Czarna Orchidea – zakochałem się w tym komiksie!

Czarna Orchidea to jeden z najbardziej oczarowujących, wciągających i zarazem niepokojących komiksów, jakie ostatnio czytałem. A to za sprawą jego niezwykłej oprawy wizualnej! Można by powiedzieć, że wręcz artystycznej, gdyż ilustracje nie są tutaj tylko tłem dla opowiadanej historii, a wręcz śmiem twierdzić, że one są historiami same w sobie.

 

 

Czarna Orchidea – o czym jest komiks?

 

Susan Linden została brutalnie zamordowana. Aby pomścić swoją śmierć, odradza się jako Czarna Orchidea – hybryda człowieka i rośliny. Korzystając ze swojej ludzkiej pamięci oraz mocy pochodzącej z roślin stara się rozwikłać sieć oszustw i tajemnic, które doprowadziły do jej zabójstwa i odnaleźć mordercę.

 

Nowe wydanie „Czarnej Orchidei” zawiera zeszyty „Black Orchid” #1–3, a także wprowadzenie dziennikarza Mikala Gilmore`a oraz niepublikowane dotąd szkice, notatki i próbne teksty Neila Gaimana.

 

 

Historia jest tutaj wciągająca, ciężka i naprawdę dobrze przemyślana. Nie jest to lekka przygoda na wzór kinowych superbohaterów Marvela z takim Spider-Manem na czele, ale coś o wiele cięższego i mrocznego. Coś jak film Watchmen. Strażnicy z 2009 roku.

 

 

Dave McKean jest mistrzem i Czarna Orchidea to tylko potwierdza

 

Spójrzcie na te wszystkie ilustracje, jak one przemawiają do czytelnika. Jest kilka kadrów, gdzie postać patrzy na wprost, jakby nie tylko przed siebie, ale też na samego czytelnika. No a fakt, że oczy tutaj są przedstawiane niezwykle szczegółowo, jest co najmniej niepokojący.

 

 

Strasznie też podoba mi się format, w jakim przedstawiane są poszczególne panele. Jeśli mnie pamięć nie myli, to podobny zabieg zastosowano w grze Max Payne i już wtedy wyglądało to świetnie i klimatycznie. W Czarnej Orchidei również tworzy to niesamowity klimat. Tak, jak na przykładzie poniżej:

 

 

Czy polecam ten komiks?

 

Absolutnie! Jest to jeden z wartościowszych komiksów, jakie ostatnio ukazały się na naszym rynku. No i nawet jeśli sam lubię lżejsze klimaty i skłaniam się bardziej w kierunku Usagi Yojimbo czy Hawkeye, to po prostu nie mogłem przejść obojętnie obok tego albumu. Nawet nie tylko jako czytelnik i fan komiksów, ale też jako kolekcjoner, bo mam jakieś przeczucie, że Orchidea za parę lat może być taką swoistą perełką w mojej kolekcji. Zwłaszcza po tym, jak Rachel McAdams powiedziała, że chciałaby zagrać filmową Czarną Orchideę.

 

 

Wizualnie jest 10/10, ale fabularnie komiks też nie zostaje w tyle. Historia wciąga i mimo że to jest naprawdę cegła, a nie album, to można go wciągnąć w jeden wieczór.

 

 

~ Arek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

siedem + 9 =

Magazyn Hipogryf