, za to we „Wspomnieniu lodu” i „Domu łańcuchów” nie wiem, czy palce trzech rąk by starczyły. Ostatnim aspektem, o którym chcę wspomnieć, jest „szarość moralna”. Trudno nazwać jakąś postać po prostu dobrą lub złą. Bohaterów czasami stać na „szlachetność”, ale to nie zmienia faktu, że nie ma postaci nieskazitelnie czystych bez wad, jak również brak złych, którzy są źli, ponieważ tego wymaga fabuła. Nie mam nic przeciwko podziałom na dobro i zło, ale miło czasami poczytać książki nie „czarno-białe”, a „szare”.

Plusy i minusy

+początek powieści z Karsą. Nietypowe skupienie się Eriksona na jednej postaci sprawiło, że mogliśmy dogłębnie poznać tego barbarzyńcę, a jego przyjaźń z Torvaldem Nomem była taką relacją, o której chciało się czytać.
+wątek spisków i walki o władzę dowódców Armii Apokalipsy. Uwielbiam takie intrygi i czytanie o nich było pasjonujące, a rozstrzygnięcie tego konfliktu wielu graczy było naprawdę trudne do przewidzenia.
+autor wprowadził wielu intrygujących postaci i tylko przez niewielką część powieści czyjeś losy mnie nużyły.
+końcówka. Trudno było się oderwać od lektury, bo obfitowała w wiele zwrotów akcji.

-wątek Crokusa i Apsalar. Mam wrażenie niewykorzystanego potencjału.
-czasami opisy, chociaż byłem na nie bardziej „odporny” niż w przypadku „Bram domu umarłych”

Podsumowując

Uważam, że „Dom łańcuchów” jest lepszą powieścią niż „Bramy domu umarłych” głównie za sprawą większej ilości postaci, które się wybijały na tle reszty np. Gameta czy Trulla. W moim odczuciu ta powieść naprawdę niewiele ustępuje „Wspomnieniu lodu” poziomem i podtrzymuje moje dobre wrażenie o tej serii. Autor stworzył kolejną świetną historię i coraz bardziej zaczynam rozumieć, dlaczego tylu czytelników uwielbia ten cykl. Polecam osobom, które lubią epickie fantasy i nie przeszkadza im fakt, że fabuła jest bardzo skomplikowana. Tomy 1 i 2 mogą się wydać „topornym” wprowadzeniem dla cyklu, ale tomy 3 i 4 moim zdaniem to wynagradzają. Będę wyczekiwał chwili, gdy będę mógł po raz kolejny zanurzyć się w świecie stworzonym przez tego autora.


Tytuł: Dom łańcuchów
Autor: Steven Erikson
Wydawca: Mag
Data premiery: 30-06-2021
Liczba stron: 896
ISBN: 9788366712409

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

cztery × 4 =

Magazyn Hipogryf