BRAVE : Merida Waleczna – o tym jak Pixar z Disneyem zostali wikingami

Ok! W końcu zebrałem się w sobie i obejrzałem Disneyowskiego Brave czy jak kto woli Merida Waleczna od studia Pixar. No wiecie, tych od WALL-E czy Toy Story, nie sposób ich nie znać. Tym samym, miałem dość wysokie oczekiwania co do animacji.

 

BRAVE: Merida Waleczna czyli Wikingowie w Disneyowskim wykonaniu

 

 

Pomijając memy i całkiem pochlebne opinie na necie, to postanowiłem zabrać się za ten film z dwóch powodów:

  1. Znowu mam fazę na Netflixowych wikingów (aktorzy z filmowego Warcrafta patrzę na was!) i oglądam kolejne sezony z rozdziawioną gębą.
  2. Setting i oprawa Meridy Walecznej przypomina mi starą strategię komputerową SAGA: Gniew Wikingów, w którą zagrywałem się jako młodziak (nostalgia mocno).

 

Merida czyli disneyowska redhead

 

Poznajemy tutaj historię księżniczki Meridy, córki królowej Elinor i króla Fergusa, aktualnie sprawujących rządy nad zjednoczonymi klanami wikingów. Merida, mimo wielu lat nauki wszelkich manier i ogólnego księżniczkowego know how to woli jednak łapać za łuk, wskakiwać na konia i buszować po okolicznych lasach.

 

 

Tak też sielsko mijają jej dni, gdy nagle dociera do niej fakt, że czas już na ślub!

Już do bram pukają trzej młodzi reprezentanci wikingowych klanów, by konkurować o rękę rudowłosej panienki. Jednak jak już zapewne się domyślacie, nasza bohaterka ma co do tego zupełnie inne plany.

 

(nie)śmieszne trojaczki

 

Merida ma też trzech młodszych braci, Harrisa, Huberta i Hamisha. Działają tutaj jako taki comic relief, wsadzając jakieś śmieszne scenki między rozmowy czy miejsca akcji. Muszę przyznać, że już dawno nie widziałem takich nudnych slapsticków i naprawdę uważam, że ten film byłby lepszy bez tych postaci. Serio, ile można oglądać gagi o podkradaniu jedzenia? No i ile w ogóle można jeść? Mamy tu trzy chodzące studnie bez dna, którym ośrodek głodu w mózgu naszedł na wszystkie inne funkcje.

 

 

Merida Waleczna to uczta dla oka i ucha

 

Animacja ma naprawdę ładne sceny, szczególnie te z lotu ptaka: lasy, góry, twierdza na skarpie nad wodą, wszystko prezentuje się świetnie. Co do projektów postaci to już kwestia gustu. Jest to coś pomiędzy Shrekiem a Jak Wytresować Smoka, trochę karykaturalne, ale z wieloma detalami. Na początku miałem problem, bo oczy Meridy przypominały mi guziki od szmacianej lalki, ale szybko ta myśl wyleciała mi z głowy. Potem już wydawała mi się całkiem normalna jak na setting filmu.

Ścieżka dźwiękowa to coś, co naprawdę można pochwalić. Podczas wartkiej akcji aż wszystko dudni nam w uszach. W trakcie skradania się postaci przez ciemne zakamarki lasu to lekkie nuty w głośnikach sprawiają, że jeszcze bardziej wczuwamy się w atmosferę filmu. Mówiąc krótko, jest dobrze. Nie jest to Hans Zimmer, ale i tak jest dobrze!

 

 

Historia skromna, ale dobra

 

Większość filmu opowiada tak naprawdę o konflikcie matki z córką. Oczywiście nie za poważnym, w końcu to bajka Disneya, a nie dramat obyczajowy. Mimo to przemiana, jaką przechodzą zarówno Elinor, jak i Merida, jest dobrze ukazana w Brave.

 

Postacie mają swoje małe dramaty, plusy i minusy i każda z nich coś chce osiągnąć. Nie ma tutaj motywu damsel in distress, żadnej księżniczki zamkniętej w wieży, którą trzeba ratować. Jest za to bardzo fajna relacja matka/córka i dużo wartkiej akcji! Właśnie przez to film i jego twórcy Mark Andrews i Brenda Chapman jak najbardziej zasługują na dużego plusa.

 

Spodobał mi się plot twis. Był zabawny, nie spodziewałem się takiego obrotu spraw i całkiem fajnie nakierował dalszą fabułę. Zdecydowanie miałem przy nim więcej frajdy niż przy wszystkich innych motywach/scenach.

 

 

Film oglądało mi się z przyjemnością, plot twist mnie rozbawił, a gdy bylem pewny co się ma zaraz wydarzyć, wydarzyło się cos innego. Merida to szczwany rudzielec i nie da się jej nie lubić.

Może nie miałem takiego hype jak na Shreku, ale tez jestem już starszy i nie oglądałem Meridy Walecznej w kinie, to i odbiór też inny. Mimo wszystko naprawdę mogę ten film polecić. Dodatkowo motyw magii był ciekawy, a scena po napisach końcowych była 10/10.

Tags:

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *