Czy klasyka zawsze jest dobra? Całopalenie

Uwielbiam klasyczną grozę, horror w swojej dziewiczej formie, która ukształtowała dzisiejszą kulturę strachu. Często więc gdy słyszę, że klasyka jest nudna, przeiwdywalna, prosta i mdła, to staję w jej obronie, tłumacząc, że taki to już jej urok. Trochę jak babcia, która czasem powtarza szósty raz tę samą historię, ale i tak ją kochasz. Tylko że tym razem… Wcale nie mam ochoty bronić tej babci.

 

Wielki odpoczynek, czy wieczny spoczynek?

 

Ben i Mariam Rolfe są szczęśliwym małżeństwem i mają ośmioletniego syna Davida. Są wciąż jeszcze młodzi, pełni planów i marzeń. Taka klasyczna klasa średnia, nie stać ich na nic lepszego, ale tu, gdzie są, urządzili sobie miłe gniazdko. Szkoda tylko, że Brooklyn, który otacza ich urocze mieszkanko, nie daje o sobie zapomnieć. Hałaśliwi sąsiedzi, hałaśliwe dzieci, hałaśliwa ulica, hałas, hałas, HAŁAS! Zewsząd dobiegają ich odgłosy miasta, obdzierając ze szczątków prywatności. Przepracowany Ben i znudzona Mariam potrzebują wakacji.

 

Małżeństwo znajduje ogłoszenie o domu do wynajęcia na wakacje za podejrzanie niską kwotę. Jak to mówią, za darmo to uczciwa cena, więc zgadzają się na wszystkie warunki właścicieli, rodzeństwa Allardyce – łącznie z tym, by opiekować się zniedołężałą matką podczas ich nieobecności. Zaczynają się wakacje w wielkiej, wspaniałej rezydencji, a razem z nimi kłopoty.

 

A gdyby tak ciut inaczej…

 

Marasco otwiera przed czytelnikiem drzwi wielkiej, zaniedbanej posiadłości, pełnej wspaniałych, ale zakurzonych antyków. Atmosfera jest tajemnicza i mroczna, jakby szykowała dla nas całe rzesze duchów i demonów czających się w każdym pokoju. A jednak Marasco wybiera inny, zupełnie nowy kierunek grozy. Posiadłość nie jest opętana, a zamiast tego, sama zastawia sidła na swoje ofiary. To nowatorski zabieg, zupełne odwrócenie nawiedzonego kota ogonem. Zrobienie z budynku istoty świadomej i perfidnej to świetne rozwiązanie, pogłębienie grozy w grozie. Bo z nawiedzonego domu można wypędzić demona, ale co zrobić, gdy to dom jest demonem? Daje to doskonały grunt pod tragiczną walkę bohaterów, pod desperację i rozpacz – a bądźmy szczerzy, czytelnicy horrorów to właśnie lubią najbardziej. Niestety…

 

 

Całopalenie jest proste. I to w takim dziwnym znaczeniu. Bo niby jest liźnięte to i owo, ale nic poza tym. Mariam jest kurą domową, dom ma tak wypucowany, że podobno jakiś chirurg próbował tam przeprowadzać operację na otwartym sercu. Do tego ma słabość do antyków i stylowych (drogich) rzeczy. Bardzo mi się podobało, gdy będąc już w posiadłości, pęka jej maska perfekcyjnej żony i matki i wyłazi z niej materialistka i pedantka. Ale niestety, ten wątek jest potraktowany dość pobieżnie. Tak samo wątek niepewności Bena co do posiadłości. Niby widzi, że coś jest nie tak, ale w sumie… Co tam jakieś dziwne akcje, są wakacje, upał, a tu jest BASEN! David, ich syn, zachowuje się, jakby miał pięć lat i jakieś zaburzenia. Gdzie tu miejsce na jakąś physis domu?

 

Mierzenie grozy w grozie

 

Książka jest cienka, ma ledwie 320 stron, więc treść tam zawarta musi być konkretna. Trudno tak skoncentrować grozę, ale Robert Bloch w Psychozie udowodnił, że jest to jak najbardziej do zrobienia. Niestety Marasco jest trochę zbyt dosłowny i skupiony na faktach. Gdzieś przeczytałam, że pierwotnie Całopalenie miało być scenariuszem, ale autor zmienił zdanie. I to widać, bo książka jest pozbawiona jakiejś poetyki, liryczności. Jest raczej opisem budynku, jakimś katalogiem modnych mebli i licealnym planem wydarzeń. Nie jest złe! Po prostu jest… Poprawne.

 

I niestety, ale Całopalenie jest niemal zupełnie pozbawione także grozy. Właściwie to straszna jest tylko idea (i to sama idea) świadomego domostwa, które z własnej woli chce krzywdzić mieszkańców. Te wyczekane momenty strachu były takie emocjonujące, że łatwo je było przeoczyć.

 

Na tle innych klasyków horroru Całopalenie wypada bardzo słabo i wygląda na to, że trafiło tam chyba za sam pomysł autora – bo, jak już wspominałam, sama idea domu-demona jest genialna. Niby całkiem w porządku to się czyta, bo jest napisana poprawnie, ale w ogóle nie zapada w pamięć i już chwilę po przeczytaniu, nie potrafiłam przypomnieć sobie żadnych starszych momentów książki. Właściwie to można to przeczytać, bo złe nie jest, ale nie trzeba, bo dobre też nie.

Taka w sumie książka o remoncie.

 


 

 

 

Tytuł: Całopalenie

Autor: Robert Marasco

Wydawca: Vesper

Data premiery: 22.04.2020

Liczba stron: 320

ISBN: 9788377313497

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

dziewięć + 17 =

Magazyn Hipogryf