“Cyberpunk. Odrodzenie”, czyli Ziemiański na grząskim gruncie

Znacie to uczucie, kiedy jako dzieci robiliście “zupę” ze wszystkiego co było pod ręką? Czego tam nie było: i liście, i patyki, i może jakie kamienie i cholera wie co jeszcze. Może i byłoby tego za dużo, ale przecież to tylko zabawa elementami, nikt nie kazał Wam tego próbować. Gorzej, jeśli byście musieli. To właśnie by Was spotkało czytając najnowszą powieść Andrzeja Ziemiańskiego “Cyberpunk. Odrodzenie”. Bowiem mamy tu do czynienia z prawdziwym miksem stylów i gatunków.

 

Co Autor miał na myśli?

 

Shay Scott jest emerytowanym policjantem cierpiącym na nieuleczalną chorobę. O dziwo właśnie ta cecha jego postaci, poza oczywistym talentem detektywistycznym, jest kluczowa do rozwiązania zagadki. A ta nie jest prosta, mimo, że sprawcę znamy od samego początku. Pytanie zatem brzmi nie “kto?” ale “dlaczego?” Dlaczego młoda dziewczyna zabija z zimną krwią naukowców w laboratorium, ucina sobie podszytą flirtem pogawędkę ze strażnikiem a następnie wychodzi przez nikogo nie niepokojona? I gdzie w tym wszystkim jest jej siostra-bliźniaczka, której wszczepiono implant mózgu? Taki jest zarys fabuły: mamy morderstwo (nawet masowe), mamy ścigającego mordercę glinę, tajemnice i wiele splatających się ze sobą wątków. Idealny przepis na rasowy kryminał. I nim też ta książka jest. To także utwór science-fiction w pełnym znaczeniu tego słowa, ładnie zarysowane postaci dodają także dramatyzmu, obyczajowej głębi, nie są do bólu archetypiczne. Co więc mnie powstrzymuje, żeby pozytywnie docenić “Cyberpunk. Odrodzenie”? Chyba tylko to, że najmniej w tej pozycji cyberpunku.

 

Nowa fala czy płynięcie na fali? 

 

W 2015 roku świat usłyszał o planowanej na nieodległą przyszłość premierze gry “Cyberpunk 2077”, która miała zapełnić niszę w gamingowym science-fiction. Nie znajdujemy bowiem wielu gier o podobnym, szerokim oddziaływaniu i tak precyzyjnej, futurystycznej tematyce. Dwa lata później spod ręki Dennisa Villenueve’a wyszedł sequel “Blade Runnera”, pozycji absolutnie kultowej w science-fiction, i z każdym rokiem wzrastało zainteresowanie cyberpunkiem jako wizją przyszłości. Na fali tego “hype’u”, wraz ze ze zbliżającą się premierą gry, dostaliśmy coraz więcej książek jakoś wpasowujących się w ten nurt. Wariacją na temat była moim zdaniem trylogia Michała Gołkowskiego “Sybirpunk”, ale już pełnię cyberświata dostaliśmy w “Cyberpunk Girls” (których to recenzję znajdziecie na naszym portalu), świeżo wydanej “Antologii polskiego cyberpunka” i właśnie w “Cyberpunk. Odrodzenie”. I tu pojawia się pytanie: czy mielibyśmy na rynku tyle pozycji z tego samego nurtu, w tak krótkim czasie, gdyby nie gra CD Projekt? Osobiście uważam, że nie. Czy to zwiastuje nadejście rosnącej popularności cyberpunkowej twórczości? Także nie.

 

Wydaje się, że twórcy postawili na tytułowe “płynięcie na fali” i wykorzystanie chwytliwego obecnie słowa “cyberpunk” dla doraźnej popularności swoich utworów. To oczywiście w pełni uprawnione ale czy wszyscy wychodzą z tego starcia zwycięsko? Czy Andrzej Ziemiański podołał? 

 

Czego Czytelnik miał prawo oczekiwać? 

 

Gdy zasiadałem do czytania “Cyberpunk. Odrodzenie” chciałem przeczytać powieść, która będzie osadzona w futurystycznej wersji świata, zbliżonej do wizji z “Neuromancera”, “Blade Runnera” czy “concept artów” z gry “Cyberpunk 2077”. Książka Andrzeja Ziemiańskiego, w moim odczuciu, opisuje świat zbyt jasny, zbyt czysty jak na klasyczne realia cyberpunka. Mamy tu co prawda Zakazane Miasto, gangi, gangsterów i modyfikacje ciała (bardzo solidny motyw gatunkowy) ale brak temu smolistego klimatu miejskich molochów gdzie technologia wypiera po trosze ludzkość. 

 

Andrzej Ziemiański jest znanym autorem fantastyki oraz science-fiction, jego “Achaja” weszła już do kanonu polskiej literatury fantasy, “Cyberpunk. Odrodzenie” do niej na pewno nie wejdzie. Warsztatowo książka jest napisana dobrze i przejrzyście, postacie mają odpowiednie motywację, rysy charakterologiczne, dawki akcji i humoru są również całkiem odpowiednio wyważone. “Cyberpunk. Odrodzenie” to bardzo dobry kryminał i jako taki powinien być rozpatrywany w pierwszej kolejności. To ciekawa pozycja science-fiction, ale uważam, że nie można na nią patrzeć jako odę do klasyki cyberpunka. Oczywiście, że recenzjami rządzi subiektywizm, ale zwracam uwagę na ten fakt, by nie czuć rozczarowania. 

 

Dążyłem w tym tekście do uświadomienia prawdopodobnych motywacji Autora co do podjętej tematyki (bowiem nie zajmował się on wcześniej cyberpunkiem) co mam nadzieję daje pewne podwaliny pod kształtowanie opinii o “Cyberpunku…”. Podsumowując, jest to książka dobra, niewolna od wad, ale i daleka od znanej nam wizji przyszłości, w którą powinna się wpasować by spełnić wymagania gatunku. 

 


 

 

Cyberpunk Odrodzenie - okładka książki

 

 

 

Tytuł: Cyberpunk. Odrodzenie

Autor: Andrzej Ziemiański

Wydawca: Akurat

Data premiery: 12.08.2020

Liczba stron: 416

ISBN: 9788328713628

 

Thorvil

Thorvil

"Później mówiono, że człowiek ten nadszedł od południa, od strony Podkarpacia. Miał na sobie stary płaszcz, w którym niegdyś ścigał Mężczyznę w czerni, przy boku miał miecz dziedzica Isildura, a na twarzy bliznę po strzale z blastera Boby Fetta... Ale przyszła na niego kolej, przysiadł więc i zaczął pisać co widział. A było tego sporo..." Thorvil, czyli ja, spiszę tu wszystko to i wiele więcej. Oczekujcie ode mnie sporo fantastycznej publicystyki, Gwiezdnych Wojen i okazjonalnych recenzji nowości i książek retro. W świecie SW siedzę tak głęboko, że gdybym miał bliźnięta nazwałbym je... Tak, zgadliście! R2D2 i C3PO! To wszystko i sporo więcej, ale zawsze w klimacie.

%d bloggers like this: