[DJF] Moje top 10 zagranicznych książek fantasy przeczytanych w 2021 roku

Ostatni rok był dla mnie mocno udany, jeśli chodzi o przeczytane książki zarówno pod kątem ilości, jak i jakości. Z tego względu postanowiłem się podzielić najlepszymi pozycjami, z którymi miałem styczność przez ten czas.


1. Steven Erikson „Wspomnienie lodu”

Okładka książki Wspomnienie lodu Steven Erikson

Przez długi czas myślałem, że na pierwszym miejscu pojawi się któraś z książek Brandona Sandersona, ale jednak niespodziewanie wygrała pozycja, której autorem jest Steven Erikson. Poprzednie tomy Malazańskiej księgi poległych, czyli „Ogrody księżyca” oraz „Bramy domu umarłych” byly niezłe, ale oczekiwałem od tego cyklu znacznie więcej i właśnie we „Wspomnieniu lodu” to dostałem. Autor kontynuuje tutaj wątki z „Ogrodów księżyca” i „bazę” pod historię wykorzystał znakomicie. Powracają między innymi Paran, Sójeczka, Anomander Rake czy Toc Młodszy i w każdym z tych czterech przypadków postacie stały się lepszymi wersjami siebie, co tyczy się zwłaszcza Sójeczki, który był mi obojętny po pierwszym tomie, a tutaj grał pierwsze skrzypce i stał się jednym z moich ulubieńców. Nowi bohaterowie również byli świetni jak np. Mhybe, Zrzęda i zwłaszcza Itkovian. Autorowi w przypadku poprzednich tomów brakowało wyrazistych bohaterów („Ogrody księżyca”) albo ciekawej akcji („Bramy domu umarłych”), a tutaj historia była kompletna. Wciągnęła mnie od pierwszej do ostatniej strony i naprawdę obchodziły mnie wydarzenia w książce. Zwłaszcza tyczy się to końcówki, gdzie w przypadku Sójeczki czy Itkoviana Eriksonowi udało się we mnie wzbudzić sporo emocji.

2. Brandon Sanderson „Rytm wojny”

Okładka książki Rytm Wojny. Część 2 Brandon Sanderson
Okładka książki Rytm Wojny. Część 1 Brandon Sanderson


To był mój faworyt, jeśli chodzi o pierwsze miejsce, jednak po analizie musiałem stwierdzić, że książka jest trochę nierówna. O ile wątek Adolina jest świetny od początku do końca, a jego finał to była istna huśtawka emocji, to w pozostałych przypadkach nie jest już tak kolorowo. W przypadku Kaladina początek oraz końcówka są świetne, ale środek już uważam za niezbyt ciekawy. Navani trzymała poziom i autor interesująco ją rozwinął, ale za to Shallan nie wzbudziła u mnie większych emocji, a Dalinara oraz Szetha było zbyt mało.

Oprócz tego najmniej w tym tomie „działały” retrospekcje i ich wydźwięk nie był tak mocny, jak w przypadku poprzednich trzech tomów. W nich były one jednym z atutów historii, a tutaj już tylko jej elementem. Za to bez zarzutu jest dla mnie końcówka tego tomu, która była mocno „drastyczna” i wzbudziła więcej emocji niż w „Słowach światłości” oraz „Dawcy przysięgi”, ale mniej, niż w przypadku „Drogi królów”. Ten tom był udanym powrotem autora do formy, którą prezentował w dwóch pierwszych, ale stracił w trzecim.

3. Brandon Sanderson „Studnia wstąpienia”

Okładka książki Studnia wstąpienia Brandon Sanderson


Druga pozycja Sandersona na tej liście, tylko z cyklu „Ostatnie imperium”. Miałem problem ze skończeniem tej serii, bo właśnie tego tomu ktoś nie zwrócił do biblioteki od ponad pół roku, ale na całe szczęście poznałem osobę, która pożyczyła mi drugi oraz trzeci tom tej historii. Mimo faktu, że od przeczytania pierwszego minęło ponad pół roku właśnie, to po mniej więcej stu stronach na nowo wsiąkłem w historię. O ile „Z mgły zrodzony” był dobrym rozpoczęciem trylogii, to „Studnia wstąpienia” była świetnym rozwinięciem. Postacie Vin oraz Elenda dojrzewają na kartach tej powieści, a niektóre postacie poboczne również mają swoje pięć minut, jak np. Sazed czy Breeze. Dodatkowo sama historia jest świetna i obfita pod względem ilości zwrotów akcji. Lawirowanie między trzema potężnymi armiami wciągało, ponieważ mam szczególną słabość do polityki, a sytuacja bohaterów wymagała jej sporej ilości.

4. Brent Weeks „Oślepiający nóż”

Okładka książki Oślepiający nóż Brent Weeks


Pierwsza pozycja na liście autora, który jest dla mnie największym odkryciem poprzedniego roku. Drugi tom „Powiernika światła” jest świetną kontynuacją. Weeks świetnie w niej rozwija postacie Kipa oraz Gavina. W przypadku pierwszego jego starania o dostanie się do Czarnej gwardii mimo jego niezbyt imponującej postury były najlepszym wątkiem w całym cyklu. Ten tom go zahartował i sprawił, że stał się moim ulubieńcem, co utrzymało się do końca cyklu. Gavin z kolei był bardziej ludzki, niż w pierwszym tomie i jego relacja z Karris była całkiem ciekawa. Dodatkowo rozgrywki polityczne z jego udziałem były świetne. Oprócz nich trochę rozwinięty został Żelazna Pięść i większą rolę w fabule odegrał wyrazisty Andross Guile. O ile po „Czarnym pryzmacie” polubiłem serię, to po „Oślepiającym nożu” pokochałem.

5. Brent Weeks „Okaleczone oko”

Okładka książki Okaleczone oko Brent Weeks


Trzeci tom jest na bardzo zbliżonym poziomie do drugiego. Kip dojrzewa jeszcze bardziej i tym razem gra pierwsze skrzypce samodzielnie, a nie do spółki z Gavinem. Niestety jego ojciec wskutek pewnych wydarzeń z końcówki drugiego tomu wypada z głównego nurtu fabuły i jego rozdziały na początku książki były nudne, a później już tylko „nieszczególnie ciekawe”. Ogólnie od tej właśnie części zaczął się regres w postaci Gavina i zaczął tracić on swój „blask”. To jest właśnie główny powód, dla którego „Okaleczone oko” ląduje w rankingu niżej od „Oślepiającego noża”.

Drugim powodem jest fakt, że autor jakby nie wiedział co zrobić z Liv. Po pierwszym tomie myślałem, że będzie jedną z czterech najważniejszych postaci, ale jej rola została znacznie zmniejszona i szkoda, bo miała moim zdaniem większy potencjał, a tak stała się mocno nijaka. Wzrost znaczenia nastąpił natomiast u wprowadzonej w drugim tomie Tei, która zostaje zwerbowana do Zakonu Złamanego Oka i jej wątek jest całkiem ciekawy. Ostatnim, co złożyło się na wysokie miejsce w rankingu, jest Żelazna Pięść, ponieważ autor świetnie go rozwinął w tym tomie, a historia jego oraz brata mocno mnie poruszyła. „Oślepiający nóż” rozbudził we mnie miłość do cyklu, a „Okaleczone oko” ją utrwaliło.

6. Joe Abercrombie „Kłopotliwy pokój”

Okładka książki Kłopotliwy pokój Joe Abercrombie


Osobiście uwielbiam książki ze świata pierwszego prawa, których większość przeczytałem w 2020 roku. „Kłopotliwy pokój” to jedyna pozycja przeczytana w 2021 i musiała znaleźć się w tym rankingu. Abercrombie nadal ma świetne dialogi, pełne trochę wisielczego humoru, a postacie są wyraziste. W tym tomie wśród nich prym wiedzie Orso dan Luthar, którego kreacja podoba mi się najbardziej z głównych bohaterów nowej trylogii. W pozostałych przypadkach o dziwo polubiłem Savine dan Gloktę, która powinna mnie odpychać (swoją drogą często tak bywa u Abercrombiego, bo w pierwszej trylogii moim ulubieńcem był Glokta), a o Jonasie Koniczynie oraz Victarine dan Teufel mam lepsze zdanie, niż po pierwszym tomie. Co do Rikke, to nie pałam do niej specjalną sympatią, ale ma interesujących towarzyszy (głównie mam na myśli Dreszcza). Pozostałe dwa przypadki to powody, dla których ta książka nie jest wyżej. Leo dan Brock stał się bardzo irytujący, czego nie spodziewałem się po „Szczypcie nienawiści”, gdzie trochę go lubiłem, a Gunnar Pleczysty…nadal nie widzę powodu, dla którego jest w tej trylogii. O ile każdy pozostały bohater ma jakąś rolę w fabule, która sprawia, że jest niezbędny, to Gunnara mogłoby w ogóle nie być. Ogólnie nadal Abercrombie pisze naprawdę ciekawie oraz wielokrotnie zaskakuje, a dodatkowo historia mnie obchodzi i nie chodzi mi tylko o nowych bohaterów, ale również starych, którzy od czasu do czasu występują w fabule, tylko w mniejszej roli (Dreszcz, Glokta, Gorst, Bayaz). Widać, że ten świat jest wypełniony wieloma świetnymi charakterami i czekam na ostatni tom tej trylogii, ponieważ „Kłopotliwy pokój” odsłonił kilka kart i ciekawi mnie, jak Abercrombie rozegra finał (ostatni tom pierwszej trylogii „Ostateczny argument” pokazał, że umie porządnie zaskoczyć).

7. Steven Erikson „Dom łańcuchów”

Okładka książki Dom łańcuchów Steven Erikson


Druga powieść Eriksona w tym rankingu. Tym razem Erikson kontynuował wątki z „Bram domu umarłych”. Od samego początku powieść zaskakuje, ponieważ autor skupia się na Karsie. Ten nieustraszomy wojownik na początku jest zwykłym fanatykiem i początkowo go nie lubiłem, ale potem zaczął trzeźwiej myśleć i przyjaźnie zawarte przez niego w fabule dawały mi trochę ludzkich uczuć. Zdecydowanie Karsa jest największym powodem, dla którego warto sięgnąć po czwarty tom. Oprócz niego jest wiele barwnych postaci, jak np. znani już Skrzypek, Kalam czy Lostara oraz nowi Gamet, czy Trull Sengar.

Książka jest napisana naprawdę ciekawie i zwłaszcza tyczy się to wątku wewnątrz Armii Apokalipsy, która za sprawą jej przywódców jest siedliskiem licznych intryg. Końcówka powieści jest pasjonująca, a najlepsza jej część to rozdział dwudziesty piąty, gdzie wszystkie intrygi znajdują rozstrzygnięcie i trup ściele się gęsto. Tak więc czemu „Dom łańcuchów” nie jest wyżej? Ten tom posiada wielu świetnych bohaterów, ale jednak wydarzenia wokół nich nie były zazwyczaj aż tak pasjonujące, jak w przypadku „Wspomnienia lodu”, a sam wątek „Nożownika” bardziej nudził, niż ciekawił.

8. Brent Weeks „Droga Cienia”

Okładka książki Droga Cienia Brent Weeks


Po przeczytaniu czasem wspaniałego a momentami średniego cyklu „Powiernik światła” kwestią czasu było sięgnięcie po drugą serię Weeksa. Miałem przeczucie, że ta seria będzie świetna i w do pewnego momentu miałem rację, ale teraz nie o tym. Zazwyczaj to pierwsze tomy są dobrym otwarciem, a drugie mnie urzekają, ale tutaj już „Droga Cienia” oczarowała mój umysł.

Fabuła nie zaczęła się jakoś specjalnie, ale z czasem historia się rozkręciła i zaczęła zaskakiwać licznymi zwrotami akcji. Główny bohater Kylar to siepacz (zabójca, tylko dysponujący dodatkowo magią) początkowo mnie do siebie nie przekonał, ale autor dał mu świetny konflikt wewnętrzny, a jego relacja z mistrzem Durzo Blintem choć niełatwa, była bardzo ujmująca. Oprócz wspomnianej dwójki Weeks wypełnił powieść wieloma intrygującymi bohaterami, którzy nie byli tylko tłem jak np. honorowy generał Agon czy godny pogardy Roth. Świat jest mocno szary i pełen intryg, a o losach Królestwa Cenarii decyduje przestępcza organizacja sa’kage. To była zdecydowanie udana lektura i świetny początek serii.

9. Rebbeca F. Kuang „Republika smoka”

Tę książkę z pozycji w rankingu przeczytałem jako pierwszą. „Wojna makowa” była dobrym rozpoczęciem cyklu mimo niesympatycznej głównej bohaterki Rin, której zdrowie psychiczne było mocno wątpliwe. W „Republice smoka” Rin na całe szczęście mniej działała mi na nerwy i mój poziom irytacji był w tym tomie najsłabszy. Na całe szczęście dla mnie jednak oprócz niej w fabule pojawiło się wielu ciekawych bohaterów, jak np. mądry przyjaciel Rin Kitaj, wszyscy Cike czy Nezha, który stał się w tym tomie moim ulubieńcem i to głównie jego zasługa, że tą część uważam za najlepszą z całej trylogii. W całej książce jest sporo polityki, do której mam osobiście słabość i to, na co zwróciłem uwagę w trakcie lektury, to właściwie brak podziału na dobro i zło.

10. Sebastien de Castell „Cień rycerza”

Okładka książki Cień rycerza Sebastien de Castell


W przypadku tego autora mam za sobą już cały cykl i wahałem się, który tom umieścić w cyklu, ponieważ „Tron tyrana” był na podobnym poziomie. Zwyciężył jednak „Cień rycerza”. Drugi tom przygód Wielkich Płaszczy pochyla się nad kwestią rycerzy, których moralność jest mocno specyficzna, ponieważ są zdolni do każdych czynów godnych pogardy, jeśli tylko rozkaże im tak ich pan, ponieważ tak nakazuje honor. Dodatkowo powracają zabójcy Dashini, za których sprawą dochodzi do według mnie najbardziej szokujących rozdziałów. Autor wprowadził w tym tomie więcej szarości moralnej, a towarzysze Falcio, czyli Kest i Brasti dostali więcej miejsca, czego mi brakowało w pierwszym tomie. „Cień rycerza” wzbudził we mnie wiele emocji i wszystkich tomów ten jest według mnie najbardziej kompletny i „równy”.

Jak widać, moja topka jest mocno obszerna. Mam nadzieję, że dobrze wyjaśniłem swoje wybory. Liczę na to, że w tym roku również uda mi się przeczytać tyle zapadających w pamięć pozycji.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

4 × cztery =

Magazyn Hipogryf
%d bloggers like this: