Chór zapomnianych głosów – Remigiusz Mróz – recenzja

Hej Hipogryfy! Tym razem zabieramy się za tematy science-fiction i wraz z Remigiuszem Mrozem lecimy w mroźne (wiem, super-suchar) odmęty kosmosu! Zapraszam do recenzji książki Chór zapomnianych głosów:

 

 

Chór zapomnianych głosów – cóż to takiego?

 

Graliście w Dead Space? Jaraliście się serią Zaginiona Flota, której autorem jest Jack Campbell? Czy też chcecie poczytać o masakrze na statku kosmicznym dryfującym w otchłani kosmosu? No to ta pozycja powinna was zainteresować!

 

Już sam początek jest krwawy i rozbudza naszą ciekawość. Nasz bohater — Astrochemik Håkon Lindberg — budzi się z kriogenicznego snu, by ujrzeć, że praktycznie cała załoga okrętu badawczego Accipiter została zmasakrowana (bo zabita to zbyt łagodne określenie). Poza nim na statku znajduje się też tajemniczy nawigator — Dija Udin Alhassan — budzący niepokój jegomość, odnoszący się szorstkim tonem do głównego bohatera, jednocześnie będący drugim ocalałym z masakry na Accipiterze.

 

Co tak naprawdę się tutaj wydarzyło? Ekipa statku oszalała i wyrżnęła siebie nawzajem? Obca cywilizacja postanowiła zrobić sobie tutaj mały poligon testowy i zmasakrować ludzi w najwymyślniejsze sposoby? A może to jednak ten tajemniczy nawigator za wszystkim stoi i bawi się w sadystyczny sposób ostatnim żywym członkiem załogi?

 

 

Pierwsze podejście do Remigiusza Mroza

 

Otwarcie przyznaje, nie czytałem wcześniej żadnej z książek omawianego dzisiaj autora. Jakoś tak nie było okazji. Za to słyszałem o nim wiele, naprawdę wiele, zarówno tego dobrego, jak i złego.

Osoby, które czytały wcześniej Mroza, były w większości zadowolone, wspominały o tym, że łatwo i szybko się czyta, no i że historie też w sumie były wciągające. Może bez fajerwerków, ale ogólnie mieli bardzo pozytywne wrażenia.
Co innego wszyscy pisarze i przyszli pisarze, z którymi siedziałem na grupach na Facebooku. Dla tej grupy Remigiusz Mróz był wręcz płachtą na byka! Co chwila były teksty, że strzela jedną książką za drugą, wszystko na jedno kopyto i każda kolejna pozycja jest taka sama jak poprzednie. Przez co, sam jeszcze bardziej chciałem poznać twórczość tego autora! Tym bardziej się ucieszyłem, kiedy w moje ręce trafił Chór zapomnianych głosów.

 

Co mogę powiedzieć po lekturze tej książki?

 

Chór zapomnianych głosów jest niczym hollywoodzki film

 

Dokładnie takie właśnie porównanie przyszło mi do głowy i potem nie mogłem się go pozbyć z moich myśli. Wyobraźcie sobie taką sytuację, że idziecie do kina i chcecie się po prostu rozerwać, wybieracie więc jakiś kolejny hollywoodzki hicior i voila, macie dwie godziny dobrej rozrywki. Tak po prostu dobrej, bez zbędnego poruszania trudnych tematów, w stylu francuskich dramatów obyczajowych.

 

Podobnie jest u Mroza.

 

Czy jest to jakieś nowatorskie podejście do tematu i coś, czego wcześniej nie było? Nie, z pewnością nie. Czy przekazuje to jakieś ważne wartości i skłania do refleksji nad kierunkiem, w jakim zmierzamy jako ludzie? Też nie…
Czy jest to kawał dobrej historii, którą czyta się z przyjemnością i trzyma w napięciu do samego końca? No pewnie, że tak!

 

Czytając Chór zapomnianych głosów:

 

  • byłem niesamowicie wkręcony w klimat, jaki został wprowadzony na cały statek Accipiter,
  • snułem teorie kto i co za tym wszystkim stoi,
  • czytało mi się o wiele lepiej niż Porucznika Leary’ego (o nim poniżej).

 

 

Między Learym a Gearym

 

Dwie duże pozycje science-fiction z gatunku space opera, które ostatnio czytałem, to Porucznik Leary dowodzi, której autorem jest David Drake, oraz książki Johna Hemry’ego (pod pseudonimem Jack Campbell) z Zaginioną Flotą na czele. Chór zapomnianych głosów i Remigiusz Mróz, jak dla mnie wpasowują się idealnie między tych dwóch autorów.

 

W omawianej dzisiaj książce wszystko dzieje się dużo szybciej i sprawniej — czyta się to łatwo i z przyjemnością, co bije na głowę książkę Davida Drake, gdzie, mimo że była to świetna space opera, to momentami wynudziła mnie miłosiernie. Tutaj tego nie było, tutaj klimat i tempo nie dawało czasu się nudzić.

 

Jednak książka Remigiusza Mroza to jeszcze nie ten poziom co Jack Campbell. Technikalia były tym, czego mi tu brakowało. Za mało było opisów technologii i tej “technicznej” strony science fiction, gdzie dostajemy w twarz taką garść teorii o życiu w kosmosie, że potem trawimy to jeszcze długo po przeczytaniu książki. Tutaj tego mi brakowało. Wiem, że to w sumie inny klimat, na czym innym autor się skupiał, jednak książka zostawiła lekki niedosyt i nie pogniewałbym się, gdyby była nieco dłuższa. Na szczęście jest jeszcze Echo z otchłani i mam nadzieję niedługo również się i w to wczytać 😉

 

Chór zapomnianych głosów – podsumowanie

 

Książkę czytało mi się strasznie szybko, trzymała w napięciu, a bohaterowie byli jednymi z ciekawszych, o jakich ostatnio czytałem.
Zabrakło mi jakiejś większej rozbudowy świata. No i może parę razy skrzywiłem się nad tym ciągłym bluzganiem postaci. Jednak było więcej plusów niż minusów, a co do samego Remigiusza Mroza — to tak książka sprawiła, że na pewno sięgnę po innego jego tytuły.

 

Ps. Wielkie brawa dla Remigiusza Mroza za nawiązanie do Aliena! No aż wróciłem do tego momentu, żeby przeczytać to jeszcze raz 🙂

 

Tytuł: Chór zapomnianych głosów
Autor: Remigiusz Mróz
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 496

 

Dziękuję wydawnictwu Czwarta Strona za udostępnienie egzemplarza do recenzji.

 

~ Arek

Arkadiusz Orzeł

Arkadiusz Orzeł

Staram się aktywnie promować czytanie, granie w gry planszowe i ogólnie pojętą fantastykę.

%d bloggers like this: