[DJF] Moje top 5 polskiej fantastyki przeczytanej w 2022 roku + wyróżnienia

Po rankingu najlepszej zagranicznej fantastyki teraz czas na polską, gdzie również sporo powieści prezentowało wysoki poziom, chociaż w przeciwieństwie do poprzedniego roku mniej w zestawieniu debiutów.

Na początek pragnę wyróżnić pięć powieści, którym niewiele zabrakło do znalezienia się w głównym rankingu.

Wyróżnienia:

Marcin Mortka „Głodna puszcza”


Za poczucie nostalgii związanej ze spotkaniem „starych znajomych” i przyjemną fabułę, przy której człowiek się odpręża.

Ewelina Stefańska „Więcej niż zło”


Za intrygujące i wyraziste kreacje Słowika oraz Eustachego, które zaangażowały mnie w fabułę.

Feliks W. Kres „Tarcza Szerni”


Za to, że mimo Ridarety jako centralnej postaci była to przyjemna powieść i zmieniłem o tej postaci zdanie na trochę bardziej pozytywne oraz ciekawy konflikt moralny Kesy i Moldorna.

Magdalena Anna Sakowska „Fuga. Powieść polifoniczna”


Za ciekawe przemyślenia na temat uzależnienia od internetu, głównego bohatera, któremu kibicowałem oraz główny motyw igrzysk, które kojarzyły mi się z oglądaną kiedyś przeze mnie „Totalną porażką”.

Marta Kirin „Czarna Łza. Półcień”


Za ciekawe zarysowanie pełnego szarości konfliktu między Czatujczykami a Newarczykami i kreacje Jasona oraz Cadena.

Część właściwa, czyli top 5:

5. Agnieszka Miela „Grzechy Ojców”


Powieść otwierająca ranking to kontynuacja „Śmiechu diabła”, który trafił do wyróżnień za 2021 rok. Drugi tom naprawia część aspektów, które przeszkadzały mi w pierwszym tomie. Przede wszystkim autorka nie skacze już tak do przodu, tylko wraz z bohaterami zakotwiczyła się w jednym okresie. Dzięki temu w bohaterach nie było tak nagłych i zaskakujących zmian zachowania, które niekiedy nasuwały pytanie „Czemu?” odnośnie do ich logiki. Można powiedzieć, że postacie są trochę bardziej stabilne pod względem psychiki. Ogólnie moim zdaniem bohaterowie zarysowani już w „Śmiechu diabła” tutaj doczekali się dobrego pogłębienia, ponieważ fabuła mniej gna na złamanie karku i mimo sporej dawki akcji postacie otrzymują chwile wytchnienia, które pozwoliły mi się z nimi zżyć. Ku mojemu zdziwieniu nadal najbardziej lubię Aine, która mimo bycia młodą żeńską bohaterką (z mojego doświadczenia zazwyczaj takie postacie są mi w najlepszym przypadku obojętne) ujęła mnie swoją niezłomnością w dążeniu do celu i ochrony tych, na których jej zależy, przy czym często ponosi spore koszty zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Bertram przestał mnie irytować i jego charakter na powrót stał się bardziej spójny (przede wszystkim jego zachowanie względem Aine było normalniejsze), czego mi brakowało od drugiej połowy pierwszego tomu. W „Grzechach ojców” czułem podczas lektury więcej emocji i autorka w końcu mniej więcej nakreśliła cel całej historii, która stała się bardziej poważna oraz uporządkowana.

4. Jakub Pawełek „Cena Pamięci”


Kontynuacja „Ceny milczenia” to moje największe pozytywne zaskoczenie roku, gdyż pierwszy tom był ciekawy, ale w zestawieniu za 2021 nie trafił nawet do wyróżnień. Mogłem nazwać tamten zbiór ciekawym i choćby kreacja Hakarda mi się podobała, ale oprócz opowiadań o nim oraz tytułowego reszta moim zdaniem odstawała i ogólnie było nierówno pod względem poziomu. Tutaj Jakub Pawełek już od pierwszego opowiadania mnie kupił i aż się zdziwiłem, że to ten sam autor, który napisał „Cenę Milczenia”. Przede wszystkim zadziwiło mnie to, że Wernar bardzo zyskał w moich oczach. W pierwszym tomie prezentował się nieźle, ale nie darzyłem go zbytnią sympatią. Tutaj aż chciało mu się kibicować z jego poczuciem sprawiedliwości i ciekawymi dylematami moralnymi, gdy to poczucie spotykało się z rzeczywistością. Dodatkowo autor od pierwszego opowiadania zaczął budować jego relację z pewną inną postacią, która była zaskakująco ujmująca.
Hakard też prezentował się lepiej, bo był mniej „rycerzem bez skazy”, ale większą sympatią darzę teraz Wernara. O dziwo opowiadanie Maeidy również było niezłe, chociaż nadal tak średnio za nią przepadam.
To, co jest największą siłą tego tomu, to wzbudzanie emocji. O dziwo żadne opowiadanie oprócz ostatniego (za krótkie i bardziej zapowiedź przyszłych wydarzeń) nie odstawało poziomem. W każdym czułem emocje i aż się dziwiłem, że potrafił mnie tak zaangażować w opisywane wydarzenia. Czułem się tak, jakby Brian McClellan (ciekawa fabuła) napisał książkę jak Brandon Sanderson (ciekawa fabuła oraz emocje) i cieszy mnie ta zmiana, bo zupełnie się jej nie spodziewałem.

3. Feliks W. Kres „Grombelardzka legenda”


Trzecia historia z „Księgi całości” została podzielona przez Fabrykę Słów na dwa tomy – „Serce gór” oraz „Wstęgi Aleru”, które tutaj omówię jako całość.
Przede wszystkim w końcu mogłem powiedzieć, że odpowiada mi klimat powieści, gdzie w „Północnej granicy” (wojenny) i „Królu Bezmiarów” (morski) miałem z tym problem. Grombelardzkie góry okazały się idealne dla mnie. Ponury klimat, kraina pełna deszczu rządzona przez rozbójników… To mnie kupiło i nareszcie świat nie był dla mnie tylko elementem powieści, ale jej zaletą.
Oprócz ludzi Kres przybliżył także dwa pozostałe rozumne gatunki Szereru – sępy oraz koty i o ile w pierwszym przypadku nie czułem niczego wyjątkowego, tak w drugim było zadziwiająco dobrze. Autor ukazał nietypowe spojrzenie na świat kotów, które są wnikliwymi obserwatorami i są bardziej konkretne od ludzi w swoim zachowaniu. Kres zdołał je napisać na tyle ciekawie, że w każdym kolejnym tomie po cichu liczyłem na obecność jakichś przedstawicieli tej rasy.
Pod względem bohaterów historia również prezentowała się lepiej. Co prawda do głównej bohaterki nie zdołałem zapałać sympatią i mój stosunek wobec niej nazwałbym neutralnym, ale spośród reszty bohaterów największą sympatią obdarzyłem Baylaya, który stał się moim pierwszym ulubieńcem w tym cyklu. Polubiłem także choćby Rbita, Rameza i Werenę – która swoją drogą była pierwszą żeńską postacią stworzoną przez Kresa, którą zdołałem polubić.
„Grombelardzka legenda” mnie nie zachwyciła, ale była zaskakująco świetną rozrywką jak na to, co wcześniej oferował mi ten autor.

2. Feliks W. Kres „Porzucone królestwo”

O ile „Grombelardzka legenda” była świetną rozrywką, tak „Porzucone królestwo” zaskoczyło mnie pozytywnie pod względem emocji, ponieważ u tego autora dotąd nieczęsto ich doświadczałem. Kres powraca do Grombelardu i ponownie klimat powieści jest świetny, przy czym tym razem miałem wrażenie, że było jeszcze bardziej ponuro. Fabuła była bardziej poważna oraz skupiona na jednostkach i ich osobistych wątkach. Opis wskazywał, że to Glorma będzie najwięcej i jego próby odzyskania tego, co utracił, ale o dziwo poza początkiem skupionym na odwiedzaniu przez niego starych kompanów, jest go w tej powieści zaskakująco mało. Wbrew pozorom uważam to za pozytyw, ponieważ do niego należało najwięcej mogących chwycić za serce scen i dzięki temu nie były one „rozrzedzone”, tylko odpowiednio wybrzmiewały. Jego wątek jest melancholijny i… Może już nie zdradzę więcej, bo warto samemu go poznać. Na mnie zrobił największe wrażenie.
Oprócz tego pozytywem w powieści jest to, że w końcu śmierci jakichś bohaterów zrobiły na mnie wrażenie nie tylko przez swoją drastyczność i nie dlatego, że spośród tych postaci kogoś specjalnie lubiłem, tylko autor umiał opisać dane sceny z odpowiednią dramaturgią, wyczuciem. Zdecydowanie na ten moment najlepsza dla mnie powieść napisana przez Kresa.

1. Joanna W. Gajzler „Bóg maszyna”


Ponownie zwycięża debiut i znowu nie miałem tej powieści w planach, tylko pozytywne opinie znajomych mnie przekonały do poznania tej historii. Siłą „Boga maszyny” jest przede wszystkim świat oparty na niesprawiedliwości, ponieważ osoby nieposiadające stygmatów (coś zwierzęcego np. kolce na brodzie) lub niepełnosprawne fizycznie bądź umysłowo zostają uznane za kaleki. Ich los staje się wtedy trudny i mają do wyboru los niewolnika lub śmierć, gdyż odbierane jest im wszystko niezależnie od statusu i zostają pozbawieni wszelkich praw jako niepodobni do swego stwórcy Landeriona. Ta rażąca niesprawiedliwość jest nam notorycznie przypominana m.in. za sprawą służącego Gawiera, którego panem jest główny bohater – młody wynalazca Tagard, który również jest mocną stroną tej powieści. Początkowo pełny ideałów zmienia się i jak początkowo mu kibicowałem, tak potem zaczął wzbudzać we mnie skrajne uczucia, gdyż jego kilka decyzji nazwałbym „kontrowersyjnymi”. Jest samotnikiem mającym wręcz obsesję na punkcie tworzenia maszyn i bywa egoistą, przy czym potrafi przywiązywać się do innych osób. Nie powiedziałbym, że go lubię, ale jest interesującym protagonistą, którego dalsza droga mnie ciekawi. Moim zdaniem jego stopniowa przemiana wyszła bardzo dobrze. Ostatnim pozytywem były dworskie intrygi, ponieważ zawsze mam słabość do politycznych wątków i świetnie mi się śledziło odkrywanie wzajemnych powiązań. Jedynie przeszkadzał mi fakt, że przewidziałem, kto jest głównym antagonistą i pociąga za sznurki, chociaż to być może wina mojej długiej znajomości z Sherlockiem Holmesem. Udany debiut.

I oto nadszedł koniec zestawienia. Mam nadzieję, że dobrze wyjaśniłem wybory i obecny rok również będzie udany pod względem przeczytanych pozycji. Jeśli udało ci się dotrzeć do tego momentu, to gratuluję i życzę miłego dnia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

4 × trzy =

Magazyn Hipogryf
%d bloggers like this: