Ballada o głodzie i śmierci – Igrzyska czas zacząć!

Igrzyska Śmierci, moje guilty pleasure. Mam jakiś umiarkowanie pesymistyczny stosunek do gatunku young adult, ale kurczę… Igrzyska to moja ulubiona seria tak książek, jak i filmów. Jak tylko dowiedziałam się, że wychodzi Ballada Ptaków i Węży, czyli czwarta część, zamówiłam ją przedpremierowo w pierwszym możliwym terminie!

 

Dawno, dawno temu, w zniszczonym wojną Panem…

 

Ballada Ptaków i Węży opowiada o przeszłości Panem, o młodości Coriolanusa Snowa i o pierwszych, raczkujących jeszcze Igrzyskach. Suzanne Collins mówi (a pięknie mówi!) o świecie zrujnowanym wojną, którego rany jeszcze ciągle broczą krwią, o ludziach, którzy próbują odnaleźć się w świecie ruin. Większość z nich pamięta zarówno wspaniałe Panem, pełne przepychu i bogactwa, jak i bombardowania, śmierć i wszechogarniającą rozpacz wojennego czasu. Ludzie chcą chleba i igrzysk, więc doktor Volumnia Gaul im te Igrzyska daje. Dziesiąte Igrzyska Śmierci mają być wyjątkowe, zreorganizowane i pełne innowacji. Jedną z nowości są mentorzy – młodzi ludzie wybrani spośród elity Panem, którzy mają zaopiekować się swoimi trybutami. Jednym z wybrańców jest nie kto inny jak nasz Coriolanus Snow.

 

Postać Coriolanusa jest jedną z najlepiej napisanych postaci, jakie spotkałam. Wzbudza w nas cały wachlarz uczuć, jego historia budzi nawet litość – a przecież czytelnik dobrze wie z kim ma do czynienia! Obraz potwora z Igrzysk koliduje z obrazem zagubionego w powojennym świecie młodego, ambitnego człowieka, choć tylko pozornie. Cała droga, jaką Coriolanus przeszedł, by stać się prezydentem Snowem, jest usłana rozczarowaniami, gorzkim smakiem porażki i upokorzenia. Nic go oczywiście nie usprawiedliwia, ale tłumaczy, jakie momenty w jego życiu stały się kluczowe dla jego charakteru. Dobrym przeciwstawieniem do niego, jest postać Sejanusa Plintha – ten kontrast pokazuje, jak czasem niewiele trzeba, by upaść. Frustracja, zazdrość, głód… Coś, co mogłoby zaważyć na całym naszym życiu, jest w zasięgu wzroku, ale poza zasięgiem ręki.

 

Nie mogę nie wspomnieć o naszej drugiej głównej postaci, czyli o trybutce dwunastego Dystryktu – Lucy Gray Bird. Z jednej strony bardzo irytowała mnie ta postać (zupełnie jak Katniss!), z drugiej jej wyjątkowość jest tym razem naprawdę interesująca. W odróżnieniu od panny Everdeen, Lucy Gray nie strzela z łuku i nie ma jakichś survivalowych umiejętności – ot, ładnie śpiewa i gra na gitarze. Jest postacią znacznie bardziej medialną, głośną i… Niejednoznaczną. W grze, w której stawką jest jej życie, musi dobrze rozegrać swoją partię.

 

 

 

 

Nikt nie rodzi się zły

 

Collins widać uczy się na błędach i daje czytelnikowi większe pole do popisu. Czytając Balladę, czasem sami czujemy niepewność, jaką odczuwają bohaterowie. Dzielimy z nimi frustracje i złość na niesprawiedliwość tego świata. Autorka dużo czasu musiała poświęcić literaturze wojennej, bo choć jej świat jest fikcyjny, to emocje, zdarzenia, brutalność wojny i jej konsekwencji są jak najbardziej prawdziwe. I ten nasz Coriolanus… Kurcze, momentami czułam się jak głupia, czytając coś i w myślach prosząc: „Corio, nie rób tego! Jesteś dobry, udowodnij, że stać Cię na coś więcej!”, choć przecież dobrze wiedziałam, kim stanie się w dorosłości. Collins pogrywa sobie z nami, z jednej strony budowania, że miłość jest w stanie zwyciężyć wszystko, a z drugiej pokazuje, jak czcze są bajeczki o pięknym happy endzie. Pokazuje, że droga ku złu, jest łatwa i często uczęszczana, a ku dobru to bieg przez piekło, i jeszcze pyta – czy na pewno warto? Czy jesteś na to gotowy?

 

Poza postaciami pokazana jest także rodząca się rzeczywistość Panem, którą znamy z poprzednich części. Mamy tu wiele wyjaśnień, uzupełnień, ciekawostek… Radykalna różnica w świecie, Dystryktach, Igrzyskach, która klaruje się podczas tych sześćdziesięciu lat rządów Snowa, jest powalająca. To frustrujący obraz wykorzystania wspaniałego umysłu do podłego celu.

 

Dorośli czasem starają się ignorować rzeczywistość, odwracać wzrok od okropieństwa i zła, wmawiają sobie, że wszystko jest w porządku. Dzieci jednak chłoną ten świat bez filtra, przyjmują taką rzeczywistość za jedyną im znaną i kontynuują jej paskudne tradycje. Czasem trzeba ponad sześćdziesięciu lat, by zrozumieć, że w wojnie nie ma prawdziwych zwycięzców. Są tylko przegrani i martwi.

 

PS. Ma powstać film na podstawie Ballady Ptaków i Węży!

 


 

Suzanne Collins Ballada Ptaków i Węży okładka

 

Tytuł: Balalda ptaków i węży
Tytuł oryginalny: The Ballad Of Songbirds And Snakes
Autor: Suzanne Collins
Tłumacz: Małgorzata Hesko-Kołodzińska,a Piotr Budkiewicz
Wydawca: Media Rodzina
Data premiery: 17-06-2020
Liczba stron: 544
ISBN: 9788380087583

Nanaia

Nanaia

Meredith Brooks, w jednej ze swoich piosenek napisała kiedyś „I'm a little bit of everything, all rolled into one” - i ten cytat chyba najlepiej oddaje to, jaka jestem. Czytam, rysuję, piszę, strzelam z łuku i działam w grupie rekonstrukcyjnej... Zobaczymy, co przyniesie przyszłość, na pewno będzie o czym pisać.

%d bloggers like this: